Strasznie miło być na blogu ponownie. I ponownie pisać!!!
Tu moje notatki z pierwszych dni spędzonych w Nowym Meksyku.
Jest gorąco. Bardzo gorąco. Gorąco z tego paradoksalnego powodu, że w Nowym Meksyku wcale gorąco nie bywa. Wysokie temperatury, na jakie natrafiam podczas mojego pobytu w Albuquerque, są pewną anomalią. Trzydzieści stopni - można powiedzieć, co to dla mnie? W teksaskie lato normą jest ponad trzydzieści pięć, co w połączeniu z wysoką wilgotnością powietrza działa jak chloroform. Tylko że w Nowym Meksyku, w przeciwieństwie do Teksasu, niewielu mieszkańców inwestuje w centralny system chłodzący za kilkanaście tysięcy dolarów. Po co? Na te kilka dni w roku, gdy robi się naprawdę gorąco, wystarczy mały klimatyzator za dwie setki, który wstawia się w okno i cześć. Ba, u ciepłolubnych uciągnie nawet stary dobry wiatrak. Gdy tylko chowa się słońce, w Albuquerque robi się chłodno, choćby dzień był najgorętszy. Po co więc wydawać pieniądze?
