Pamiętam jeszcze, jak dawno temu, rodzice kupili mi na Gwiazdkę wielki kefir. Zachwycona, siorbałam go z takim smakiem, że mama musiała mi w końcu zwrócić uwagę: „Nino, czy nie mogłabyś się rozkoszować swoim prezentem trochę ciszej?”. Teraz nie dostaję już takich fajnych prezentów. A może po prostu nie potrafię się już tak fajnie nimi cieszyć. Mały człowiek przeżywa wszystko inaczej; w ważnych momentach cały staje się jedną wielką, niczym nie podbarwioną emocją. Później przybywa mu lat i wzrostu, w związku z czym robi się w nim o wiele więcej miejsca. Wydłużają się nogi, wydłużają się ręce, następuje ekspansja tułowia; można sobie w tym M-4 nagromadzić zmartwień, naskładać sprzeczności, perspektyw i odcieni.
W klatce piersiowej esy floresy różnych pytań i wątpliwości. Rozdzierają wnętrze jak kanciaste druciane wieszaki.
Z biegiem czasu wszystko niby staje się prostsze, a tak naprawdę to im dalej w las, to tym gęściej od doznań i za bardzo nie wiadomo, do którego drzewa się przytulić.
W ukochanej bajce z dzieciństwa o Piotrusiu Panie, pani Darling porządkowała w nocy myśli swoich śpiących dzieci. Otwierała im głowy i robiła wielki remanent. Straszności zwijała w ciasny węzełek i wtłaczała gdzieś na samo dno umysłu. Piękne myśli natomiast wietrzyła i prasowała, by rano były gotowe do nowego użytku.
Z okazji świąt warto zrobić podobny remanent. Straszności włożyć sobie głęboko gdzieś. Za dwunastnicę na przykład. Poznajdować to, co w życiu dobre i piękne, bo prawdopodobnie gdzieś się w tym wewnętrznym miszmaszu zapodziało, może nawet cynicznie upaprało. Wyczyścić, wywietrzyć, wyprasować, wyglansować, wychuchać. Powiesić gdzieś na wierzchu, żeby nietrudno było o poranku znaleźć. Porozkoszować się tym, zacudować, zamyśleć. Poćwiczyć mięsień zachwytu, bo co tu ukrywać, trochę mu się przez lata sflaczało.
Życzę sobie i wszystkim Czytelnikom. (Sześć miesięcy bloga! Fajna myśl. Warta dochuchania).

Piękne te twoje życzenia. Ja chyba nie wymyślę już nic bardziej twórczego dlatego życzę Ci po prostu cudownych świąt spędzonych z bliskimi! :)
OdpowiedzUsuńDzięki Vida Suenos, i witam serdecznie w Nowym Roku! Mam nadzieję, że zaliczysz kilka tych miejsc, które tak pięknie u siebie sobie planujesz :)
UsuńMasz zupełną rację. Z wiekiem wydłużają się nam nogi, ładujemy w nie różne smutki, urazy, wątpliwości, i tak się do nich namiętnie schylamy, że zapominamy jaki ładny widok maluje się z wysoka.
OdpowiedzUsuńWesołych i rodzinnych świąt, a po świętach dużo radości, powodów do zachwytu i ognika, za którym do do którego pragniesz podążać :) słodkości!
No dokładnie. Kiedyś człowiek tak się cieszył, gdy go tata albo jakiś inny dorosły wziął na barana. A teraz to nawet tego pięknego widoku, jaki mamy z góry, nie zauważamy.
UsuńPięknych widoków w Nowym Roku Ci życzę :)
Karolino! Serdecznie dziękuję Ci za te inspirujące słowa! Życzę Ci dużo dziecięcej radości z każdego z darów ofiarowywanych nam codziennie przez naszego Najwspanialszego Rodzica.
OdpowiedzUsuńFragment mojego sekretnego bloga ;-):
Z czego się tak cieszysz? Z tego, że jestem szczęśliwym człowiekiem.
Już dziś jesteś tym, kim zawsze chciałaś być. Zwiedziłaś miejsca, o których marzyłaś. Poznałaś to, co zawsze chciałaś poznać... A to d o p i e r r o początek! (co implikuje, że...)
Możesz w swoim życiu osiągnąć wszystko, czego zapragniesz. Trzeba tylko mocno chcieć i postępować na przód w kierunku upatrzonego celu.
Dziękuję Ci bardzo, Hindee :) Uchwycę się Twoich sekretnych zapisków, są mi obecnie bardzo potrzebne :) Mam szczerą nadzieję, że to dopiero początek, a nie postmodernistyczna antykulminacja.
UsuńŚciskam Cię mocno i serdecznie w tym Nowym mroźnym Roku!!
Już dawno po świętach, jednak dobrze się czyta, bo choinka wciąż stoi i wreszcie jest trochę czasu na przegląd tego co sfotografowali i napisali moi znajomi, rozsiani po świecie:)
OdpowiedzUsuń