Liczenie coup: zwyczaj powszechny wśród Indian prerii. Polegał na liczeniu gestów odwagi wobec wroga przy jak najbardziej minimalnych stratach dla siebie. Za najwyżej oceniane coup uchodziły akty bezkrwawe, np. dotknięcie wroga specjalną pałeczką i umknięcie cało.
Mężna Kobieta była jedyną córką swego ojca, wodza Siuksów Hunkpapa. Jej ojciec był nieoceniony w bitwie i w radzie, szanowany jako dawca dóbr, szczodry gospodarz i rozsądny zarządca. Poza Mężną Kobietą miał jeszcze trzech synów. Ci starali się iść w ślady ojca, ale nie było to takie proste. Próbowali tak zapamiętale i z takim oddaniem, że w końcu jeden za drugim zginęli w walkach z wrogim plemieniem Wron. Ich siostra została sama u boku ojca.
A była to dziewczyna piękna, dumna i nieustraszona. Wielu dzielnych wojowników pragnęło pojąć ją za żonę. Kilku kusiło jej ojca stadami przepysznych wierzchowców, ale ona nie zwracała uwagi na nikogo; w jej myślach nie było miejsca na zamążpójście. Wśród jej zalotników był pewien skromny wojownik, Mały Orzeł. Kochał ją szczerze i mocno, ale był także nieśmiały i ubogi. Wiedział, że nie stać go będzie na wielkie dary godne córki wielkiego wodza – i dlatego milczał.
Tymczasem terytorium Siuksów zaczęły najeżdżać Wrony, to samo plemię, które zabiło w walce braci Mężnej Kobiety. Dziewczyna zwróciła się więc do ojca: „Pozwól, że wyruszę do walki i naliczę coup przeciwko naszym wrogom”. Jej ojciec nie protestował. Zapłakał jedynie z dumy i żalu, bo Mężna Kobieta była jego ostatnim dzieckiem. Bał się, że także i dla niej jego przykład okaże się niedościgniony, a on umrze w samotności i żałobie, przeklinając swą wielkość i swoje osiągnięcia, których żadnemu jego dziecku nie udało się powtórzyć.
Mężna Kobieta wyruszyła więc na wyprawę wojenną razem z innymi Siuksami. Ubrała się w swoje najlepsze szaty, na szyję włożyła obróżkę z muszli, a głowę przyozdobiła pióropuszem, który dał jej ojciec. Wzięła także broń braci, ale tę dała innym wojownikom, aby użyli jej przeciw Wronom. Sobie zostawiła jedynie pałeczkę do liczenia coup, tę samą, której używał kiedyś jej ojciec.
Mężna Kobieta nie od razu dołączyła do bitwy. Ale Wron było bardzo wiele, więcej niż Siuksów, i pod ich naporem Siuksowie zaczęli się cofać i słabnąć. Dopiero wtedy wjechała w sam środek walki. Nie chodziło jej o śmierć wrogów, pragnęła tylko ich pohańbienia i wstydu. Walka wrzała, a ona liczyła coup na prawo i lewo, dotykając wrogów swoją pałeczką i zręcznie umykając ich ciosom. Widząc jej męstwo, Siuksowie podjęli walkę ze zdwojoną siłą. Skoro kobieta walczyła tak odważnie, któż śmiałby podać tyły?
Wrony walczyły zajadle, i wkrótce Siuksowie ponownie zaczęli się cofać. Koń Mężnej Kobiety padł rażony ogniem wroga. Teraz walczyła na nogach, sama i bezbronna. Minęło ją kilku zalotników, którzy kiedyś ofiarowali konie jej ojcu w zamian za jej rękę. Teraz, pośród pożogi, udawali, że jej nie widzą. Ratowali własną skórę. Ale w pewnej chwili znalazł ją Mały Orzeł. Podjechał bliżej, zeskoczył z konia i kazał jej wsiąść zamiast siebie. Mężna Kobieta posłuchała, myśląc, że on wskoczy za nią i razem uciekną z pola bitwy. Ale Mały Orzeł pokręcił głową. „Koń jest zraniony i słaby. Nie uniesie nas obu”. Mężna Kobieta zaprotestowała: „Nie zostawię cię tutaj!”. Ale wojownik jej nie słuchał. Wypłoszył konia tak, że ten poniósł Mężną Kobietę daleko poza krąg walczących. Mały Orzeł został sam. Pierścień wrogów już się wokół niego zaciskał.
Gdy tylko Mężna Kobieta opanowała swojego wierzchowca, zebrała uciekających wojowników i poprowadziła ich do kolejnego ataku. Tym razem rzucili się na Wrony z taką furią, że wrogowie musieli się cofnąć. To właśnie w tej walce Siuksowie całkowicie wyparli Wrony ze swojego terenu i odnieśli walne zwycięstwo. Ale Małego Orła znaleziono wśród zabitych. Zginął, walcząc z wrogiem twarzą w twarz.
Na ten widok Mężna Kobieta wzięła ostry nóż i rozcięła sobie skórę na ramionach i nogach na znak żałoby. Obcięła włosy i rozdarła swoją piękną suknię. Nie byli mężem i żoną, a przed walką Mały Orzeł nigdy nawet się do niej nie odezwał, ale Mężna Kobieta wiedziała, że przynależeli sobie na zawsze. Do końca życia nie wyszła za nikogo innego i uważała się za jego wdowę. A żyła długo, bardzo długo. Pochowała swego ojca jak równego sobie, a w końcu umarła ze starości, syta dni, szacunku i doświadczeń. W rzeczywistości miała na imię inaczej, ale wszyscy do dziś nazywają ją Mężną Kobietą.
A była to dziewczyna piękna, dumna i nieustraszona. Wielu dzielnych wojowników pragnęło pojąć ją za żonę. Kilku kusiło jej ojca stadami przepysznych wierzchowców, ale ona nie zwracała uwagi na nikogo; w jej myślach nie było miejsca na zamążpójście. Wśród jej zalotników był pewien skromny wojownik, Mały Orzeł. Kochał ją szczerze i mocno, ale był także nieśmiały i ubogi. Wiedział, że nie stać go będzie na wielkie dary godne córki wielkiego wodza – i dlatego milczał.
Tymczasem terytorium Siuksów zaczęły najeżdżać Wrony, to samo plemię, które zabiło w walce braci Mężnej Kobiety. Dziewczyna zwróciła się więc do ojca: „Pozwól, że wyruszę do walki i naliczę coup przeciwko naszym wrogom”. Jej ojciec nie protestował. Zapłakał jedynie z dumy i żalu, bo Mężna Kobieta była jego ostatnim dzieckiem. Bał się, że także i dla niej jego przykład okaże się niedościgniony, a on umrze w samotności i żałobie, przeklinając swą wielkość i swoje osiągnięcia, których żadnemu jego dziecku nie udało się powtórzyć.
Mężna Kobieta wyruszyła więc na wyprawę wojenną razem z innymi Siuksami. Ubrała się w swoje najlepsze szaty, na szyję włożyła obróżkę z muszli, a głowę przyozdobiła pióropuszem, który dał jej ojciec. Wzięła także broń braci, ale tę dała innym wojownikom, aby użyli jej przeciw Wronom. Sobie zostawiła jedynie pałeczkę do liczenia coup, tę samą, której używał kiedyś jej ojciec.
Mężna Kobieta nie od razu dołączyła do bitwy. Ale Wron było bardzo wiele, więcej niż Siuksów, i pod ich naporem Siuksowie zaczęli się cofać i słabnąć. Dopiero wtedy wjechała w sam środek walki. Nie chodziło jej o śmierć wrogów, pragnęła tylko ich pohańbienia i wstydu. Walka wrzała, a ona liczyła coup na prawo i lewo, dotykając wrogów swoją pałeczką i zręcznie umykając ich ciosom. Widząc jej męstwo, Siuksowie podjęli walkę ze zdwojoną siłą. Skoro kobieta walczyła tak odważnie, któż śmiałby podać tyły?
Wrony walczyły zajadle, i wkrótce Siuksowie ponownie zaczęli się cofać. Koń Mężnej Kobiety padł rażony ogniem wroga. Teraz walczyła na nogach, sama i bezbronna. Minęło ją kilku zalotników, którzy kiedyś ofiarowali konie jej ojcu w zamian za jej rękę. Teraz, pośród pożogi, udawali, że jej nie widzą. Ratowali własną skórę. Ale w pewnej chwili znalazł ją Mały Orzeł. Podjechał bliżej, zeskoczył z konia i kazał jej wsiąść zamiast siebie. Mężna Kobieta posłuchała, myśląc, że on wskoczy za nią i razem uciekną z pola bitwy. Ale Mały Orzeł pokręcił głową. „Koń jest zraniony i słaby. Nie uniesie nas obu”. Mężna Kobieta zaprotestowała: „Nie zostawię cię tutaj!”. Ale wojownik jej nie słuchał. Wypłoszył konia tak, że ten poniósł Mężną Kobietę daleko poza krąg walczących. Mały Orzeł został sam. Pierścień wrogów już się wokół niego zaciskał.
Gdy tylko Mężna Kobieta opanowała swojego wierzchowca, zebrała uciekających wojowników i poprowadziła ich do kolejnego ataku. Tym razem rzucili się na Wrony z taką furią, że wrogowie musieli się cofnąć. To właśnie w tej walce Siuksowie całkowicie wyparli Wrony ze swojego terenu i odnieśli walne zwycięstwo. Ale Małego Orła znaleziono wśród zabitych. Zginął, walcząc z wrogiem twarzą w twarz.
Na ten widok Mężna Kobieta wzięła ostry nóż i rozcięła sobie skórę na ramionach i nogach na znak żałoby. Obcięła włosy i rozdarła swoją piękną suknię. Nie byli mężem i żoną, a przed walką Mały Orzeł nigdy nawet się do niej nie odezwał, ale Mężna Kobieta wiedziała, że przynależeli sobie na zawsze. Do końca życia nie wyszła za nikogo innego i uważała się za jego wdowę. A żyła długo, bardzo długo. Pochowała swego ojca jak równego sobie, a w końcu umarła ze starości, syta dni, szacunku i doświadczeń. W rzeczywistości miała na imię inaczej, ale wszyscy do dziś nazywają ją Mężną Kobietą.
***
Powyższa historia nie jest tłumaczeniem, a jedynie moją wersją opowiadania Siuksów przytoczonego w: Erdoes, Richard - Alfonso Ortiz (red). 1984. American Indian Myths and Legends. New York: Random House, „Brave Woman Counts Coup”, ss. 258-60.
Zdjęcia Siuksów są autorstwa Edwarda S. Curtisa, 1907. Zaczerpnięte z trzeciego tomu The North American Indian pt. “The Teton Sioux. The Yanktonai. The Assiniboin”. Cambridge, MA: The University Press. Cyfrowe kopie oryginalnych fotograwiur dzięki Nortwestern University Library, Edward S. Curtis’s The North American Indian, 2003.



Jeszcze jedna opowieść o wierności i miłości. Jest w nas tęsknota za takim uczuciem a śmierć pomaga jej przetrwać. To opowiadanie jest mi bliskie. Własnie dziś skończyłam swoją opowieść, gdzie także przewija się miłość spełniona i niespełniona, choć w innych dekoracjach.
OdpowiedzUsuńElu, napisałaś powieść? Czy to właśnie był ten plan, o którym tak tajemniczo wspomniałaś??? Bardzo się cieszę. Gratuluję Ci cierpliwości i wizji!! To musi być fajne uczucie, patrzeć na swój skończony twór. Czy piszesz ręcznie?
UsuńTo tylko opowieść a nie powieść - niestety. Moja powieść jest nieskończona i nie wiem czy ją skończę. Zastanawiam się nad scenariuszem do filmu, ale nie mam pojęcia o pisaniu scenariusza, choć mam w głowie dialogi. Może załapię się na jakiś kurs w Warszawie...?
OdpowiedzUsuń