Wiesz, chyba działamy na podobnych falach, mamy podobne wibracje - nie wiem. Ostatnio stwierdziłam, że muszę wrócić do pisania ręcznego, które lata temu sprawiało mi najwięcej przyjemności. A dziś zaglądam tutaj do Ciebie i co? Potwierdzasz moje "papierowe rozważania". Dzięki! Myślę, że ręczne pisanie nas "uczłowiecza", tak samo jak bezpośredni kontakt z człowiekiem, a nie ten wirtualny. A poza tym, przecież największe dzieła narodziły się na papierze a nie wychodząc ze stukającej klawiatury. Pozdrawiam ciepło :)
Aż wstyd: odpisuję Ci po ponad miesiącu... niestety dopiero teraz wracam do mojej plus minus pisarskiej rutyny :)
A co do pisania ręcznego: znajomy wrócił do tej czynności, aby ćwiczyć sprawność palców, bo zauważył, że nie są tak zręczne jak dawniej (jest starszy ode mnie). Powiem Ci, że rzeczywiście na początku trudno mi było dłużej pisać, ale teraz znowu nabieram wprawy. Cieszę się, że tym razem przeprawiłam moje pióra przez Atlantyk: niech zobaczą trochę świata! Co prawda musiały zostać prześwietlone rentgenem, ale spodziewałam się gorszych problemów. Strach ma wielkie oczy. Serdeczności, Karolino :*
Wiesz, chyba działamy na podobnych falach, mamy podobne wibracje - nie wiem. Ostatnio stwierdziłam, że muszę wrócić do pisania ręcznego, które lata temu sprawiało mi najwięcej przyjemności.
OdpowiedzUsuńA dziś zaglądam tutaj do Ciebie i co? Potwierdzasz moje "papierowe rozważania". Dzięki!
Myślę, że ręczne pisanie nas "uczłowiecza", tak samo jak bezpośredni kontakt z człowiekiem, a nie ten wirtualny. A poza tym, przecież największe dzieła narodziły się na papierze a nie wychodząc ze stukającej klawiatury. Pozdrawiam ciepło :)
Aż wstyd: odpisuję Ci po ponad miesiącu... niestety dopiero teraz wracam do mojej plus minus pisarskiej rutyny :)
UsuńA co do pisania ręcznego: znajomy wrócił do tej czynności, aby ćwiczyć sprawność palców, bo zauważył, że nie są tak zręczne jak dawniej (jest starszy ode mnie). Powiem Ci, że rzeczywiście na początku trudno mi było dłużej pisać, ale teraz znowu nabieram wprawy. Cieszę się, że tym razem przeprawiłam moje pióra przez Atlantyk: niech zobaczą trochę świata! Co prawda musiały zostać prześwietlone rentgenem, ale spodziewałam się gorszych problemów. Strach ma wielkie oczy. Serdeczności, Karolino :*