wielbłąd codzienny

wtorek, 13 stycznia 2015

Taksówkarz cieszy się na widok mojej walizki. „Widzę, że jedziemy na lotnisko?” - pyta wesoło, wkładając ją do bagażnika. Markotnieje wyraźnie, kiedy wyprowadzam go z błędu. „Na dworzec to będzie kiepsko, zwłaszcza o tej godzinie” - zerka na mnie z niepokojem w lusterku. Wnętrze taksówki jest wyjątkowo zadbane. Nie zalatuje ani skwaśniałym dymem papierosowym, ani kamieniem nazębnym po przepracowanej nocce, ani wódeczką. - „Na Nad Wierzbakiem wykopali przy przystankach wielką dziurę i nikt za bardzo nie wie, co tam zamierzają zrobić. Ruch się rozślimaczył. Na dodatek, pamięta pani, tam można było sobie w razie czego zrobić skok w bok przez Sołacz, uciec uliczką równoległą, a tu cała Wielkopolska zamknięta przez ten wykop, więc nic z tego. Trzeba grzecznie stać i się wciskać. Kiedy ma pani pociąg?”

Mówię mu. „A, to mnie pani uspokoiła. Stać i tak będziemy, ale powinniśmy zdążyć.”

Stoimy więc. Najpierw na przejeździe kolejowym, później w gigantycznym zatorze wiodącym do centrum. Faktycznie, tak wielkiego korku nie widziałam od czasów podstawówki, kiedy pokonywałam tę trasę z rodzicami każdego poranka. Mój kierowca uskutecznia wątpliwy etycznie proceder wciskania się na początek; czyni to całkiem zręcznie, ale swoje i tak musimy odstać. Słuchamy radia. Akurat trwają wiadomości. Prezenterka czyta o systemie drogowskazów, który zakupił sobie (za niebagatelną sumę pół miliarda złotych) zarząd miasta Szczecin. Kłopot polega na tym, że nietanie znaki wskazują drogę nieprawidłowo. Oboje parskamy spontanicznie śmiechem, słysząc tę nieoczekiwaną puentę.
Kierowca kręci głową z rozbawieniem.

„Polska to jest dziwny kraj” - mówi jak Zulu Gula i wzrusza ramionami. - „Lata mijają, a nic się nie zmienia. Pani to jest młoda, więc nie wiem, czy tak się pani polityką interesuje. A ja, widzi pani, na trasie a to słucham radia, a to czytam gazety. Same niezależne. Piszą do nich dziennikarze, których z innych gazet wyrzucili, bo nie chcieli, wie pani, współtworzyć betonu. Czytam, proszę pani, i powiem tak: Jestem coraz bardziej przerażony. Zupełnie mi się ta sytuacja nie podoba. Słyszała pani na przykład o aferze z podsłuchami? O tych kelnerach, co to w restauracjach różnych polityków podsłuchiwali? Na początku, kiedy to wszystko wyszło, to puszczali w radiu treść tych podsłuchów. Teraz już pani tego nigdzie nie usłyszy, ale na początku jeszcze był do tego dostęp. I tam było na przykład, jak Sikorski mówi Buzkowi (cytuję, więc przepraszam panią za język): „My to musimy, kurwa, wygrać te wybory, bo nas za te przekręty pozamykają.” Ja nie wiem, czy oni tak próbują, jak daleko się mogą posunąć? Bo społeczeństwo jakoś nie reaguje. Afera za aferą, a my co? Nic, nic absolutnie. Słyszała może pani w wiadomościach, w tym tygodniu Holendrzy wyszli masowo na ulice, bo podnieśli im o rok wiek emerytalny. A u nas zero reakcji. Nie wiem, czy to dlatego, że wszyscy są tak zajęci, taka jest pogoń za pieniądzem, tak wszyscy starają się jakoś godnie przeżyć, że już machają ręką na to nasze małe piekiełko? Tylko w ten sposób mogę to sobie wytłumaczyć.”

I tak dalej. Słucham z mieszanymi uczuciami. Jego litania wydaje mi się miłą odskocznią od tego, co mam na co dzień. Postawa amerykańska jest dokładną odwrotnością polskiej kłapouchowatości: nieważne, co się zadzieje i jak wolno się czołga gospodarka, Amerykanie mają i tak niezbite przekonanie, że są wyjątkowi i najlepsi, a reszta świata nic nie robi, tylko zastanawia się, jak się przeszmuglować do ich wspaniałego kraju. Natomiast na gruncie polskim niezmiennie można liczyć na to, że niezależnie od okoliczności, zawsze jest źle.

Kierowca opowiada mi jeszcze o przekrętach związanych z pociągami Pendolino, które od grudnia działają już na polskich szynach i umożliwiają dojazd z Warszawy do Krakowa w niewiele ponad dwie godziny. W okolicach Ronda Kaponiera zakończył natomiast tak:

„Ja na przykład, widzi pani, nie zawsze siedziałem na taksówce. Kiedyś miałem bardzo dobrą pracę, wyciągałem od sześciu do dwunastu tysięcy złotych miesięcznie. I z dnia na dzień straciłem wszystko. Komornik przyszedł, zamknął firmę i koniec. A ja właśnie kupiłem mieszkanie. Na kredyt oczywiście. Powodziło mi się, więc wykończyłem je z żoną tak, jak chciałem. Na nic sobie nie żałowaliśmy, bo wiedziałem, że byle do pierwszego i znowu będę miał pieniądze. Urządziliśmy huczną parapetówkę. I dwa tygodnie później już byłem bez pracy. Na koncie zostało mi dosłownie sto dziesięć złotych. Musiałem zasiąść za kółkiem. Myślałem, że tymczasowo, ale wie pani, jak to się mówi: prowizorka najtrwalsza. Mija już od tamtego czasu osiem lat. W tym roku spłaciłem także ostatnią ratę kredytu. Wie pani, jaki byłem szczęśliwy? Cieszyłem się jak dziecko! Urządziłem nawet kolejną parapetówkę. Świętowałem tak, że rano znajomi musieli mnie ułożyć do łóżka. Ale i okazja nie byle jaka. Wszystko człowiek przetrwa, jeśli ma taką wolę.”

Z cyklu: Polska to bardzo dziwny kraj. Znalezisko w korytarzach Fary.
Share /

6 komentarzy

  1. Trawa zawsze wydaje się być bardziej zielona tam gdzie nas nie ma. Chyba nie ma kraju bez afer, kraju, w którym politycy mają czyste ręce i sumienie. Wydaje mi się, że warto być poinformowanym, ale nie żyć tym, co się wydarza. Gdy byłam na Święta u rodziców korzystając z okazji włączyłam telewizor (u siebie go nie mam i czuję się przez to wolnym człowiekiem), ostatnio wybranym kanałem był ten z wiadomościami, więc chwilę tak siedziałam i słuchałam. Nie jest nowością, że trzeba by tak siedzieć i słuchać cały dzień, aby doczekać się dobrych wiadomości, ale to ile patologi, morderstw i nieszczęść dostało się wówczas do moich uszu nieco mnie przeraziło. Przełączyłam na program o wpływie grawitacji na kształtowanie się planet. Przynajmniej czegoś się nauczyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne zdanie: "warto być poinformowanym, ale nie żyć tym, co się wydarza". Myślę, że warto dbać o zróżnicowaną dietę nie tylko w tym, co jemy, ale i w tym, czego słuchamy... Dbać o to, by otaczać się pięknem i dobrem, bo w przeciwnym razie szybko się ocipieje :)

      Usuń
  2. Polska była, jest i będzie dziwnym krajem. A tę "dziwność" kreujemy sami i potem mamy do wszystkich pretensje. Najlepiej ze wszystkiego wychodzi nam gadanie i pobrzękiwanie szabelką. Nie potrafimy się zjednoczyć. Kłótliwy naród jak na targowisku. Wszędzie gadające głowy. Przez te wszystkie lata nie nauczyliśmy się niczego. Polak najlepiej zna się na polityce i na zdrowiu i ma mnóstwo kompleksów. Nie wiem tylko dlaczego. Ale jak mówił Pawlak ''czas przywyknąć". Ja mam do tego wszystkiego dystans. Robię swoje, choć czasami nie mogę zdzierżyć tej wszechmocnej głupoty. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen, Refleksyjna, dystans przede wszystkim! I zająć się tworzeniem nowej jakości, tak, jak nas na to stać. Robić swoje i nie oglądać się na innych. Kto wie, może zobaczą, jakie to fajne, i do nas dołączą? Pozdrawiam bardzo ciepło!

      Usuń
  3. Polski wielbłąd- świetne określenie:) Dlaczego Polacy się nie buntują? Bo wielu z nich na swoim buncie bardzo się zawiodło. Zresztą do tego potrzebna jest siła i liderzy. Liderów z charyzmą brak.
    Fajne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A to Fara właśnie... Poznańska Starówka jest wieczorami taka piękna...

    Ciekawa myśl. Historycznie rzecz biorąc, bunt rzeczywiście wyprowadzał nas często w ślepą uliczką. Brakuje nam też liderów, którzy swoją pozycję traktują jako służbę, a nie karierę. Może kiedyś...?

    OdpowiedzUsuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo