Większość swojego krótkiego życia, ojciec Grega pracował dla rafinerii Exxonu nad Zatoką Meksykańską; wspinał się po tych nadwodnych rusztowaniach, które nocą wyglądają jak lipna panorama Nowego Jorku i odbijają się tysiącem świateł w gęstej od zanieczyszczeń tafli zatoki. Wspinał się, wspinał, aż powinęła mu się noga i spadł z dużej wysokości. Do końca życia Greg dostaje teraz od Exxonu rentę za zmarłego ojca. Całkiem sporą rentę. W sumie to nie musi pracować, co bardzo dobrze się składa, bo w wieku nastoletnim zaczął eksperymentować z narkotykami i teraz oprócz comiesięcznej wypłaty ma także schizofrenię. Mieszka razem z matką, ojczymem i przyrodnią siostrą w małej dwupokojowej przybudówce. Ostatnio odwiedziła ich policja, bo Greg zupełnie stracił głowę i zaczął grozić nożem sobie i małej Hester. Jednak do czasu, gdy pojawili się funkcjonariusze, Greg zupełnie się uspokoił. Nóż schował w sobie tylko znane miejsce. Nic nie można było zrobić. Policjanci zatrzymali go na dobę, a potem wypuścili bez stawiania żadnych zarzutów - ku wielkiemu rozczarowaniu jego ojczyma, Jethro.
Greg nie pracuje, choć mógłby; przed narkotykami było z niego całkiem inteligentne dziecko, fascynat cyfr. Miał ten niepodrabialny duet piekielnej inteligencji i jasnego widzenia. A i teraz nic teoretycznie nie stoi na przeszkodzie, by załapał się na jakiś kurs i zaczął wykonywać nieskomplikowaną pracę. Są szkolenia dla osób z podobnymi schorzeniami, są programy rządowe, ktoś by mu patrzył na ręce przez pierwsze miesiące, nie wypuściliby go tak od razu na głęboką wodę. Matka Grega nie chce jednak nawet o tym słyszeć. Znajomym mówi: „Dałabym wszystko, żeby to mnie trafiła ta choroba, a nie jego”, i chroni go jak lwica. Jej mąż Jethro naciska, aby Grega usunąć z domu, bo martwi się o Hester. Poza tym, na dłuższą metę także i Greg musi nauczyć się samodzielności. Tyle że Jethro nie ma w domu za bardzo nic do gadania. To jego trzecie małżeństwo i ogromna część tego, co zarobi jako kierownik budowy, idzie na alimenty dla dzieci z poprzednich związków. Nie jest w stanie dokładać wiele do wspólnego gospodarstwa. Znajomym mówi: „Jeszcze tylko trzy lata. Tak sobie mówię i czekam. Za trzy lata będę miał w garści solidne argumenty finansowe. Wybudujemy się za moje pieniądze. Wtedy będę mógł postawić własne warunki”.
Jethro jest duży, sympatyczny i serdeczny; uścisk jego dłoni jest mocny i szczery, a głos głęboki i dudniący (nic dziwnego: ma przecież całkiem spore pudło rezonansowe). Jeden z tych mężczyzn, do których kobiety lgną naturalnie, bo choć nieprzystojny, wywiera wrażenie siły: jest w nim autorytet, pewność siebie, dystans do własnego ego. Mógłby mieć, jaką chce, i w sumie z życiorysu wynika, że miał ich całkiem sporo. Teraz ma matkę Grega i coś, co każe mu czekać. Może to zmęczenie kolejnymi nieudanymi związkami. Może lata, które mijają tak szybko i tak szyderczo. Może chachmęcenie teksaskiego Puka, jeśli oczywiście wierzyć w sny i inne nierozwikłości upalnych letnich nocy.
Jakiś czas temu, na portalu internetowym Greg poznał dziewczynę z Seattle, czyli z drugiego końca kraju, i zaprosił ją do siebie. Do roweru zaprzągł wózek, pojechał do sklepu i kupił wielką pufę wypełnioną małymi kuleczkami, która miała pełnić rolę gościnnego łóżka. Sama go wyprzedziłam moim pickupem, gdy jechał wąską dwupasmówką ze swoim zakupem, z twarzą rozjaśnioną oczekiwaniem. Przez kilka miesięcy Rose mieszkała razem z rodziną Grega w małej przybudówce. Ponoć również z nią było coś „nie tak”, choć diagnozowanie chorób psychicznych nie należy do mocnych stron mieszkańców małego exxonowego miasteczka. Ostatecznie z Seattle przyjechał po nią jej ojciec, zaniepokojony jej długim pobytem w krainie czarnego złota. Rose nie paliła się do powrotu, tym bardziej gdy okazało się, że jest w ciąży. Choć w sumie nie wiadomo, czy była; kto wie, czy ci ludzie potrafią coś takiego poprawnie sprawdzić, czy potrafią cokolwiek naprawdę mieć.
Jakiś czas później zagadnęłam znajomą o koniec tej historii. „Ojciec stanął na wysokości zadania” - wyjaśniła. Zabrał córkę do szpitala w Houston, a kiedy stamtąd wrócili, Rose nie była już w ciąży. Wkrótce potem zdołał ją przekonać i oboje wrócili razem do Seattle. (Pod względem praktycznym) nigdy ich w tych stronach nie było. Wspomnienia, nawet te najjaskrawsze, blakną bez miłosierdzia i śladu.
Jethro nadal czeka.
Share /
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Życie układa najciekawsze historie, a Ty je opisujesz jak zapierające dech, choć ze względu na treść nieco smutne, opowieści. Tak bardzo lubię Cię czytać! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci bardzo bardzo, Karolino :)
UsuńAch! Zapomniałam dodać, że lubię czytać Twoje komentarze... i dzięki Tobie muszę koniecznie zobaczyć Włochy!!
Usuń