Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksaskie skarby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksaskie skarby. Pokaż wszystkie posty
Teksaskie skarby
Ostatnia dekada XIX w. została ochrzczona epoką „gejowską”. Oczywiście, jest to tylko taki semantyczny smaczek, bo na początku XX w. przymiotnik „gay” nie miał w języku angielskim żadnych homoseksualnych konotacji; oznaczał po prostu beztroskę, radość i ogólne zadowolenie z życia. W rzeczywistości jednak schyłek XIX w. mało miał wspólnego z beztroską, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Zmagania gospodarcze, kształtowanie się granic zachodnich terytoriów, wielokrotne strajki robotnicze, niektóre krwawe, inne zakończone skutkiem wręcz odwrotnym do zamierzonego. Ostatnie zrywy niepodległościowe amerykańskich Indian, gorączka złota w Klondike i apogeum kolei, choć pojawiły się już pierwsze automobile, a także – uwaga – skromny rower. Beztroska, okres niewinności i raj utracony? Być może, zwłaszcza z perspektywy XX w. Horror I wojny światowej uczynił wszystkie poprzednie zmagania banalnymi, a czas zrobił swoje: przeszłość zawsze ładniej wychodzi na zdjęciach.
Teksaskie skarby
Żywot pospolitego kowboja wcale nie był takim emocjonującym zajęciem, jak wynikałoby z powieści Zane Greya i Maxa Branda. Poza żelaznymi nerwami i parą porządnych cojones, trzeba było umieć mało sypiać, harować jak wół i nie brzydzić się żadną, nawet najbardziej niewdzięczną robotą, a głównie to zaciskać pasa, bo pieniędzy nie było z tego prawie żadnych! Przekonał się o tym Fergus Dooley, gdy jako młodzieniaszek porzucił ojczystą Indianę i udał się na Dziki Zachód w poszukiwaniu przygody i dolarów.
Teksaskie skarby
Aby oszczędzić na prochu i nie nadużywać zbytnio swojej rusznicy, Jim Bowie przywykł chwytać swoją zdobycz na lasso, a potem dobijać ją nożem, z bliska i intymnie. Oczywiście nie wiedział, że z czasem jego nazwisko stanie się znane na cały świat jako nazwa długiego noża z solidnym trzonkiem i wymodelowanym ostrzem. W swojej długości i poręczności nóż Bowie jest być może wcieleniem szkockiego sztyletu, bo właśnie z tamtych stron pochodziła rodzina Jima. Ale na dobrą sprawę jego początki i ewolucja są niepewne - tak jak niepewne są fakty z życia człowieka, od którego nóż bierze swoje imię. Bowie zostawił po sobie niewiele dokumentów i zginął stosunkowo wcześnie, na dodatek w okolicznościach, które niemal momentalnie stały się kanwą wielkiej teksaskiej legendy - jakby mało było opowiastek krążących na temat jego życia!
![]() |
| Komiks autorstwa Joe Simona i Jacka Kirby'ego: twórców m.in. Kapitana Ameryki. Źródło |
Teksaskie skarby
Prawo zwlekało z przyjściem na najdalej wysunięte fronteras Nowej Hiszpanii; zanim w 1729 r. generał Pedro de Rivera y Vilallón dokonał gruntownej inspekcji nowohiszpańskich presidios (twierdz granicznych) i zaczął egzekwować zakaz niewolenia Indian, zdążono podjąć wiele arbitralnych, uwarunkowanych potrzebami chwili decyzji, a i później nie zawsze się tej oficjalnej wersji prawa trzymano. Weźmy na przykład takie Presidio de San Vicente, położone na południowym brzegu Rio Grande, około trzydzieści kilometrów od Emory Peak w górach Los Chisos. Presidio założono pierwotnie jako przyczółek walk z wędrownymi plemionami Komanczów i Apaczów; jak w każdej twierdzy tego typu, stacjonował tam oddział żołnierzy, garstka przyjaznych, nawróconych na chrześcijaństwo Indian i oczywiście kilku księży, a w samym środku tej niedużej, kwadratowej najczęściej osady stał imponujący kościół.
![]() |
| Kaplica Presidio La Bahia w obecnym Goliad, w Teksasie. Zdjęcie z 1936 r. Źródło |
Teksaskie skarby
Drodzy Czytelnicy! Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka „Texas Tales of Lost Mines and Buried Treasures” (Teksaskie opowieści o zagubionych kopalniach i pogrzebanych skarbach). Napisana przez zawodowego poszukiwacza skarbów, Carlosa Savoya, ma raczej mało wspólnego z literackością. Widać jednak po niej, że autor dość gruntownie zbadał krążące po Teksasie opowieści i legendy. Podaje wiele drobiazgowych szczegółów i łączy ze sobą różne wersje w jedną spójną całość. Według niego, to właśnie w Teksasie znajduje się najwięcej autentycznych, a nieodkrytych jeszcze bogactw. Tylko szukać i brać!
Mimo dość przewidywalnego stylu, książkę połknęłam i z ogromną (!!!) przyjemnością stwierdziłam, że niektóre opowieści Savoya są łudząco podobne do fabuł Karola Maya, którym zaczytywałam się jako dziecko. Niebezpieczne kaniony, ciągnące się kilometrami pustkowia (w tym znane z „Old Surehanda” Llano Estacado), Komancze żywcem skalpujący swoich wrogów, zaginione wśród skał złoto Apaczów Mescalero, doświadczeni traperzy i gotowi na wszystko bandyci. Jest nawet więcej: azteckie złoto, bogactwa Meksyku, karaibscy piraci i różni bohaterzy ludowi. Niektóre historie aż proszą się o ponowne opowiedzenie, tym razem z innej perspektywy; nie tak zafiksowanej na skarbach per se, ale na ludzkich snach - wcale nie wyłącznie amerykańskich; przeciwnie: bardzo przystępnych i bliskich. I cóż - nie oparłam się temu wołaniu. Uległam!
Zapraszam zatem na jedną z teksaskich historii o skarbach, a kto chce, niech przyjeżdża do mnie z kilofem, a nuż szczęście się do niego uśmiechnie. Jak to mówi mój znajomy-tejano... „od stu drzwi odeślą cię z kwitkiem, otworzą ci sto pierwsze”.
Mimo dość przewidywalnego stylu, książkę połknęłam i z ogromną (!!!) przyjemnością stwierdziłam, że niektóre opowieści Savoya są łudząco podobne do fabuł Karola Maya, którym zaczytywałam się jako dziecko. Niebezpieczne kaniony, ciągnące się kilometrami pustkowia (w tym znane z „Old Surehanda” Llano Estacado), Komancze żywcem skalpujący swoich wrogów, zaginione wśród skał złoto Apaczów Mescalero, doświadczeni traperzy i gotowi na wszystko bandyci. Jest nawet więcej: azteckie złoto, bogactwa Meksyku, karaibscy piraci i różni bohaterzy ludowi. Niektóre historie aż proszą się o ponowne opowiedzenie, tym razem z innej perspektywy; nie tak zafiksowanej na skarbach per se, ale na ludzkich snach - wcale nie wyłącznie amerykańskich; przeciwnie: bardzo przystępnych i bliskich. I cóż - nie oparłam się temu wołaniu. Uległam!
Zapraszam zatem na jedną z teksaskich historii o skarbach, a kto chce, niech przyjeżdża do mnie z kilofem, a nuż szczęście się do niego uśmiechnie. Jak to mówi mój znajomy-tejano... „od stu drzwi odeślą cię z kwitkiem, otworzą ci sto pierwsze”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



