R jak Rewolucja

czwartek, 4 czerwca 2015

Kiedy kilka lat temu Mike dowiedział się, że obchody amerykańskiego Dnia Niepodległości będą sponsorowane przez koncern British Petroleum, nie posiadał się ze szczęścia. „Czy ty rozumiesz tę ironię?” - pytał mnie raz za razem. - „To tak, jakby Deutsche Bank sponsorował obchody zakończenia II wojny światowej”. I chichotał w kułak, jakby chodziło o animozje jak najbardziej aktualne, a nie sprzed trzystu lat. Coś mu tam chciałam powiedzieć, ale poczułam się ostatecznie rozbrojona. Jest coś w tym, że narody, które swoją niepodległość wywalczyły na drodze pospolitego ruszenia, są z tego powodu niesamowicie dumne. Francuzi do teraz chyba czują się z powodu swojej rewolucji narodem wybranym, mimo wielu niechlubnych kart tamtego okresu. Teksańczycy natomiast mogą być dumni podwójnie: jako Amerykanie mogą się, oczywiście, poszczycić Rewolucją Amerykańską, ale mają także swoją własną: Rewolucję Teksaską.

Claudio Aguillón, Gallos, 2001. Kogucie zatargi i inne cyklony na granicy Meksyku i Stanów Zjednoczonych. Miło by tu powiedzieć, że to tylko taki zgryźliwy historyczny komentarz, ale niestety tendencje są do teraz jak najbardziej aktualne. W: Arte Tejano, s. 27
Od tego, co zdarzyło się naprawdę, bardziej interesujące są oczywiście popularne interpretacje tych zdarzeń. Ponownie oddajmy głos mojemu ulubionemu pirotechnikowi, Mike’owi: „Jak dla mnie cała ta sprawa nadal wydaje mi się jak z jakiegoś kryminału. Do teraz czuję pewne zaskoczenie tym, że Amerykanom się udało. Wyobraź sobie, że nagle na przykład do Nebraski przyjeżdża jakaś garstka ludzi z Bliskiego Wschodu, weźmy na to z Iranu, okopują się gdzieś, nie stosują się do praw ziemi, uzurpują sobie prawa do całego stanu i rozpoczynają walczyć w ich obronie. Uda im się? Pytanie! Pewnie, że nie. A nam, Amerykanom, się udało”.

Innymi słowy, Amerykanie zaczęli się osiedlać na ziemiach korony hiszpańskiej, a później Meksyku, z czasem stwierdzili, że chcieliby przejąć całe - należące do sąsiadów - terytorium, zaczęli o to walczyć i - niespodzianka - udało im się to, co inni uważali za niemożliwe. Interpretacja bardzo spójna z innymi zawadiackimi autoprojekcjami amerykańskiej psyche, ale również mocno jednostronna. W ogóle nie bierze pod uwagę ani obecności Tejanos, ani ich woli do samostanowienia, ani mocnego przenikania kulturowego między Anglos i Tejanos, ani konflików wewnętrznych w Meksyku, których Rewolucja Teksaska była tylko pochodną.

Dla równowagi dodam, że podobny jednostronny pogląd o Rewolucji Teksaskiej pokutuje wśród wielu Meksykanów. Oni również opowiadają historyjkę o „nielegalnych” amerykańskich imigrantach, którzy zaczęli się osiedlać na ziemiach meksykańskiego Teksasu i z czasem odebrali je prawowitym właścicielom; obecna imigracja latynoska na ziemie amerykańskie jest w oczach Tejanos historyczną odpłatą za tę pierwotną niesprawiedliwość. Interpretacja ta tłumaczy, być może, pewną paranoję, z jaką Angloteksańczycy podchodzą do swojej południowej granicy i do imigracji w ogóle. Idea „rekonkwisty” wśród amerykańskich Latynosów wcale oczywiście tej nieufności nie zażegnuje. (Rekonkwista, ponowne zdobycie ziem Southwestu scedowanych przez Meksyk w 1848 r., czyli Teksasu, Arizony, Nowego Meksyku, Utah, Nevady i Kalifornii. Rekonkwista ma się dokonać właśnie poprzez imigrację, przyrost demograficzny, krzewienie kultury latynoskiej i języka hiszpańskiego).

Rzeczywistość natomiast była o wiele mniej jednoznaczna, a Rewolucja stanowiła raczej pragmatyczną odpowiedź na potrzeby chwili niż podły spisek uknuty przez Anglorasistów. Był to przede wszystkim trudny okres dla Meksyku: dopiero w 1821 r. terytoria te uwolniły się spod władzy Hiszpanii, a jeszcze w 1829 r. musiały bronić swojej niepodległości pod Tampico. Generał dowodzący zwycięskimi siłami meksykańskimi, Antonio López de Santa Anna, wkrótce potem został wybrany nowym prezydentem. Wówczas okazało się, że bardziej niż na służeniu swojemu krajowi zależy mu na władzy, i to absolutnej. Samowolnie obalił konstytucję przyjętą w 1824 r. i ustanowił centralistyczne rządy silnej ręki. Należy tu pamiętać, że Meksyk, tak samo jak USA, jest federacją stanów chcących utrzymać pewną autonomię, dlatego zakusy Santa Anny spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony meksykańskiej ludności. Otwarcie zbuntowało się przeciw niemu jedenaście meksykańskich stanów, w tym Coahuila y Tejas. Trzy powołały własny rząd. Teksas podpisał deklarację niepodległości w 1836 r. Santa Anna sam stanął na czele armii. Metodycznie i krwawo tłumił kolejne bunty. Bezwzględność i okrucieństwo okazywane pokonanym zemściły się na nim o tyle, że gdy wreszcie dotarł do Teksasu, buntownicy byli już gotowi na wszystko. Wiedzieli bardzo dobrze, że wygrana jest dla nich opcją jedyną. Ich desperacka sytuacja budziła wielką sympatię poza granicami stanu i koniec końców, o wolność Teksasu walczyły również spore zastępy amerykańskich ochotników.

Plakat z 1836 r. zachęcający do emigracji na ziemie teksaskie i do pomocy rebeliantom. Już wtedy retoryka była dość jednoznaczna. Epizod opisany małym drukiem to oblężenie Alamo, choć bez wzmianki o krwawym finale (być może autor o nim nie wiedział?). W: Las Tejanas, s. 40
 Po stronie samozwańczej Republiki Teksasu opowiedziało się wielu Tejanos; inni pozostali wierni Meksykowi, a jeszcze inni czekali po prostu na rozwój wypadków. Prawdą jest, że do tego czasu, na skutek aktywnej polityki proemigracyjnej prowadzonej przez dziesięciolecia najpierw przez Hiszpanię, a potem Meksyk, angloamerykańskich osadników było już sześciokrotnie więcej niż Tejanos. Obie nacje zdążyły się też do pewnego stopnia zasymilować. James Bowie na przykład (tak, wynalazca słynnego noża!), który zginął w obronie niepodległości Teksasu pod Alamo, w 1831 r. poślubił córkę tejańskiego gubernatora Coahuila y Tejas i stał się jego wspólnikiem. Liczne rody tejańskie wspierały buntowników finansowo, widząc korzyści płynące z niepodległości i ze związków ze stabilnym rządem amerykańskim.

Rewolucja Teksaska zaliczyła kilka krwawych i bardzo kontrowersyjnych epizodów (najważniejszym z nich jest bezsprzecznie oblężenie Alamo, które do tej pory jest przedmiotem zażartych spekulacji i dyskusji; innym jest obrona misji Goliad; jej zdjęcie ukazało się we wcześniejszym wpisie). Los buntowników rozstrzygnął się ostatecznie w bitwie pod San Jacinto, na równinie niedaleko mojego miasteczka. Przejeżdżam przez nią za każdym razem, gdy mam coś do załatwienia w Houston. Bitwa ta jest pewnym militarnym ewenementem i interesującym przyczynkiem do wojskowej psychologii. Trwała blisko dwadzieścia minut i zakończyła się walnym zwycięstwem o wiele mniejszych liczebnie sił teksaskich. Zginęło 630 Meksykanów i tylko siedmiu Teksańczyków. Teksańczykami dowodził generał Sam Houston.

Pomnik upamiętniający Bitwę pod San Jacinto. Na szczycie samotna gwiazda: symbol Teksasu. W pogodny dzień obelisk widać z autostrady. Źródło
Udział Tejanos w Rewolucji Teksaskiej został niestety zapomniany niemal momentalnie. Szybko okazało się, że wsparcie dla sprawy niepodległości nie jest dostateczną ochroną przed szykanami, rabunkami i ogólną dyskryminacją ze strony Angloamerykanów. Wielu Tejanos musiało ratować się ucieczką do Meksyku lub do Luizjany. Być może pewnym czynnikiem była obecność amerykańskich ochotników z zewnątrz, nieobznajomionych z subtelnościami teksaskiej rzeczywistości. Ale i sytuacja polityczna Teksasu zmieniała się bardzo szybko. Powstała Republika Teksasu, z której do teraz (jak to być może ukazywał wpis o bumper stickers) Teksańczycy czują się wściekle dumni. Większa część jej dziewięcioletniego istnienia spożytkowana została jednak na pertraktacje z rządem amerykańskim odnośnie przystąpienia do Unii. Dla relacji Anglos i Tejanos oznaczało to początek zupełnie nowej ery.

***

Źródła:

Acosta, Teresa Palomo - Ruthe Winegarten. 2003. Las Tejanas: 300 years of history. Austin, TX: University of Texas Press, ss. 39-49.

Edmondson, J. R. 2000. The Alamo story: From early history to current conflicts. Plano, TX: Wordware Publishing, Inc., ss. 64-81.

Moreno, Cesaréo. 2011. Arte Tejano de campos, barrios y fronteras. Buenos Aires: Fundación OSDE, s. 27.
Share /

2 komentarze

  1. Uwielbiam Teksański paszport, bo wiele się dowiaduję. Są to epizody z historii Stanów, o których nie wiedziałam, a jesli nawet kiedyś coś czytałam na ten temat to niestety niewiele pamiętałam. I po raz kolejny zachwycam się Twoim stylem. Cudownie piszesz, a ja widzę Cię jako autorkę wielkiej sławy artykułów na temat historii Teksasu :D Pozdrawiam i wysyłam trochę ciepła, bo tu upał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi miło :) Bardzo lubię historię, przez całą podstawówkę utrzymywałam, że chcę zostać historykiem. Być może był to wpływ mojej cudownej pani profesor. W liceum pod wpływem nieobliczalnego nauczyciela, historię błyskawicznie znielubiłam. Upodobanie jednak zostało, przysypane jakimiś tam animozjami, ale jednak. Fajnie, że na blogu mogę się powyżywać i nawet innych pozarażać :) Dzięki raz jeszcze :)

      U nas natomiast przestało padać i żar leje się z nieba niemiłosiernie. Wiosna chyba już poszła, u nas trwa ona najwyżej miesiąc. Teraz znów tropiki.

      Usuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo