Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksaskie skarby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksaskie skarby. Pokaż wszystkie posty

srebro Black Jacka
w Big Bendzie

piątek, 22 kwietnia 2016

Ostatnia dekada XIX w. została ochrzczona epoką „gejowską”. Oczywiście, jest to tylko taki semantyczny smaczek, bo na początku XX w. przymiotnik „gay” nie miał w języku angielskim żadnych homoseksualnych konotacji; oznaczał po prostu beztroskę, radość i ogólne zadowolenie z życia. W rzeczywistości jednak schyłek XIX w. mało miał wspólnego z beztroską, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Zmagania gospodarcze, kształtowanie się granic zachodnich terytoriów, wielokrotne strajki robotnicze, niektóre krwawe, inne zakończone skutkiem wręcz odwrotnym do zamierzonego. Ostatnie zrywy niepodległościowe amerykańskich Indian, gorączka złota w Klondike i apogeum kolei, choć pojawiły się już pierwsze automobile, a także – uwaga – skromny rower. Beztroska, okres niewinności i raj utracony? Być może, zwłaszcza z perspektywy XX w. Horror I wojny światowej uczynił wszystkie poprzednie zmagania banalnymi, a czas zrobił swoje: przeszłość zawsze ładniej wychodzi na zdjęciach.

Pocztówka ukazująca pociąg linii Sunset Limited między SF a LA w Kalifornii ok. 1910 r. Kurs od Zatoki Meksykańskiej do Pacyfiku funkcjonuje do teraz w ramach oferty Amtraku{{PD US}}

honor na dnie kanionu

piątek, 29 stycznia 2016

Żywot pospolitego kowboja wcale nie był takim emocjonującym zajęciem, jak wynikałoby z powieści Zane Greya i Maxa Branda. Poza żelaznymi nerwami i parą porządnych cojones, trzeba było umieć mało sypiać, harować jak wół i nie brzydzić się żadną, nawet najbardziej niewdzięczną robotą, a głównie to zaciskać pasa, bo pieniędzy nie było z tego prawie żadnych! Przekonał się o tym Fergus Dooley, gdy jako młodzieniaszek porzucił ojczystą Indianę i udał się na Dziki Zachód w poszukiwaniu przygody i dolarów.

Jim Bowie
i srebro w San Saba

środa, 17 czerwca 2015

Aby oszczędzić na prochu i nie nadużywać zbytnio swojej rusznicy, Jim Bowie przywykł chwytać swoją zdobycz na lasso, a potem dobijać ją nożem, z bliska i intymnie. Oczywiście nie wiedział, że z czasem jego nazwisko stanie się znane na cały świat jako nazwa długiego noża z solidnym trzonkiem i wymodelowanym ostrzem. W swojej długości i poręczności nóż Bowie jest być może wcieleniem szkockiego sztyletu, bo właśnie z tamtych stron pochodziła rodzina Jima. Ale na dobrą sprawę jego początki i ewolucja są niepewne - tak jak niepewne są fakty z życia człowieka, od którego nóż bierze swoje imię. Bowie zostawił po sobie niewiele dokumentów i zginął stosunkowo wcześnie, na dodatek w okolicznościach, które niemal momentalnie stały się kanwą wielkiej teksaskiej legendy - jakby mało było opowiastek krążących na temat jego życia!

Komiks autorstwa Joe Simona i Jacka Kirby'ego: twórców m.in. Kapitana Ameryki. Źródło

srebro w Los Chisos

środa, 20 maja 2015

Prawo zwlekało z przyjściem na najdalej wysunięte fronteras Nowej Hiszpanii; zanim w 1729 r. generał Pedro de Rivera y Vilallón dokonał gruntownej inspekcji nowohiszpańskich presidios (twierdz granicznych) i zaczął egzekwować zakaz niewolenia Indian, zdążono podjąć wiele arbitralnych, uwarunkowanych potrzebami chwili decyzji, a i później nie zawsze się tej oficjalnej wersji prawa trzymano. Weźmy na przykład takie Presidio de San Vicente, położone na południowym brzegu Rio Grande, około trzydzieści kilometrów od Emory Peak w górach Los Chisos. Presidio założono pierwotnie jako przyczółek walk z wędrownymi plemionami Komanczów i Apaczów; jak w każdej twierdzy tego typu, stacjonował tam oddział żołnierzy, garstka przyjaznych, nawróconych na chrześcijaństwo Indian i oczywiście kilku księży, a w samym środku tej niedużej, kwadratowej najczęściej osady stał imponujący kościół.

Kaplica Presidio La Bahia w obecnym Goliad, w Teksasie. Zdjęcie z 1936 r. Źródło

zaginiona kopalnia Mescalerów

czwartek, 7 maja 2015

Drodzy Czytelnicy! Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka „Texas Tales of Lost Mines and Buried Treasures” (Teksaskie opowieści o zagubionych kopalniach i pogrzebanych skarbach). Napisana przez zawodowego poszukiwacza skarbów, Carlosa Savoya, ma raczej mało wspólnego z literackością. Widać jednak po niej, że autor dość gruntownie zbadał krążące po Teksasie opowieści i legendy. Podaje wiele drobiazgowych szczegółów i łączy ze sobą różne wersje w jedną spójną całość. Według niego, to właśnie w Teksasie znajduje się najwięcej autentycznych, a nieodkrytych jeszcze bogactw. Tylko szukać i brać!

Mimo dość przewidywalnego stylu, książkę połknęłam i z ogromną (!!!) przyjemnością stwierdziłam, że niektóre opowieści Savoya są łudząco podobne do fabuł Karola Maya, którym zaczytywałam się jako dziecko. Niebezpieczne kaniony, ciągnące się kilometrami pustkowia (w tym znane z „Old Surehanda” Llano Estacado), Komancze żywcem skalpujący swoich wrogów, zaginione wśród skał złoto Apaczów Mescalero, doświadczeni traperzy i gotowi na wszystko bandyci. Jest nawet więcej: azteckie złoto, bogactwa Meksyku, karaibscy piraci i różni bohaterzy ludowi. Niektóre historie aż proszą się o ponowne opowiedzenie, tym razem z innej perspektywy; nie tak zafiksowanej na skarbach per se, ale na ludzkich snach - wcale nie wyłącznie amerykańskich; przeciwnie: bardzo przystępnych i bliskich. I cóż - nie oparłam się temu wołaniu. Uległam!

Zapraszam zatem na jedną z teksaskich historii o skarbach, a kto chce, niech przyjeżdża do mnie z kilofem, a nuż szczęście się do niego uśmiechnie. Jak to mówi mój znajomy-tejano... „od stu drzwi odeślą cię z kwitkiem, otworzą ci sto pierwsze”.


O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo