medytacja o sieci

wtorek, 12 maja 2015

Rzecz zadziała się w małej wiosce, której nazwę zna tylko powieściopisarz: być może David Davidar, być może Arundhati Roy. Nie mam niestety ze sobą mojego księgozbioru, żeby rzecz zweryfikować. Wioski nie widać jej na mapie, wpadła gdzieś w jakieś zagniecenie obszernego Półwyspu Indyjskiego, a poza tym i tak była tak maleńka i trudno dostępna, że zawieruchy zewnętrznego świata przewalały się obok niej, ledwo na nią wpływając. Życie w wiosce od dziesięcioleci toczyło się swoim własnym, niespiesznym rytmem; mieszkańcy utrzymywali się z płodów ziemi i lasu, przestrzegali starożytnych tradycji i szanowali strefy tabu. Aż nadeszły późne lata 90. Jeden z synów tego zapomnianego przez wszystkich kawałka ziemi, powrócił do domu z wielkiego miasta i aby zrobić przyjemność matce-staruszce, zainstalował jej w domu telewizor i podłączył kablówkę. I tak oto nagle, bez uprzedzenia, do maleńkiej wioski wdarł się świat. Spikerzy z kamienną twarzą opisujący niezrozumiałe wydarzenia w niezrozumiale skonstruowanych miastach, nieodgadnione mapy z nieodgadnioną legendą; produkty, bez których nie sposób osiągnąć szczęścia, rozebrane kobiety tańczące bez wstydu do agresywnej muzyki, historie pełne obcych namiętności, ludzie bełkoczący obcymi językami; niewytłumaczalne sploty ciał; jasnoczerwona farba tryskająca ze zmaltretowanych manekinów.
Cały świat, bez retuszu, zaćmienia, prezerwatywy ani litości.

zaginiona kopalnia Mescalerów

czwartek, 7 maja 2015

Drodzy Czytelnicy! Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka „Texas Tales of Lost Mines and Buried Treasures” (Teksaskie opowieści o zagubionych kopalniach i pogrzebanych skarbach). Napisana przez zawodowego poszukiwacza skarbów, Carlosa Savoya, ma raczej mało wspólnego z literackością. Widać jednak po niej, że autor dość gruntownie zbadał krążące po Teksasie opowieści i legendy. Podaje wiele drobiazgowych szczegółów i łączy ze sobą różne wersje w jedną spójną całość. Według niego, to właśnie w Teksasie znajduje się najwięcej autentycznych, a nieodkrytych jeszcze bogactw. Tylko szukać i brać!

Mimo dość przewidywalnego stylu, książkę połknęłam i z ogromną (!!!) przyjemnością stwierdziłam, że niektóre opowieści Savoya są łudząco podobne do fabuł Karola Maya, którym zaczytywałam się jako dziecko. Niebezpieczne kaniony, ciągnące się kilometrami pustkowia (w tym znane z „Old Surehanda” Llano Estacado), Komancze żywcem skalpujący swoich wrogów, zaginione wśród skał złoto Apaczów Mescalero, doświadczeni traperzy i gotowi na wszystko bandyci. Jest nawet więcej: azteckie złoto, bogactwa Meksyku, karaibscy piraci i różni bohaterzy ludowi. Niektóre historie aż proszą się o ponowne opowiedzenie, tym razem z innej perspektywy; nie tak zafiksowanej na skarbach per se, ale na ludzkich snach - wcale nie wyłącznie amerykańskich; przeciwnie: bardzo przystępnych i bliskich. I cóż - nie oparłam się temu wołaniu. Uległam!

Zapraszam zatem na jedną z teksaskich historii o skarbach, a kto chce, niech przyjeżdża do mnie z kilofem, a nuż szczęście się do niego uśmiechnie. Jak to mówi mój znajomy-tejano... „od stu drzwi odeślą cię z kwitkiem, otworzą ci sto pierwsze”.


T jak Tejanos II:
Anglo contra Tejano

poniedziałek, 4 maja 2015

Wszystkiego najlepszego z okazji Cinco de Mayo, czyli meksykańskiej majówki! Jest to święto o tyle ciekawe, że o wiele chętniej obchodzone za granicą niż w rodzimym Meksyku. Cinco de Mayo upamiętnia bitwę pod Pueblą z 1862 r., kiedy to mizerne siły meksykańskie przeciwstawiły się doborowemu wojsku francuskiego najeźdźcy - i wygrały! Dwa tysiące Meksykanów pokonało sześciotysięczną armię, która na dodatek od pięćdziesięciu lat nie znalazła sobie równej na kontynencie europejskim. Jest moc, jak to mówi dzisiejsza młodzież!

Niestety, okazało się, że Meksykanie wykorzystują swoje zwycięstwa równie dobrze jak Polacy: bitwa pod Pueblą nie zapobiegła okupacji francuskiej, która trwała w Meksyku dwa lata. Z Francuzami ostatecznie rozprawił się Benito Juárez. Cinco de Mayo natomiast, jako święto, zostało odkryte na gruncie amerykańskim przez ruch Chicano, aktywny w Stanach Zjednoczonych w latach 60. Zjawisko jest oczywiście o tyle zabawne, że jest to chyba jedyne święto obchodzone w Stanach, które nie ma nic wspólnego z amerykańską historią. Mimo tego drobnego szczegółu, obchodzone jest dosyć hucznie, zwłaszcza w rejonach, które historycznie mają z Meksykiem wiele wspólnego, czyli między innymi właśnie w Teksasie.
Daniel Maldonado, Mi Tierra, 2001. W: Arte Tejana, s. 30. Bezcenna jest ironia tego przekazu: wydaje mi się, że wielu Angloamerykanów do teraz tak właśnie postrzega kulturę latynoską w ogóle. Zwróćcie uwagę na seksowną Latinę w tle

barrio de mayo

niedziela, 3 maja 2015

W sobotę rano na moje osiedle zajeżdża jakiś kamikadze i zaczyna puszczać tejano: typowo teksaski, rześki miks poleczki i akordeonu z hiszpańskimi słowami. Muzyka jest głośna, tak głośna, że trochę boję się o jego życie. Jakby nie było, spluwę może mieć tu teoretycznie każdy, a głośna muzyka w weekendowy poranek to nie bagatelka, zwłaszcza jeśli normalnie wstaje się do pracy przed szóstą. Z drugiej strony, na osiedlu, które z szerokimi ramionami przyjmuje osoby z fatalną zdolnością kredytową, większość mieszkańców jest być może dostatecznie udupiona i woli się losowi nie narażać. W pozwy, sądy, kryminały to mogą sobie pykać ludzie plus minus ustawieni. Kto ma, ten chce jeszcze więcej; kto nie ma, ten woli chronić tę żałość, co myśli, że ma.

Sobota nie jest dla mnie wolnym dniem. Ale w weekendy dzieje się na moim osiedlu sporo dobrej karmy, zwłaszcza teraz, w te ulotne, magiczne dwa-trzy miesiące między deszczową zimą a czterdziestostopniowymi upałami. Ptaki ćwierkają, trawa jest zielona i jeszcze nie spalona słońcem na rdzawy, wymęczony kolor, dzieci hasają na dworze. Czasem trafi się jakaś impreza, ale raczej z gatunku tych rozgadanych, ze śmiechami, krzykami, żartami i rozmowami o życiu i śmierci. Poza tym, jak mawiała moja znajoma, sobota międzynarodowym dniem sprzątania. Z tego powodu ani w sobotę, ani tym bardziej w niedzielę nie warto się nawet zapuszczać do osiedlowej pralni. Wszystkie sześć maytagów buczy zadziornie, a suszarki łomoczą. Raz załapałam się na pralkę, ale nie na suszarkę, więc oczywiście całe mieszkanie - klamki, krawędzie drzwi i szaf, wolne wieszaki, wystające gzymsy - słowem, wszystko zostało starannie obwieszone mokrą bielizną, T-shirtami i wielkimi płachtami pościeli, bo metalowej suszarki nie posiadam już od dawna. Od czasu tego incydentu pranie robię w dni tygodnia, gdy cała reszta świata jest w pracy. Freelancing ma swoje niezaprzeczalnie dobre strony.

zmiana, kilka kroków wstecz

czwartek, 30 kwietnia 2015

„Nie, synu, to nie rozmowa o tym, skąd się biorą dzieci. Chodzi nam tylko o to, żebyś wrócił do domu żywy. Jesteś jeszcze dzieckiem, ale wielu ludzi może cię wziąć za dorosłego. Za dorosłego, który może być niebezpieczny i na pewno jest winny, nawet jeśli w rzeczywistości nie zrobił nic złego. Tak więc jeśli policjant cię zatrzyma, z jakiegokolwiek powodu, zrób to, co mówi. Jeśli nie rozumiesz dobrze, o co mu chodzi, nie podchodź bliżej, żeby się upewnić. Nie wyciągaj komórki, żeby do nas zadzwonić. Nawet jeśli będzie na ciebie krzyczał, jeśli wyciągnie pistolet, jeśli to cię przestraszy: pamiętaj, nie uciekaj. Po prostu podnieś ręce do góry... Chcemy, żebyś wrócił do domu żywy”

- „The Talk”, mem Derricka Janxa umieszczony na Twitterze
po śmierci kolejnego czarnego aresztowanego w Baltimore

T jak Tejanos

wtorek, 28 kwietnia 2015

Określenie Tejano, Tejana pojawiło się na blogu kilkakrotnie jako pewien skrót myślowy z mojej strony, ale nigdy go do końca nie wyjaśniłam. Wypadałoby jednak napisać trochę więcej, bo chodzi o ważną kartę historii Teksasu - tak ważną, że bez niej trudno dalej ciągnąć uiszczanie Teksaskiego Paszportu. Później ma być A jak Alamo, ma być M jak Meksyk, ma być R jak republika i jak ranczo, z którym kojarzy się przecież Teksas - ale zanim przy ognisku usiadł cowboy z menażką kawy w dłoniach, był meksykański vaquero i jego historia, i jego kultura, która w tym zakątku świata - w Teksasie - splotła się nierozerwalnie z historią Stanów Zjednoczonych. Zatem najpierw T jak Tejanos - kilka najważniejszych maźnięć w tle, zanim z czasem przejdziemy - mam nadzieję - do zawiłych konkretów. Lubię układać takie mozaiki.
David Moreno, Mona Maya, 2000. W: Arte Tejano

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo