A jednak śpiewał mi „Summertime”. Piosenkę-zaklęcie.
Letni czas - żyje się tak prosto...
Skaczą ryby, wybujała bawełna
Tatuś jest bogaty, a mama przepiękna
Więc nie płacz, maleństwo, cicho, uspokój się
Melodia przypływa i odpływa miarowo, unosi mnie nieśpiesznie w dobrą, senną dal. Tata czasem zapominał słów; sztukował wtedy: „Pogoda jest piękna, a tatuś przystojny...”, bo do tej piosenki łatwo jest tak od niechcenia improwizować, dobrze życzyć sobie i światu.
Do teraz, gdy słyszę śnięte kadencje „Summertime”, patyna tego całego zewnętrznego jazgotu złuszcza się wielkimi płatami i zostaje tylko tamten czas - na zawsze ocalony, wciąż potrzebujący ocalenia.

