Nikt dokładnie nie wie, kto powiedział to pierwszy, ale w Stanach powtarzano to z przekonaniem już na początku wieku XX. W Stanach Zjednoczonych wszystko wydaje się większe: „małe” mieszkania pomieściłyby kilka rodzin, biurowce giną w chmurach, porcja dla jednej osoby nakarmiłaby dwie albo trzy, dwupasmowa jednokierunkowa szosa jest już ciasnawa. Więc dlaczego akurat „wszystko jest większe w Teksasie”? Prawdopodobnie ma to coś do czynienia ze spektakularnym rozmiarem samego stanu, który do momentu kupna Alaski szczycił się mianem największego stanu w całej unii (i dla nieuków, którzy przespali to wydarzenie, nadal nim jest). A może jest to kwestia rozległych przestrzeni i wielkich rancz, które uczyniły Teksas tym, czym jest teraz. W każdym razie Teksańczycy (i inni Amerykanie) z upodobaniem to hasło powtarzają. Pamiętam, że gdy przejeżdżałam przez jakieś pasmo górskie w Kolorado, natrafiliśmy na wielkie usypisko pokryte ogromnymi wapiennymi kamulcami. Wyglądało to niemal jak składowisko asfaltowych bloków przed rozpoczęciem budowy. Przewodniczka, która zdążyła nam już kilkakrotnie oznajmić, że pochodzi z Teksasu, ogłosiła przez megafon: „A teraz proszę spojrzeć za okno, po lewej stronie widzicie państwo to, co my w Teksasie zwykle nazywamy żwirem”.
Oprócz tego hasła funkcjonuje w Stanach sporo innych podobnych „prawd” odnośnie Teksasu. Niektóre propagują sami Teksańczycy; inne krążą niezależnie od nich. Nie wszystkie są mitami, niektóre są bzdurami, jeszcze inne mają w sobie tylko ziarnko prawdy. Wszystkie, nawet te błędne, naświetlają ciekawe teksaskie obsesje. W tym wpisie przyjrzymy się niektórym z nich.
Teksas ma świetną gospodarkę.
![]() |
| Fragment reklamy teksaskiego sklepu z kowbojkami: Jedno z tych wyjątkowych miejsc, gdzie można zapolować na krokodyla, bawołu, rekina albo płaszczkę... i zdążyć na lunch |
Wszyscy noszą kowbojki.
Wszyscy to nie, ale na pewno jest to obuwie tak lubiane, że kilkakrotnie udało mi się „zdemaskować” Teksańczyka przebywającego za granicą stanu, właśnie z powodu kowbojek, raźnie stukających na przykład po zmrożonym warszawskim bruku. Na wsi i na ranczo kowbojki są po prostu praktyczne, między innymi ze względu na grzechotniki. Klasyczne kowbojki mają obcas (aby nie ślizgały się w strzemionach) i grubą podeszwę (aby nie przesiąkały wodą), kostka powinna się w nich lekko rylać, a nogawka powinna być w miarę luźna (na tyle, aby stopa mogła wysunąć się z buta na wypadek wysadzenia z siodła: nikt nie lubi być wleczony po kamienistym gruncie za rozhukanym wierzchowcem, to oczywiste). Oprócz kowbojek „roboczych” są oczywiście kowbojki „wyjściowe”, kwieciście haftowane i pomalowane w jaskrawe wzory. Takie kowbojki nosi się do two-stepa i na rodeo. Na co dzień wydaje mi się (?), że kowbojki częściej noszą mężczyźni: widuję je zarówno w towarzystwie dżinsów, jak i garniturów, i w kawiarniach, i w miejscach pracy.
Teksas ma prawo wystąpić z unii.
Wdajmy się z Teksańczykiem w dyskusję o amerykańskiej polityce, a na pewno się na ten fakt powoła: Teksas powinien dokonać secesji i odciąć się od reszty amerykańskiego bajzla. W teorii taka secesja jest możliwa. O Republice i Rewolucji Teksaskiej było już tutaj. Jako niepodległe państwo wstępujące do unii Teksas zachował prawo do secesji. Co jednak z tego wynika, o tym dalej.
Flaga Teksasu (samotna gwiazda) to jedyna flaga stanowa, którą można wieszać na tej samej wysokości, co flagę amerykańską.
Ma to być spowodowane faktem poprzedniej niepodległości Teksasu albo – co także słyszałam – ma to być prawo wynegocjowane przez Teksas przy wstępowaniu do unii. Tymczasem jest to nieprawda. Wszystkie flagi stanowe można wieszać na równi z flagą amerykańską. Flaga Teksasu nie jest więc żadnym wyjątkiem.
![]() |
| Flaga USA i Teksasu pośrodku pola bluebonnets (łubinu), kwiatu stanowego. O bluebonnets było co nieco tutaj |
Teksas był kiedyś niepodległym państwem i radził sobie całkiem dobrze, więc powinien zrobić to jeszcze raz.
Ponownie, przekonanie bardzo rozpowszechnione zwłaszcza teraz, w obliczu licznych problemów trapiących Stany Zjednoczone. Nikt chyba nie jest w stanie przewidzieć, co by się stało obecnie, gdyby Teksas rzeczywiście skorzystał z prawa do secesji, ale to, że kiedyś radził sobie całkiem dobrze jako niepodległe państwo, jest kompletną bzdurą. W założeniu (patrz niżej) zawsze miał być kolejnym bawełnianym imperium. Gdy ceny bawełny zaczęły spadać na łeb, na szyję, w niecałe dziesięć lat stał się skończonym bankrutem. Historycy używają wręcz przykładu Republiki Teksasu, aby wykazać, że podobny los spotkałby Skonfederowane Stany Ameryki (= Południe), nawet gdyby wygrały wojnę secesyjną. Ich quasi-feudalna gospodarka nie miała szans na przetrwanie w szybko zmieniającym się świecie.
Teksańczycy gotowi są wręcz do walki na pięści w obronie tego przekonania. Dla nich wojna secesyjna była prowadzona w obronie przenajświętszych praw stanowych, czyli w obronie tego, co jest bliskie sercu każdego Teksańczyka: prawa do niezależnie zawiadywanego podwórka. (Teksańczycy to niepoprawni indywidualiści. Kilka lat temu gubernator Teksasu ogłaszał, że Teksas nie wprowadzi programu Obamacare, kilka miesięcy temu inny gubernator Teksasu z równą determinacją odgrażał się, że Teksas nie będzie przyjmował Syryjczyków. Obaj z premedytacją blefowali, bo o tych sprawach decyduje rząd federalny, ale co PR, to PR. Dla Teksańczyków takie stawianie się to cnota). Oczywiście, wojna secesyjna miała podłoże gospodarcze, ale udawanie, że nie miała absolutnie nic wspólnego z niewolnictwem, jest trochę niepoważne. Zwłaszcza że Teksas miał z niewolnictwem dużo do czynienia. Już trzydzieści lat przed wybuchem wojny, gdy ziemie meksykańskiej prowincji zasiedlali biali koloniści ze Wschodu, „ojciec Teksasu” Stephen F. Austin był przekonany, że uprawa bawełny i niewolnictwo są niezbędne dla sukcesu gospodarczego nowej kolonii. Praktyka niewolnictwa była jednym z punktów zapalnych w stosunkach między kolonistami Austina a rządem meksykańskim, który niewolnictwa zakazywał. Po Rewolucji i wyzwoleniu się spod wpływów meksykańskich, w przeciągu kilku lat populacja niewolników w Teksasie zwiększyła się pięciokrotnie! Konstytucja powołana w 1836 r. na potrzeby niepodległej Republiki Teksasu nie tylko uniemożliwiała teksaskiemu kongresowi abolicję niewolnictwa, ale nawet nakazywała, by emancypowanego niewolnika wydalać za granice kraju. Miało to zapobiec powstaniu jakiejkolwiek czarnej klasy średniej.
Teksas uczestniczył co prawda w wojnie secesyjnej, ale tylko dla zasady, bo sam Teksas nie miał nic wspólnego z niewolnictwem.
Teksas to głębokie Południe.
Ponieważ Teksas uczestniczył w wojnie secesyjnej, wiele osób z zewnątrz (na przykład z innych stanów „prawdziwego” głębokiego Południa) uważa, że Teksas jest „swój”. Nic bardziej błędnego! Oczywiście, bez sensu jest też wybielać historię, tak jak powyżej, ale historia Teksasu jest zupełnie inna od historii bawełnianego Południa, zarówno pod względem politycznym, jak i kulturowym i gospodarczym. Co prawda Teksas miał stać się bawełnianym imperium, ale po wojnie secesyjnej zasłynął ostatecznie raczej z hodowli bydła i dzięki rozległym ranczom, na których pracowali meksykańscy vaqueros.
Flaga Skonfederowanych Stanów Ameryki (Stars and Bars) wchodzi w skład sześciu flag Teksasu (Six Flags over Texas), razem z flagą meksykańską i francuską. W życiu codziennym nie jest jednak tak powszechna jak dalej na wschodzie, gdzie kontrowersyjny „krzyż Południa” wisi przy wielu domach i biznesach, wchodzi w skład stanowych flag, a w jednym przypadku (w Południowej Karolinie) powiewa przy Kapitolu. (Po ubiegłorocznym ataku na czarny kościół w Charleston coś się w tej sprawie zmieniło, ale trudno powiedzieć, jak trwale).
A co Wy słyszeliście o Teksasie? Zostawcie komentarz albo napiszcie maila :)
A tu świetna reklama teksaskiego supermarketu H-E-B, pokazująca w zabawny sposób różne wyobrażenia o Teksasie:




Brak komentarzy
Prześlij komentarz