Jakiś czas temu znajoma pożyczyła mi książkę „Wałkowanie Ameryki” Marka Wałkuskiego (korespondenta Polskiego Radia w Waszyngtonie). Gdzieś na początku tego pokaźnych rozmiarów tomu, autor opisuje przemówienie ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, George’a W. Busha. Wałkuski jest zdumiony, że prezydent nie jest w stanie „prawidłowo” wymówić słowa „nuclear” i zamiast [nukliar] mówi [nukiular], a dziennikarze jakby tego błędu nie słyszeli. Na tej podstawie Wałkuski snuje daleko idące teorie dotyczące nastawienia, jakie media i naród amerykański w ogóle mają względem warstwy rządzącej. A tymczasem to właśnie kłania się południowy akcent, którego Bush, mimo lat spędzonych w Białym Domu, nigdy się nie wyzbył. Drobne przeinaczenia w wymowie „nuclear” i wielu innych słów, to nie błędy czy wada wymowy, ale dobro właściwe dialektu, którym posługuje się na co dzień ludność ponad piętnastu stanów amerykańskiego Południa (i nie tylko, istnieje np. spora grupa użytkowników tego dialektu na południu Kalifornii, gdzie w latach trzydziestych XX w. osiedlili się robotnicy z tzw. Dust Bowl, co opisuje Steinbeck).
Teksańczycy oczywiście, jak to oni, szczycą się własną, wyjątkową odmianą tego dialektu. No bo co w końcu: jako jedyni mogą wystąpić z unii, jako jedyni byli (przez dziewięć lat!) niepodległą i niezależną od nikogo republiką, tak więc i mówić muszą jakoś wyjątkowo szczególnie, a przynajmniej wyróżniać się z szarego tłumu innych, podobnie zaciągających południowców (słynne Southern drawl, wydłużanie i cedzenie niektórych samogłosek). W tych pretensjach do wyjątkowości jest trochę prawdy, ale nie do końca - Teksas jest na tyle dużym stanem, że trudno mówić o zuniformizowanym teksaskim angielskim. Inaczej mówi się w El Paso przy granicy z Meksykiem, inaczej mówi się w San Antonio, gdzie angielski wymawia się z napiętymi samogłoskami i zaśpiewem typowym dla języka hiszpańskiego. Jeszcze inaczej mówi się w Austin, stolicy Teksasu, które prawdopodobnie mogłoby zniknąć z mapy południowego angielskiego. Podobnie Houston, po Nowym Jorku drugie najszybciej rosnące miasto Stanów Zjednoczonych i przez to rozrzedzające swój firmowy teksaski akcent. Z drugiej strony, historia Teksasu sprawiła, że na tle dialektów innych południowych stanów, w dialekcie teksaskim faktycznie mniej jest naleciałości języka czarnych niewolników (instytucja niewolnictwa zawsze była na tym terytorium pewnym importem i nigdy nie miała szans rozwinąć się tak jak np. w Południowej Karolinie). Więcej jest w nim natomiast meksykanizmów i świadectw twardego życia na nieubłaganych fronteers, lub w tym przypadku fronteras.
Mały słowniczek ulubionych południzmów
(w założeniach uzupełniany na bieżąco)
aggravate [aggervate] - v. nie (tylko) pogorszyć lub zaognić sytuację, ale przede wszystkim irytować lub prowokować: „Doncha aggervate me” (Nie będziesz mnie tu irytował), „He was so aggervated he just uppin left” (Wściekł się tak, że wstał i wyszedł). Przy okazji rozwiązał się problem Bushowskiego „nuclear” - jak widać, południowcy lubią sobie przestawić w słowie głoskę czy dwie lub w ogóle ją zignorować, żeby się wygodniej mówiło. Inne przykłady takich przestawień i wygładzeń: „everbody” (=everybody), „Saerdy” (=Saturday), „ignert” (=ignorant);
bless your heart - powiedzenie wyrażające sympatię i współczucie, choć ja odczuwam je raczej jako pobłażliwe: „Richie cain’t git a girlfriend, bless his heart” (Richie nie może znaleźć dziewczyny, biedak).
