slajdy
z czarnej przeszłości

czwartek, 16 lipca 2015

Moi Brazyliczycy nie chcieli mnie zabrać do centrum Salwadoru. Bardziej ekscytowały ich nowiutkie centra handlowe na suburbiach. Mercado Modelo? Po co chcę oglądać były targ niewolników? Tam ciężkie jest nawet powietrze. Swoim zwyczajem odsuwali wypad jak najdalej w czasie, aż wreszcie udało mi się pójść dopiero w ostatni weekend przed wyjazdem. W wielkiej, historycznej hali urządzono teraz pchli targ; rmożna sobie kupić etniczną biżuterię, japonki ozdobione muszlami, barwne sarongi, afrykańskie rzeźby, figurki świętych candomblé. Po stromych uliczkach prowadzących w dół do portu chodzą baiany, kobiety w majestatycznej bieli, z turbanami na głowie; sprzedają gorące acarajé: wielkie bomby z czarnej fasoli smażone w oleju palmowym, nadziewane pastą z krewetek.

Sprzedaż niewolników w hotelu St. Louis. Z czasem rycina stała się kultowym obrazem "szczególnej instytucji" (peculiar institution), jakim było amerykańskie niewolnictwo. Źródło
W Nowym Orleanie nie było nigdy jednego centrum sprzedaży niewolników; niewolników sprzedawało się wszędzie: jak to mówią, na pniu. W dokach, więzieniach, domach prywatnych, wzdłuż Mississippi, na ulicach, w parkach, w przedsiębiorstwach. Ludzi można było wygrać na loterii, tak jak dzisiaj samochód. Masz kogoś na zbyciu? Dajesz ogłoszenie do gazety, opisujesz towar, czekasz na oferty. Jedno takie miejsce sprzedaży mogę sobie obejrzeć z wysokości mojego okna: pod arkadami urzęduje teraz Hilton, zatrzymują się limuzyny, wchodzą i wychodzą piękni ludzie.
Harriet, lat 17, dobra fryzjerka i pokojówka, umie też prać i prasować, kobieta o nienagannym charakterze

Robert, lat 31, odpowiedzialny, przystojny, dobry robotnik, zręczny stolarz

Trzydzieścioro Murzynów, w tym robotnicy rolni, służący domowi, jedna pierwszorzędna szwaczka, kilka małych dziewczynek
Na plantacji Laura, położonej jakąś godzinę drogi od Nowego Orleanu, dowiaduję się, że kultura kreolska nie opierała się na kategoriach rasowych. To znaczy, wyznacznikiem klasowym była sytuacja ekonomiczna, a nie rasa. Pociągająca teza. Nowy Orlean faktycznie był miastem w większości czarnym, zwłaszcza po blisko dziesięciotysięcznej fali uchodźców z Haiti, gdzie na przełomie wieku XIX rozgrywała się krwawa rewolucja. W 1830 r. gens de couleur libres, czyli wolni obywatele rasy innej niż biała, stanowili w Luizjanie trzynaście procent społeczeństwa. Tuż za miedzą, w anglosaskim stanie Mississippi, liczba ta nie sięgnęła nawet jednego procenta.

Trzy godziny drogi od Laury leży plantacja Melrose. Przewodnik mówi mi ściszonym głosem, że tamtejsi plantatorzy byli kolorowi. Nadstawiam uszu. Tym razem nie mogę tam pojechać, ale sprawdzam w domu: faktycznie. Plantację wybudował w 1796 r. syn byłej niewolnicy, Afrykanki z okolic Konga. Marie Thérèse Coincoin urodziła swojemu właścicielowi dziesięcioro dzieci, a później otrzymała od niego wolność wraz z kawałkiem ziemi. Przedsiębiorcza kobieta zaczęła uprawiać tytoń, hodować bydło i sprzedawać niedźwiedzie sadło. Z czasem stała się również właścicielką niewolników. Plantacja utrzymała się w rękach rodziny aż do 1847 r., kiedy młodziutki, niedoświadczony prawnuk Marie Thérèse sprzedał plantację za długi.

Dom Afrykański, jeden z budynków wzniesionych na plantacji Melrose. Źródło
Historia Melrose nie była w Luizjanie wyjątkiem, bo pod względem traktowania innych ras stan ten zdecydowanie wyróżniał się na tle głębokiego Południa. Powodem była kulturowa spuścizna Francji, która w 1685 r. ustanowiła w swoich koloniach czarny kodeks przyznający niewolnikom sporo ważkich w skutkach praw. Podobne kodeksy obowiązywały w większości stanów Południa, ale luizjański Code Noir traktował niewolników wyjątkowo łaskawie. Dawał prawo do jednego dnia wolnego, prawo do gromadzenia się, prawo do konsensualnego zawierania związków małżeńskich, prawo do pracy i do posiadania własnych pieniędzy, dzięki czemu perspektywa wyzwolenia z czasem okazywała się bardzo realna. Wyzwoleńcy stawali się pełnoprawnymi obywatelami francuskimi. Kodeks zakazywał również panom torturowania niewolników ani rozdzielania rodzin, choć - w odpowiednich okolicznościach - dopuszczał kary cielesne.

Tyle dobrotliwy kontekst, choć jest on raczej dobrotliwy w porównaniu, a nie sam w sobie. To właśnie w Luizjanie rozegrał się dramat Solomona Northupa, wolno urodzonego, czarnego Amerykanina z Północy, który w 1841 r. został porwany w Waszyngtonie i sprzedany jako niewolnik w Nowym Orleanie. Jego handlarz zmienił mu imię i stworzył dla niego nową tożsamość. Kolejne dwanaście lat Northup przepracował na plantacjach Luizjany, dopóki - dzięki staraniom rodziny i władz stanowych Nowego Jorku - udało mu się wrócić do domu. Swoje przeżycia opisał. Na Północy szybko je wykorzystano, stały się chwytliwym argumentem w ręku abolicjonistów. W 2013 r. na kanwie jego wspomnień nakręcono film. Aktorzy przedstawiali historię na luizjańskich plantacjach cukrowych, między innymi na plantacji Magnolia, niedaleko miejsca, gdzie pracował Northup. Wrażenie niesamowite: być tak blisko tego, co się wydarzyło, tak blisko, że akcja sprzed stu pięćdziesięciu lat niemal się na filmową akcję nakłada.

Plantacja Magnolia, na której McQueen zrealizował częściowo film 12 Years a Slave. Wielka, dwudziestobudynkowa posesja. Nawiedzana ponoć przez duchy byłych niewolników-wyznawców wudu. Źródło
To również Luizjanę opisywała w swoich nowelkach młoda Amerykanka z Missouri, która w 1870 r. osiadła w Nowym Orleanie ze swoim mężem: Kate O’Flaherty Chopin. Pod jej piórem, społeczeństwo kreolskie wcale nie jawi się jako tak inkluzywne i egalitarne rasowo, jakie chcą mi sprzedać na plantacji Laura. W słynnym opowiadaniu „Désirée’s Baby” (Dziecko Désirée) młody plantator wyrzuca z domu ukochaną żonę po tym, jak ona rodzi dziecko z domieszką czarnej krwi. W finale okazuje się, że to on jest Mulatem, że to jego geny odpowiedzialne są za wygląd dziecka. Żony jednak nie odzyskuje: razem z dzieckiem Désirée przepada gdzieś wśród nowoorleańskich bagien.

Chopin pisała ok. roku 1890, ale opisywała Luizjanę przed wojną secesyjną. „Ach, do wojny secesyjnej większość naszych niewolników była już wyzwolona...” - mówi mi dumnie przewodnik. Najwyraźniej jednak wielu z nich nie miało widoków na wyzwolenie, bo jeszcze w 1811 r. Luizjana stała się miejscem powstania niewolników, największego powstania w całym kraju. Oczywiście, stłumiono je krwawo. Głowy buntowników wystawiono na widok publiczny. W Nowym Orleanie przyozdobiono nimi Jackson Square. Piękne miejsce pośrodku Francuskiej Dzielnicy, gdzie siadają sobie turyści z pączkami zakupionymi w Cafe du Monde i dmuchają na siebie obłokiem cukru pudru, na szczęście. Stoją muzykanci, rozkładają stoliki tarociarze, a przygodni artyści ustawiają rzędem kolorowe obrazki. Ostatnio gdy tam byłam, zaczarował mnie mężczyzna, który grał na korze: afrykańskiej harfie. Stałam chyba z pół godziny. Miejsce inne, a przecież identyczne. Zwłaszcza jeśli czas rzeczywiście jest iluzją.

Historia: faktycznie, czasem lepiej w nią nie wdeptywać. Lepiej się na te targi niewolników w ogóle nie zapuszczać. Ale wstręt działa jak kompas. Bez niego trudno, moim zdaniem, mówić o jakimkolwiek mierzalnym postępie.

***

Korzystałam ze stron plantacji Laura i plantacji Melrose (Melrose: piękne zdjęcia! Polecam bardzo!), a także z materiałów edukacyjnych  wystawy Purchased lives: New Orleans and the domestic slave trade 1808-1865, którą odwiedziłam w Williams Research Center przy 410 Chartres Street w Nowym Orleanie.

Fragmenty ogłoszeń: Harriet / Robert: New Orleans Morning Adviser, 10 lipca 1842; thirty Negroes: New Orleans Daily Crescent, 20 kwietnia 1862. Z wystawy Purchased lives.
Share /

6 komentarzy

  1. Trafiłaś z tematem! Mnie również od pewnego czasu bardzo interesuje temat niewolnictwa. W zeszłym roku byłam na plantacji Oak Alley i pamiętam, że nie mogłam oderwać oczu od tablicy opisującej rodzaje i wartość 113 niewolników (próbuję ją tu wkleić, ale się nie da). A jaki jest tytuł filmu z 2013, o którym wspominasz? Koniecznie muszę go obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plantacja Oak Alley była pierwsza na naszej liście. Masz rację, też długo staliśmy przed tą tablicą. Polecam Ci plantację Laura, a także Houmas House. W HH przepięęęękne ogrody! Jeśli używasz instagrama, obejrzyj sobie zdjęcią na @kwiatpelargonii :)

      Film 12 Years a Slave (polski tytuł chyba Zniewolony), w zeszłym roku obsypany Oscarami, z Chiwetelem Ejioforem, Bradem Pittem i Lupitą N'yongo. Uprzedzam, obraz dość mocny. Na facebooka bloga wrzuciłam fragment dość ciekawego Making Of, może Cię zainteresuje? Film o tyle ciekawy, że człowiek ogląda i rozpoznaje te krajobrazy, zwłaszcza jeśli odwiedził Luizjanę. Znajoma architektura, slave quarters, nawet te stare dęby. Wstrząsające wrażenie!

      Tu wrzucę natomiast linka do wybranych scen z 12 Years a Slave contra Przeminęło z wiatrem. Zestawienie prawdopodobnie nie do końca sprawiedliwe, bo przecież Przeminęło to nie film o niewolnictwie. A jednak dość dobrze pokazuje to, o czym Przeminęło nie mówi. Ponownie, obraz mocny. https://www.youtube.com/watch?v=WX9qZVldxHU

      Serdecznie Cię pozdrawiam i jak zwykle dziękuję za odwiedziny :)

      Usuń
  2. Mnie też zaciekawiłaś. Film koniecznie obejrzę.
    Dobrze napisane: "Miejsce inne, a przecież identyczne". Ile dramatów rozegrało się tam, gdzie teraz spokojnie pija się kawę. Przewrotny ten nasz świat. Lubię Twoje posty, bo sprzyjają refleksjom. Pozdrawiam Cię słonecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino!! Ponownie Ci dziękuję. Warto pisać dla takich Czytelników.

      12 Years a Slave na pewno ciekawy, choć mocny. Z tego co wiem, w Polsce był pokazywany jedynie w ramach festiwalów; w ogóle chyba nie pojawił się w większych kinach, a szkoda. Być może dla Polaków niewolnictwo to nadal wątek egzotyczny? Historycznie tak, ale może okazałby się dobrą szczepionką na niektóre nacjonalistyczne tendencje. No cóż. Również pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Dzień dobry " Pelargonio":) Ciekawie piszesz o niewolnikach a zwłaszcza o " wolnych". Cieszę się, że tacy też istnieli. Ten temat kojarzy mi się głównie z "Chatą wuja Toma" i wspólczesną sprzedażą młodych dziewcząt w Azji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elżbieto, autorka "Chaty wuja Toma" zainspirowała się właśnie konkretnym miejscem w Luizjanie! Dla mnie to niezwykłe, być tak blisko tych przeszłych wydarzeń. W Luizjanie naprawdę odżywam, podoba mi się kultura, muzyka, poszanowanie dla historii i duma z niej... Tam czuję, że warto przyjechać do Stanów :) Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo