W ramach noworocznego rachunku sumienia, trzeba podnieść pewną kwestię od paru miesięcy coraz bardziej oczywistą: nie ma mnie na facebooku. (Piszę to wyjaśnienie również z myślą o tych Czytelnikach, którzy wchodzili na bloga i/lub obserwowali go za pośrednictwem facebooka, lub o tych Czytelnikach, którzy znają mnie osobiście). Od czterech miesięcy nie wchodzę ani na profil prywatny, ani na stronę bloga. Nie ma mnie, nie ma, a im dłużej mnie nie ma, tym bardziej się w tym niebyciu robię twardogłowa. Jak z tym językiem, którego naukę się rozpoczęło, a potem - z różnych względów - niepostrzeżenie porzuciło. I z każdym dniem i tygodniem coraz trudniej wrócić, bo ma się świadomość, że po tak długiej przerwie znowu trzeba będzie odkurzyć podstawy (i foldery z podstawami): alfabet, słówka, wzory odmian, wymowę, która kołkiem staje w gardle, zacina się na skołowaciałym języku.
Im dłużej mnie na facebooku nie ma, tym trudniej mi zabierać się za wracanie. A i sens tego wracania coraz mniej wygodnie leży mi w ręce.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meta-media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meta-media. Pokaż wszystkie posty
firmowe rozkminki
meta-media
Rzecz zadziała się w małej wiosce, której nazwę zna tylko powieściopisarz: być może David Davidar, być może Arundhati Roy. Nie mam niestety ze sobą mojego księgozbioru, żeby rzecz zweryfikować. Wioski nie widać jej na mapie, wpadła gdzieś w jakieś zagniecenie obszernego Półwyspu Indyjskiego, a poza tym i tak była tak maleńka i trudno dostępna, że zawieruchy zewnętrznego świata przewalały się obok niej, ledwo na nią wpływając. Życie w wiosce od dziesięcioleci toczyło się swoim własnym, niespiesznym rytmem; mieszkańcy utrzymywali się z płodów ziemi i lasu, przestrzegali starożytnych tradycji i szanowali strefy tabu. Aż nadeszły późne lata 90. Jeden z synów tego zapomnianego przez wszystkich kawałka ziemi, powrócił do domu z wielkiego miasta i aby zrobić przyjemność matce-staruszce, zainstalował jej w domu telewizor i podłączył kablówkę. I tak oto nagle, bez uprzedzenia, do maleńkiej wioski wdarł się świat. Spikerzy z kamienną twarzą opisujący niezrozumiałe wydarzenia w niezrozumiale skonstruowanych miastach, nieodgadnione mapy z nieodgadnioną legendą; produkty, bez których nie sposób osiągnąć szczęścia, rozebrane kobiety tańczące bez wstydu do agresywnej muzyki, historie pełne obcych namiętności, ludzie bełkoczący obcymi językami; niewytłumaczalne sploty ciał; jasnoczerwona farba tryskająca ze zmaltretowanych manekinów.
Cały świat, bez retuszu, zaćmienia, prezerwatywy ani litości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