blue norther - n. burza nadchodząca z północy w postaci wielkiej granatowej chmury;
buzzard - n. na Południu nie jest to sęp, lecz sporych rozmiarów mucha lub jakieś inne bzykadło (no pun intended);
catty-corner (a. kitty-corner) - adv. po przekątnej, na przeciwległym rogu: „The cobbler’s just catty-corner from Walmart” (Szewc jest naprzeciw Walmartu, na rogu). Cichaczem się zastanawiam, czy to nie kalka z niemieckiego Katzensprung (w Teksasie osiedliło się swego czasu sporo Niemców), ale może to fałszywy trop;
catty whompus (a. cattywampus, cattywompus) - adj. / adv. skrzywiony, zabałaganiony, chaotyczny: „I tried to line ’em up real purdy like, but they all went catty whompus” (Próbowałam je ładnie ustawić, ale wszystkie się rozwaliły). Słyszę czasem w znaczeniu: po przekątnej, ale to chyba przez mylną analogię z hasłem powyższym;
citify - v. czasownik oznaczający wielkomiejskie rozbestwienie się, zwłaszcza o kimś, kto całe życie mieszkał poza miastem, czyli np. redneck, hick, hillbilly albo hayseed (ten ostatni stoi ponoć najniżej w hierarchii); przymiotnik „citified”;
commode - n. ciężko było mi się przyzwyczaić, że to piękne słowo oznacza... toaletę;
conniption (fit) - n. napad, atak, ale w sensie furii, histerii, wybuchu emocji; w standardowym angielskim łączy się z „throw”, a na Południu z „pitch”: „to pitch a conniption (fit)” (wpaść w histerię, zrobić scenę); synonim „hissy fit”;
critter - n. wszelkie zwierzę;
disremember [dissermember] - v. cudowne słowo oznaczające, oczywiście, zapomnieć, tylko w o wiele bardziej eleganckim wydaniu, por. „I forgot our anniversary, honey” z „Honey, I might have dissermembered...”;
Dixie - n. pieszczotliwa nazwa Południa, choć nikt nie wie za bardzo, skąd się wzięła. Być może od linii Masona-Dixona, która wytyczała granicę między Maryland a Pennsylvanią, czyli de facto między Północą a Południem, a być może od banknotu o nominale dziesięć (fr. dix), drukowanego w Nowym Orleanie;
doggie - n. pieszczotliwa nazwa krowy; kto nie wierzy, niech posłucha kowbojskiego przeboju Rawhide;
dried apple damn - czyli nie tylko cholera, ale taka porządna cholera; prawdopodobnie gdyby Rhett Butler nie był tak strasznie umiastowiony (citified), jego słynna kwestia na końcu filmu brzmiałaby trochę inaczej: „Frankly, my dear, I don’t give a dried apple damn”;
eat up - adj. zardzewiały, przeżarty, zniszczony: „You won’t get much for that piece of junk cuz the body’s all eat up” (Wiele za ten złom nie dostaniesz, bo karoserię przeżarło na amen);
(be) fixin’ to - v. świetna konstrukcja, której moim zdaniem brak w standardowym angielskim, oznacza „zbierać się do czegoś”. Zwykle podaje się ją jako synonim „be about to do sth”, ale dla mnie jednak istnieje różnica w znaczeniu: „I’m about to go out” (Właśnie miałam wyjść, za chwilę wychodzę) wyraża większą gotowość niż: „I’m fixin’ to go out” (Zbieram się do wyjścia). Do wyjścia można się zbierać siedząc w fotelu w szlafmycy, z pilnikiem w ręku i z wałkami na głowie. W standardowym angielskim trudno o jakiś godziwy odpowiednik tego stanu wewnętrznego postanowienia, które tylko połowicznie zdążyło przełożyć się na realia zewnętrzne;
fixins - n. zasadniczo posiłek lub jedzenie, np. „country fixins”, ale zdarza mi się słyszeć również w odniesieniu do rzeczy, np. ręcznie robionych dekoracji. Prawdopodobnie zaczęło się od czasownika „fix” w sensie przygotowywania i stąd wzięło się ogólne „fixins”;
git - v. poza egzotyczną pisownią słowo to jako zwrot oznacza: uciekaj, zjeżdżaj, zabieraj się stąd: „His wife told him to git” (Żona pokazała mu drzwi).
He never even invited us to that high-falutin’ party of his”
goobers (goober peas) - n. orzeszki ziemne, fistaszki;
high-falutin’ - adj. wystawny, pompatyczny, ekstrawagancki, szpanerski: „He never even invited us to that high-falutin’ party of his” (Nawet nas nie zaprosił na to swoje szpanerskie przyjęcie);
huckleberry - n. wszelkie dzikie (i jadalne) jagody; trudno dociec, o jaki gatunek konkretnie chodzi, bo w każdy stan definiuje to sobie trochę inaczej zależnie od klimatu;
kissin’ kin / cousin - n. trochę czasu zabrało mi rozeznanie, ale nie chodzi o żadne kazirodztwo (uff!), lecz o proste określenie stopnia znajomości i zażyłości: „kissin’ kin” to każdy członek dalszej rodziny, z którym jesteśmy w na tyle dobrych stosunkach, że na powitanie można go ucałować. Bardzo logiczny test relacyjny;
larrupin’ - adj. pyszne, smakowite;
liketa - adv. prawie: „You scared me so bad I liketa died” (Tak mnie wystraszyłeś, że prawie zeszedłem).
mind - v. o dzieciach: słuchać poleceń, być grzecznym, dobrze wychowanym: „I just cain’t git her to mind” (Nie wiem co mam zrobić, żeby mnie słuchała);
moo juice - n. mleko; tego akurat nie słyszałam na własne uszy, ale trudno tego nie zapamiętać; podobnie zapada w pamięć logika słowa „cackleberry” (=jajko), od „cackle” (kwękać);
out of kilter [outta kilter] - adj. zepsuty;
people - n. w konstrukcji „sb’s people” oznacza bliską rodzinę: „They have no people here” (Nie mają tu nikogo bliskiego);
pole-axed - adj. bardzo obrazowe określenie rzeczy płaskiej lub spłaszczonej jak wielkim młotem;
play possum - v. dosłownie oznacza udawać martwego (co czynią dość widowiskowo oposy w sytuacji kryzysowej), ale przenośnie znaczy też leżeć cicho, czekać, aż sprawa przyschnie, nie wychylać głowy, etc.
plumb - adv. nie ma nic wspólnego z hydraulictwem; jest to po prostu ogólny wzmacniacz znaczenia: „I plumb forgot” (Na śmierć zapomniałem);
plunder room - n. spiżarnia; słowo jest o tyle zabawne, że oznacza dosłownie pomieszczenie na łup;
sass - n. bezczelność, arogancja, brak szacunku dla autorytetów; występuje także jako czasownik: „That’s no more sass from you, young lady!” (Koniec pyskowania, młoda damo!), tożsame z „attitude” lub czasem z „tude”;
scalawag - n. drań, łotr, nicpoń; po wojnie secesyjnej zaczęto nazywać tak białych południowców współpracujących z północnymi okupantami lub ogólnie wyznających „północne” zasady;
smack dab - adv. tak jak „plumb”, kolejny świetny wzmacniacz: „He’s worn smack dab out” (Leci z nóg, jest kompletnie wyczerpany);
sugar - n. nie tylko cukier, ale także pocałunki i pieszczoty: „Give me some sugar” (Pocałuj, obejmij mnie);
taters - n. ziemniaki;
turd floater - n. cóż, bardzo obrazowa nazwa wielkiej ulewy: ściśle rzecz biorąc tak wielkiej ulewy, że aż podmywa szambo w tyle ogródka i dzieje się to, co nieuknione;
uppin - adv. zbitka „up + and” podkreślająca nagłość wykonanej czynności: „He took on somethin' awful and just uppin died” (Tak się przejął, że wziął i umarł);
whip - v. nie chodzi dosłownie o chłostę, ale ogólnie o karę cielesną wymierzaną dziecku; czasem symboliczny klaps; czasem, niestety, lanie mało współmierne do przewinienia. „Daddy’s gonna whip you, just you wait” (Czekaj, zobaczysz, jakie cięgi dostaniesz od taty). Czas przeszły: whupped;
yonder - adv. tam; „There’s a red house over yonder / that’s where my baby stays”, czyli piosenka Jimmy’ego Hendrixa z zaskakującą puentą;
youngun - n. kolejna zbitka: „young + one”, czyli dziecko, mały szkrab.
I jeszcze słów kilka o gramatyce...
Zasady gramatyczne dialektu południowego (jak wszelkich dialektów) nie są przypadkowe. Konstrukcje niestandardowe to często skutek logicznego zastosowania lub rozszerzenia standardowych wytycznych gramatycznych. Zależnie od miejsca i sytuacji, ich użycie może być neutralne, może być celową stylizacją, podkreśleniem przynależności do grupy albo powodem do wspólnego śmiechu - ale ich nadużycie może być też świadectwem braku wykształcenia, więc ostrożnie. Np. moi znajomi, którzy dosyć często używają podwójnych modali, potrafią z politowaniem skomentować o kimś, kto używa niestandardowych form czasu przeszłego: „Co za nieuk!”.
Tym niemniej, poniżej zamieściłam garść konstrukcji cechujących południową gramatykę:
ain’t - uchodzi za uniwersalne zaprzeczenie, choć zależnie od miejsca i dialektu, reguły dotyczące jego użycia mogą się zmieniać. Zasadniczo jest częścią AAVE (African American Vernacular English), ale uchodzi również za cechę akcentu południowego. Ja stykam się z nim głównie w wypowiedziach stylizowanych (np. „Well, ain’t I smart?”) i na co dzień nie słyszę go tak często;
y’all (a. yawl) - zbitka „you + all”; południowe ulepszenie standardowego angielskiego, w którym, jak wiadomo, zaimki drugiej osoby liczby pojedynczej i mnogiej brzmią tak samo. Y’all zakorzeniło się w południowej psyche tak głęboko, że wiele osób nie rozpoznaje już tego zaimka jako zbitki i dodaje do niego uściślenia, a nawet tworzy wtórną liczbę mnogą: „all of y’all”, „all of y’alls”, a nawet „all of y’allses”.
done - wzmacniacz czasu przeszłego: „I done toad you before” (Już ci przecież mówiłam);
niestandardowe formy czasu przeszłego - bring / brung, catch / catched, help / holped, see / seed;
bezokolicznik czasu przeszłego - „I like to had”, „We were s’posed to went”;
podwójne modale - might could, oughta should, used to could, etc.; ponownie istnieją pewne obostrzenia dotyczące dobierania tych modali w pary, ale ogólnie jest to sposób wyrażania przeszłej możliwości lub powinności, który jest o wiele bardziej wydajny niż standardowy; wystarczy porównać ze stonożnymi i bardzo skomplikowanymi wypowiedziami: „I might have been able to”; „I ought to have done it” etc.
wielokrotna negacja - czyli tak jak w polskim i odwrotnie niż w standardowym angielskim: „I ain’t seen nuttin’”.
[Ze stron internetowych mogę polecić Glossary of Quaint Southernisms, która była na mój gust najmniej zaśmiecona i w miarę szybko się ładowała. Umieszczała jednak sporo słów będących po prostu zniekształconą formą wyrażeń istniejących w standardzie, a niewiele wyrażeń oryginalnych. Świętego Graala słownikowego więc jeszcze nie udało mi się znaleźć.]


Jak przeczytałam tytuł to od razu się uśmiechnęłam. We Włoszech dialekty zmieniają się w każdym regionie, a na południu w każdym mieście i nie wiem dlaczego, ale nie spodziewałam się tego po Stanach :) A tu proszę! Fajny tekst, dowiedziałam się wielu rzeczy, o których nie miałam pojęcia :)
OdpowiedzUsuńOjć! Ostatnio gonię w piętkę i nie nadążam z odpowiedziami... Rok mocno intensywny mi się zdarzył.
UsuńA właśnie, we Włoszech tak jak w Niemczech musi być pod tym względem spora różnorodność, w końcu tak długo były to odrębne państwo-prowincje, regionalizmów na pewno w bród!
Stany Zjednoczone są ogromnie zróżnicowane językowo. Inaczej się mówi na Południu, inaczej na południowym zachodzie (NW), inaczej na Wschodnim Wybrzeżu, inaczej w Chicago, San Francisco, Nowym Jorku czy Miami... Do tego jeszcze Appalachy, Pennsylvania Dutch i wiele wiele innych ciekawych odmian...
Skąd Ty to wszystko wiesz? :) Fascynujące informacje, przeczytałam dwa razy i wnet bym sobie listę słówek wypisała.
OdpowiedzUsuńTrochę mi niektóre wyrażenia zalatywały "Beverly Hillbillies", ale poleciałam doczytać o ich pochodzeniu i okazuje się, że byli z Południa, nigdy nie podano skąd dokładnie. Pamiętam, jak trafiłam pierwszy raz na jakąś powtórkę - też miałam ochotę siedzieć z kajecikiem i zapisywać.
Na naszym Midweście trudno chyba o takie smakołyki językowe (chyba, że się wpadnie w ciemniejszą dzielnicę, ale to jakoby inna historia). Kiedy tu przyjechałam, nie mogłam dość długo przełknąć "I should have went", a i teraz, choć mi w słuchaniu nie przeszkadza, to przez gardło nie przejdzie. A w środowisku, w którym się obracam, i tak łatwiej o Ponglisz (najnowsze w kolekcji, świeżynka z zeszłej soboty: FLONKNĄŁ.)
A, wspomnę jeszcze, jak gość w Missouri uparcie wymawiał nazwę stanu [mizura], też się nie mogłam nadziwić. I to by było na tyle, fixinsy czekają.
Mizura, Bammer, Cuber, Arkansas (wymawiany tak jak Ar + Kansas), Jawja... tak, wiele jest podobnie uciesznych kwiatków :)
UsuńCieszę się, że Ci się podoba, Kasiu :) Mam nadzieję, że z czasem lista będzie się powiększać, choć na razie trochę ją wyczerpałam. Skąd wiem? Trochę w tej głowie ze studiów zostało :) Reszta to aktywne słuchanie i trochę internetu (choć muszę zaznaczyć, że internetem podpierałam się tylko po to, żeby sobie przypomnieć, co wysłyszałam w realu). Teksańczycy są dumni ze swojej odrębności, więc jak się natrafi na takiego rasowego, to tylko siedzieć i za język ciągnąć. O historii Teksasu mam nadzieję jeszcze tu coś nasmaruję, tylko do tego potrzebuję trochę źródeł i czasu do ich przekopania :) Ale warto ten czas poświęcić, bo tyle się można dowiedzieć :)