Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albuquerque. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albuquerque. Pokaż wszystkie posty
Albuquerque
Nowy Meksyk
wojaże
Dochodzi szósta po południu, a słońce nadal niesezonowo praży. Skręcamy w wąską uliczkę między kwadratowymi zabudowaniami z gliny adobe i po prawej stronie widzimy tyły niewielkiego, białego kościoła. Przed budynkiem rozciąga się spora prostokątna plaza, a wzdłuż tego prostokąta więcej kwadratowych domów z gliny. Wszystkie zamieszkane. W małych, drewnianych oknach - kolorowe firanki. Przed wieloma drzwiami zaparkowane są poobijane pickupy, nagrzewające się w upalnym słońcu. Na zewnątrz żywej duszy. Ot, jeden staruszek marynujący się w upale, przycupnięty przy ścianie narożnego domu, gdzie akurat pada cień. Eric macha mu uprzejmie ręką i staruszek kiwa głową, bez emocji. Jesteśmy na terenie rezerwatu, ale ponieważ kościół to dość sztampowa atrakcja turystyczna, mieszkańcy prawdopodobnie przyzwyczaili się do obcych.
Albuquerque
Nowy Meksyk
wojaże
„Ten odcinek drogi to dla kierowców prawdziwa zasadzka” - wyjaśnia Eric, wskazując palcem kolejny samochód zatrzymany na poboczu. W pierwszej chwili nie kojarzę, o co mu chodzi. Eric zabiera mnie do biura kilka razy w tygodniu i już nie pierwszy raz zauważam, że na wysokości Islety wyraźnie zwalnia. Z komfortowej stówki nagle zaczynamy ślamazarzyć się sześćdziesiątką, i to gdzie: na trójpasmówce, na terenie kompletnie niezabudowanym, wśród czerwonawych nowomeksykańskich wzgórz, przez dobre kilkanaście kilometrów. O dziwo, większość samochodów cierpliwie wlecze się z nami. Kurtuazyjnie powstrzymuję się od komentarzy, ale moja irytacja emanuje chyba ze mnie w sposób bardzo wymowny, bo za którymś razem Eric wreszcie decyduje się mnie oświecić. „Robili to od zawsze. Nie ma żadnego powodu, by jechać tu sześćdziesiątką, to aż nienaturalne. Ale dla nich to po prostu kolejny sposób zarobienia pieniędzy dla plemienia”.
Albuquerque
Nowy Meksyk
wojaże
Początkowo sądzę, że suchość zauważam tylko ja, że tylko ja budzę się w środku nocy z mózgiem wyschniętym na wiór. Ale gdy swoim zwyczajem zaczynam zadawać tubylcom pytania, odkrywam, że jest to pierwsza rzecz, na jaką się uskarżają, bez żadnych sugestii z mojej strony. Po kilku dniach upału, niebo nad Albuquerque zaciąga się chmurami i tak sobie trwa przez cały kolejny tydzień. Znajomy marszczy czoło, patrzy w górę i macha ręką. „To właśnie są burze w Albuquerque” - mówi ze zniecierpliwieniem. - „Chmurzy się cały dzień, spadną trzy krople i ot, cała nasza ulewa”. Wracamy właśnie do domu i na przedniej szybie pojawiają się sporadyczne maźnięcia. Trzy dosłownie, jakby na zamówienie niebo zesłało argument do jego tezy. Potem znów nic: śluzy zawarte, luźna śrubka na powrót przykręcona. Znajomy posiada piękny ogród, który codziennie rano i wieczorem podlewają automatyczne zraszacze. Bez nich zamiast ogrodu miałby krajobraz pustynny, porosły niskimi, okrągłymi krzewami i kaktusem.
Albuquerque
Nowy Meksyk
wojaże
Jest gorąco. Bardzo gorąco. Gorąco z tego paradoksalnego powodu, że w Nowym Meksyku wcale gorąco nie bywa. Wysokie temperatury, na jakie natrafiam podczas mojego pobytu w Albuquerque, są pewną anomalią. Trzydzieści stopni - można powiedzieć, co to dla mnie? W teksaskie lato normą jest ponad trzydzieści pięć, co w połączeniu z wysoką wilgotnością powietrza działa jak chloroform. Tylko że w Nowym Meksyku, w przeciwieństwie do Teksasu, niewielu mieszkańców inwestuje w centralny system chłodzący za kilkanaście tysięcy dolarów. Po co? Na te kilka dni w roku, gdy robi się naprawdę gorąco, wystarczy mały klimatyzator za dwie setki, który wstawia się w okno i cześć. Ba, u ciepłolubnych uciągnie nawet stary dobry wiatrak. Gdy tylko chowa się słońce, w Albuquerque robi się chłodno, choćby dzień był najgorętszy. Po co więc wydawać pieniądze?
Strasznie miło być na blogu ponownie. I ponownie pisać!!!
Tu moje notatki z pierwszych dni spędzonych w Nowym Meksyku.
Jest gorąco. Bardzo gorąco. Gorąco z tego paradoksalnego powodu, że w Nowym Meksyku wcale gorąco nie bywa. Wysokie temperatury, na jakie natrafiam podczas mojego pobytu w Albuquerque, są pewną anomalią. Trzydzieści stopni - można powiedzieć, co to dla mnie? W teksaskie lato normą jest ponad trzydzieści pięć, co w połączeniu z wysoką wilgotnością powietrza działa jak chloroform. Tylko że w Nowym Meksyku, w przeciwieństwie do Teksasu, niewielu mieszkańców inwestuje w centralny system chłodzący za kilkanaście tysięcy dolarów. Po co? Na te kilka dni w roku, gdy robi się naprawdę gorąco, wystarczy mały klimatyzator za dwie setki, który wstawia się w okno i cześć. Ba, u ciepłolubnych uciągnie nawet stary dobry wiatrak. Gdy tylko chowa się słońce, w Albuquerque robi się chłodno, choćby dzień był najgorętszy. Po co więc wydawać pieniądze?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

