![]() |
| Komiks autorstwa Joe Simona i Jacka Kirby'ego: twórców m.in. Kapitana Ameryki. Źródło |
Tak, początek XIX w. był czasem idealnym dla gentlemana z fantazją. „Księżycowe miasto”, Nowy Orlean, niedawno dostało się w ręce amerykańskie, a wraz z nim bajeczny wręcz szmat ziemi. Przestrzeń nie do ogarnięcia! Przedwczoraj terytorium hiszpańskie, wczoraj francuskie, dziś amerykańskie: kto by tam w tym zamęcie zauważył jakieś pomniejsze zawirowanie? Bowie ponownie idealnie wstrzelił się w klimat i potrzeby chwili. Zaczął fałszować hiszpańskie tytuły własności, zwykle dotyczące ziemi, do której nikt nie rościł sobie pretensji. Poświadczał je u notariusza i sprzedawał za czysty zysk. Oszustwo było tak niesłychane i na dobrą sprawę tak nowe, że Stany Zjednoczone nie zdążyły jeszcze uchwalić praktycznie żadnych praw dotyczących spekulacji gruntem. Historycy szacują, że Bowie sprzedał w ten sposób ponad 26 tys. hektarów, choć prawdy trudno dociec: większość dokumentów zostało straconych.
| Tereny objęte zakupem Luizjany (kolor zielony). Ziemie na prawo (kolor ceglany + Michigan Territory zaznaczone na pomarańczowo, bez Florydy) to ziemie pierwotnych Stanów Zjednoczonych. Żółte terytoria należały do Hiszpanii, a od 1821 - do Meksyku. Źródło |
Gdy Bowie wylizał się z ran, postanowił wyemigrować do Meksyku i rozpocząć wszystko od nowa. Udał się do Teksasu, gdzie od kilkunastu lat powstawały angloamerykańskie osady pod czujnym okiem wizjonera Stephena A. Austina. W San Antonio trzydziestoczteroletni Bowie zakochał się w Ursuli de Veramendi, młodziutkiej córce wicegubernatora kolonii, oświadczył się i - o dziwo - został przyjęty. Wicegubernatora przekonało jego całkiem rozległe portfolio, choć oczywiście - z uwagi na okoliczności - Bowie uznał za stosowne odjąć sobie trochę lat i przyznać kilkadziesiąt tysięcy dolarów ekstra. Być może właśnie na fali tego udanego mariażu Bowie podjął się kolejnego szalonego przedsięwzięcia - jeszcze bardziej szalonego niż poprzednie. Postanowił odnaleźć zaginioną kopalnię misji San Saba.
Wieści o skarbie krążyły w tych okolicach od prawie pół wieku. Misję założyli franciszkanie z osady San Antonio na prośbę Apaczów. Prośba okazała się jednak oportunistyczna: Apaczom zagrażali od północy Komancze, więc sprowokowanie konfrontacji między dwoma wrogimi im siłami było dla nich jak najbardziej pożądane. Ich plan się powiódł: rok po wybudowaniu misji dwutysięczna armia Komanczów spaliła do cna liche drewniane zabudowania. Hiszpanie odbudowali misję, tym razem jako istną twierdzę. Komancze, rzecz jasna, ani myśleli ją oblegać. Tak jak Apacze, byli wrodzonymi partyzantami: podpalali pola, rozkradali bydło i wybijali pojedynczych żołnierzy, którzy wypuszczali się po zwierzynę lub chrust. Co ważniejsze, zasadzali się na wozy z zaopatrzeniem, które jechały do San Saba z San Antonio. Osada umarła ostatecznie z wycieńczenia, niskiego morale i zwykłego głodu. Przeżyła ledwie jedenaście lat. W jej ruinach miano ponoć odnaleźć wielkie sztaby srebra, które dały początek legendzie o eksploatowanej kopalni.
![]() |
| Ruiny misji San Saba. Zniszczenie misji przez Komanczów 16 marca 1758 r. pamiętane jest w regionie do teraz. Co roku tego dnia w pobliskiej parafii wierni przyjmują Komunię (ponoć z tego samego kielicha, który był w użyciu w San Saba), a potem odbywają pielgrzymkę do ruin. W masakrze zginęło osiem osób. Źródło |
Nie brak oczywiście takich, co wierzą, że Bowie znalazł jednak skarb i ukrył go w San Antonio, w studni na terenach starej misji Alamo. Ma to rzekomo tłumaczyć, dlaczego Alamo było później tak heroicznie bronione przez rewolucjonistów i tak uparcie oblegane przez Santa Annę. Alamo - i tragiczny koniec Jima Bowie - zasługuje jednak na osobny wpis. Na razie zostawmy Bowiego w spokoju, w objęciach młodej Ursuli, pełnego nadziei na przyszłość. „Będą inne skarby” - myśli sobie pewnie. Być może ma już pomysł na kolejny szalony przekręt.
Źródło:
Edmondson, J.R. 2000. The Alamo story: From early history to current conflicts. Plano, TX: Wordware Publishing, ss. 82-129.



Brak komentarzy
Prześlij komentarz