Pośpieszny do Szczecina telepał się poprzez pola nabrzmiałe wilgocią i kiełkami przyszłych plonów. Słońce dopisywało. Ślizgało się po bruzdach, goniło pociąg, migotało w kałużach jak brokat, aż trzeba było mrużyć oczy. Siedziałam przy oknie, ukrywałam głowę w powieszonej na wieszaku kurtce i wierzyłam, że mnie nie ma. Bo naprawdę mnie nie było: na zajęciach, przy książkach, w zatłoczonym autobusie pyrkającym w stronę poznańskiego centrum, na dyżurach, wszędzie tam, gdzie z taką koniecznością, z taką pilnością powinnam być.
W tym tygodniu podobnie urywam się z życia. Spędzam dwa dni w województwie łódzkim u bratniej duszy: autorki bloga „Perłowe tenisówki”. Cieszę się wręcz obłędnie, bo ten rok był, jest i nadal zapowiada się dla mnie jako dość ciężki. W sumie ciężko było od sierpnia ubiegłego roku, a teraz to jest już tak, że po całym widmie emocji przechodzę powoli w wiązkę oślepiająco białego światła i tak sobie w niej spokojnie lewituję. Chodzę długo po pustej pofałdowanej plaży; poranne niebo jest tak jasne, że aż trudno na nie patrzeć; momentami zamykam po prostu oczy i idę w stronę wielkich czerwonych kul pulsujących pod powiekami; z zimna grabieją mi ręce, nogawki dżinsowych szwedów mam uwalane w morskiej wodzie i piasku, mam niespełna dwadzieścia lat i włosy trochę krótsze niż teraz, zmatowione od soli i porywistego wiatru, nie umiem się malować ani ubierać (szwedy mówią same za siebie). Gospodyni karmi mnie twarogiem, miodem i śmietaną, bo wymyśliła sobie, że to połączenie postawi mnie na nogi. Rankami staram się wysypiać. Chodzę do lasu; po zimie zalega w nim gruba warstwa suchych liści, w których można się zakopać jak dziecko w baseniku pełnym kolorowych piłeczek.
Wszystko to pamiętam bardzo wyraźnie. Nie pamiętam tylko, od czego wtedy do tego Świnoujścia uciekałam. To znaczy widzę za sobą jakieś mgliste zarysy, ale tak mgliste, że równie dobrze mogłyby być fikcją (są więc fikcją). Pamiętam je jak absurdalny sen, że w warsztacie pomalowali mi przez pomyłkę auto na wściekle żółty kolor albo że ktoś mnie ściga, a ja nie mogę się wzbić w górę. Pamiętam kładzenie się na wietrze na molo w Międzyzdrojach; bólu zupełnie nie pamiętam. Nie zapisał się; tymczasowe pliki wymieciono z dysku; można by je odzyskać u jakiegoś speca od przywracania danych, za grube pieniądze, ale po co… Nigdy w życiu nie spotkał mnie żaden ból ani żadne trwałe cierpienie, ani porażka, ani niepowodzenie, ani nawet żadna ludzka złość. Zawsze byłam radosna i ukochana, i beztroska, i błogosławiona; drzewa klaszczą w ręce, kiedy przechodzę obok, a wszystkie gwiazdy układają się dla mnie przychylnie.
Wszystko to pamiętam bardzo wyraźnie. Nie pamiętam tylko, od czego wtedy do tego Świnoujścia uciekałam. To znaczy widzę za sobą jakieś mgliste zarysy, ale tak mgliste, że równie dobrze mogłyby być fikcją (są więc fikcją). Pamiętam je jak absurdalny sen, że w warsztacie pomalowali mi przez pomyłkę auto na wściekle żółty kolor albo że ktoś mnie ściga, a ja nie mogę się wzbić w górę. Pamiętam kładzenie się na wietrze na molo w Międzyzdrojach; bólu zupełnie nie pamiętam. Nie zapisał się; tymczasowe pliki wymieciono z dysku; można by je odzyskać u jakiegoś speca od przywracania danych, za grube pieniądze, ale po co… Nigdy w życiu nie spotkał mnie żaden ból ani żadne trwałe cierpienie, ani porażka, ani niepowodzenie, ani nawet żadna ludzka złość. Zawsze byłam radosna i ukochana, i beztroska, i błogosławiona; drzewa klaszczą w ręce, kiedy przechodzę obok, a wszystkie gwiazdy układają się dla mnie przychylnie.
Fotografie wykonał brat - Timô




Dobrze jest do Ciebie wracać, bo jest tutaj tak spokojnie. Rozmarzyłam się trochę i byłam razem z Tobą tam, nad morzem. I chyba też uciekłam, z tą różnicą, że wiem do czego. Do takiego błogiego spokoju, "niemartwieniasię". Dziękuję Ci za słowa :)
OdpowiedzUsuńDzięki, Karolino. A mnie miło jest zawsze czytać Twoje komentarze. Fajnie, że jest ten blog, który od czasu do czasu wywołuje mnie jednak do świata żywych. Wszystkiego dobrego :)
Usuń
OdpowiedzUsuńA pamiętasz tekst piosenki Zbyszka Wodeckiego:"Lubię wracać tam gdzi ebyłem już, pod ten balkon pełen złotych róż, na uliczki te, znajome tak? Do znajomych drzwi pukać, myśląc czy, czy nie stanie w nich czasami tamten chłopak ze skrzypcami".... Pozdrawiam ciepło.