Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albuquerque. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albuquerque. Pokaż wszystkie posty

dama w błękicie

poniedziałek, 21 września 2015

Dochodzi szósta po południu, a słońce nadal niesezonowo praży. Skręcamy w wąską uliczkę między kwadratowymi zabudowaniami z gliny adobe i po prawej stronie widzimy tyły niewielkiego, białego kościoła. Przed budynkiem rozciąga się spora prostokątna plaza, a wzdłuż tego prostokąta więcej kwadratowych domów z gliny. Wszystkie zamieszkane. W małych, drewnianych oknach - kolorowe firanki. Przed wieloma drzwiami zaparkowane są poobijane pickupy, nagrzewające się w upalnym słońcu. Na zewnątrz żywej duszy. Ot, jeden staruszek marynujący się w upale, przycupnięty przy ścianie narożnego domu, gdzie akurat pada cień. Eric macha mu uprzejmie ręką i staruszek kiwa głową, bez emocji. Jesteśmy na terenie rezerwatu, ale ponieważ kościół to dość sztampowa atrakcja turystyczna, mieszkańcy prawdopodobnie przyzwyczaili się do obcych.


ojczyzna i zmierzch słońca

wtorek, 8 września 2015

„Ten odcinek drogi to dla kierowców prawdziwa zasadzka” - wyjaśnia Eric, wskazując palcem kolejny samochód zatrzymany na poboczu. W pierwszej chwili nie kojarzę, o co mu chodzi. Eric zabiera mnie do biura kilka razy w tygodniu i już nie pierwszy raz zauważam, że na wysokości Islety wyraźnie zwalnia. Z komfortowej stówki nagle zaczynamy ślamazarzyć się sześćdziesiątką, i to gdzie: na trójpasmówce, na terenie kompletnie niezabudowanym, wśród czerwonawych nowomeksykańskich wzgórz, przez dobre kilkanaście kilometrów. O dziwo, większość samochodów cierpliwie wlecze się z nami. Kurtuazyjnie powstrzymuję się od komentarzy, ale moja irytacja emanuje chyba ze mnie w sposób bardzo wymowny, bo za którymś razem Eric wreszcie decyduje się mnie oświecić. „Robili to od zawsze. Nie ma żadnego powodu, by jechać tu sześćdziesiątką, to aż nienaturalne. Ale dla nich to po prostu kolejny sposób zarobienia pieniędzy dla plemienia”.

patrol świtu, mordownie

środa, 2 września 2015

Początkowo sądzę, że suchość zauważam tylko ja, że tylko ja budzę się w środku nocy z mózgiem wyschniętym na wiór. Ale gdy swoim zwyczajem zaczynam zadawać tubylcom pytania, odkrywam, że jest to pierwsza rzecz, na jaką się uskarżają, bez żadnych sugestii z mojej strony. Po kilku dniach upału, niebo nad Albuquerque zaciąga się chmurami i tak sobie trwa przez cały kolejny tydzień. Znajomy marszczy czoło, patrzy w górę i macha ręką. „To właśnie są burze w Albuquerque” - mówi ze zniecierpliwieniem. - „Chmurzy się cały dzień, spadną trzy krople i ot, cała nasza ulewa”. Wracamy właśnie do domu i na przedniej szybie pojawiają się sporadyczne maźnięcia. Trzy dosłownie, jakby na zamówienie niebo zesłało argument do jego tezy. Potem znów nic: śluzy zawarte, luźna śrubka na powrót przykręcona. Znajomy posiada piękny ogród, który codziennie rano i wieczorem podlewają automatyczne zraszacze. Bez nich zamiast ogrodu miałby krajobraz pustynny, porosły niskimi, okrągłymi krzewami i kaktusem.

Kanion Frijoles położony w paśmie Jemez, ok. godziny drogi od Albuquerque. Kształtowany rzeką, która latem, jak widać, znajduje się w stanie agonalnym, choć przy ulewnym deszczu potrafi wezbrać gwałtownie i wyrządzić wiele zniszczenia. Suche drzewo wyrwane z korzeniami (po prawej) to właśnie skutek takiej błyskawicznej powodzi.

wstęp do ziemi bezwodnej

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Strasznie miło być na blogu ponownie. I ponownie pisać!!!
Tu moje notatki z pierwszych dni spędzonych w Nowym Meksyku.

Jest gorąco. Bardzo gorąco. Gorąco z tego paradoksalnego powodu, że w Nowym Meksyku wcale gorąco nie bywa. Wysokie temperatury, na jakie natrafiam podczas mojego pobytu w Albuquerque, są pewną anomalią. Trzydzieści stopni - można powiedzieć, co to dla mnie? W teksaskie lato normą jest ponad trzydzieści pięć, co w połączeniu z wysoką wilgotnością powietrza działa jak chloroform. Tylko że w Nowym Meksyku, w przeciwieństwie do Teksasu, niewielu mieszkańców inwestuje w centralny system chłodzący za kilkanaście tysięcy dolarów. Po co? Na te kilka dni w roku, gdy robi się naprawdę gorąco, wystarczy mały klimatyzator za dwie setki, który wstawia się w okno i cześć. Ba, u ciepłolubnych uciągnie nawet stary dobry wiatrak. Gdy tylko chowa się słońce, w Albuquerque robi się chłodno, choćby dzień był najgorętszy. Po co więc wydawać pieniądze?

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo