(Czyżby postkomunistyczny humor? Kiedy ze Słoweńcami rozmawiamy o minionym ustroju, bawi nas, jak wiele mamy wspólnych doświadczeń, choć dzielą nas kilometry, kultura i język).
Sklepienie piwniczne, z cegieł. Zostawiono mi kilka wielkich pająków, na szczęście. Najwyraźniej czynsz płacę głównie za świetną lokalizację, bo samo „mieszkanie” igra trochę z semantyką tego słowa. Wygląda raczej jak długa kotłownia, którą zastawiono zdekompletowanymi meblami. Tu sklejka, tam płyta pilśniowa; drewniana toaletka, która ma chyba spełniać rolę miniaturowego biurka; żałosne metalowe lampy i wielkie krzesło obrotowe, które chętnie wystawiłabym na zewnątrz, na wysypane białym żwirem podwórze. Łazienka zdecydowanie nie dla osób z nadwagą; do prysznica trzeba się cisnąć między umywalką a framugą przesuwanych drzwi, a całość łazienki jest szerokości prysznica właśnie. Wąska skrytka na lekarstwa; w związku z czym szczoteczki do zębów, żyletki, dezodoranty i inne parafernalia łazienkowe wystawiamy do kuchni. Stoją sobie koło solniczki i pieprzniczki i dwóch pustych karafek na wybyły alkohol.
Mężczyzna postawił swoje walizy, ja postawiłam swoje, wyciągnęliśmy laptopy, ubrania i resztę najpotrzebniejszych rzeczy - i już nie mamy podłogi (ani, nota bene, żadnej innej horyzontalnej powierzchni użytkowej). Mamy za to jedno wąskie okno szczelnie zasłonięte czarnymi (!) żaluzjami, a także główną atrakcję tego M-1: łóżko a la komunistyczny pawlacz, do którego wchodzi się po metalowej drabinie. Ustawione nad sofą powleczoną fatalnym skóropodobnym plastikiem. Oczywiście odpowiednio nisko, żeby można było od czasu do czasu walnąć się w nie głową, wstając zamaszyście z sofy.Poza tym w mieszkaniu spadają liście. Znajduję je wszędzie na jasnych beżowych kaflach, pokruszone i niewytłumaczalne, bo trudno mi dociec, skąd się biorą. Drzwi wejściowe są dość szerokie, a więc przy ich otwieraniu może się robić lekka zassawka; ale nawet to nie wyjaśnia, dlaczego liście znajduję na podłodze przy oknie, czyli przy ścianie przeciwległej! Zamiatam, a nazajutrz znowu widzę nieporządne paprochy, jesienne, lekkie, niesubordynowane. Trudno je zagonić na szufelkę; drwią sobie z mojego perfekcjonizmu.
Na zewnątrz natomiast pięknie. Budynek tuż przy małym poletku zarośniętym wysokimi, starymi drzewami. Pnie obrośnięte bluszczem, a wśród gałęzi ukryte małe karmniki. Poszycie i krzewy rosną nieprzycinane i dzikie, tworząc ciemny, posępny gąszcz. Jest cichutko i czyściutko, choć okolica żywa: kawiarnie, knajpy, centra studenckie, budynki mieszkalne. Ogródki piwne i zadaszone ogródki dla palących, rozstawione są dzielnie nawet w deszczowe dni, których w Lublanie nie brakuje: jest ona jedną z najbardziej rozpłakanych i mglistych stolic Europy. (Zamek lublański o poranku zupełnie znika).
Klientów deszcz jednak nie odstrasza. Siedzą skuleni pod parasolami, piją grzane piwo albo espresso w małych białych filiżankach, rozmawiają. Wszystko wygląda na okrzepłe, uporządkowane i ustalone. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze dwadzieścia pięć lat temu Słowenia nie istniała jako niezależne państwo. A teraz jest członkiem OECD jako jeden z krajów o najwyższej stopie życiowej.
![]() |
| O poranku zdjęcia robi się najlepiej. Zwykle w ciągu dnia zamiast jednego mężczyzny stoi w tym miejscu tabun turystów z telefonami i kamerami. Zamek we mgle |
![]() |
| Poranna kawa nad rzeką |
Przytyków na temat mrukowatości Polaków słyszałam już tak dużo, że już nawet nie próbuję protestować...



Fajnie, że Mężczyzna jest tam z Tobą :) Zdjęcia rzeczywiście zachwycające, podoba mi się ta mgła (a może to już chmury?), która pokrywa nieco dachy. Bajkowo!
OdpowiedzUsuńPamiętam, że podobną sytuację miałam w Krakowie, kiedy jesienią liście niespodziewanie wpadały do sypialni przez krzywo uchylone okno dachowe, a później gdy padał śnieg, nie było widać już nic. Pozdrawiam Cię :)
Być może faktycznie chmury? Znajdujemy się jakieś trzysta metrów nad poziomem morza, poza tym jesteśmy jakby w nadrzecznej kotlince, więc na pewno jest jakiś mikroklimat.
UsuńEch, z tymi liśćmi już się poddałam. Podejrzewam cichaczem, że winne są trapery Mężczyzny, ale na razie kalumni nie rzucam. Przyglądam się tylko rozwojowi sytuacji :)