Tata poinstruował mnie przez telefon, że mam kupić odkurzacz marki Miele i tylko Miele. Oczywiście, tata ma zawsze rację, ale ja pomyślałam sobie cichaczem, że jasny szlag mnie trafi, jeśli coś jednak stanie się z tym fantastycznym odkurzaczem i będę zmuszona wysłać go do serwisu w innym stanie w wielkiej i kosztownej paczce. „A co ma się stać? Nic się nie stanie” - zapewnił mnie optymistycznie mój rodzic. - „Miele się nie psuje”. Ja jednakowoż celowo kupiłam plastikowe badziewie dostępne w supermarkecie. Recenzje nie były złe, a - ponownie - jeśli coś się stanie, serwis jest na miejscu i w ostateczności nie będzie tak szkoda, jak przy odkurzaczu wartym kilkaset dolarów.
Ja chyba zawsze w moim życiu z takim upodobaniem oczekuję jakiejś tragedii.
