- „The Talk”, mem Derricka Janxa umieszczony na Twitterze
po śmierci kolejnego czarnego aresztowanego w Baltimore
po śmierci kolejnego czarnego aresztowanego w Baltimore
***
Na ekranie protesty w Baltimore. Mam wrażenie, że trwają w nieskończoność. Od ponad pół roku ciągle coś: najpierw w Ferguson, Missouri zastrzelono podczas aresztowania czarnego nastolatka, później w Staten Island, New York policjant przypadkowo (sic!) udusił kolejnego czarnego podejrzanego podczas próby zatrzymania, później w Nowym Jorku czarny zamachowiec zastrzelił w odwecie dwóch białych policjantów. W Oklahomie policjant zastrzelił uciekającego podejrzanego, bo pomylił mu się pistolet z taserem. A teraz to. Kolejny czarnoskóry, którego krótko po aresztowaniu zawieziono do szpitala, gdzie po tygodniu zmarł. Obrażeń kręgosłupa do tej pory nie wyjaśniono. Baltimore wrze. Wiadomość z początku tygodnia jest taka, że kilka okolicznych gangów sprzymierzyło się przeciw policjantom. A na ulicach West Side Story. Henry przygląda się temu widowisku z kamienną twarzą, wreszcie kląska z niesmakiem i zaczyna szukać pilota na zagraconym stoliku. „Nie wiedzą, co robią” - mówi do mnie, pod adresem policjantów. - „A ci czarni też bywają bez powodu agresywni. Czytać w myślach nikt nie potrafi. Groźny, niegroźny”. Wstaję, biorę pilot z sąsiedniego fotela i podaję jemu. Zmieniamy kanał na historyczny.
***
Henry pochodzi z pokolenia południowców, którzy do niedawna bez problemu używali - w uzasadnionych przypadkach - słowa „czarnuch” (n-word: nigger). Henry’ego dziwią obecne zawirowania, skandale i semantyczne subtelności. „Miałem znajomego, szewca, czarnego. Cóż to był za rzemieślnik! Wszystko potrafił zrobić. Złote miał ręce. Chodzić do niego to była przyjemność. Wspólnie robiliśmy naszywki na mundury, czapki, dziewiętnastowieczne buty. Tytan pracy, a oprócz tego miał to coś. Fantazję, dryg, co chcesz. Sam mi kiedyś powiedział: „Moje dziewczyny są na uniwerku. Uczą się. Będą miały lepsze życie, łatwiejsze. Broń Boże, żeby mi któraś jakiegoś nicpoto-czarnucha nie przyprowadziła do domu. Będzie miał ze mną do czynienia”. Jego słowa, nie moje. A teraz zobacz, co się dzieje. Za jednego „czarnucha” wywalają na bruk”.
Akurat wtedy w bardzo publiczny sposób wyleciała z telewizji Paula Deen, gwiazda kulinarna pochodząca z Georgii, za to, że przyznała się (zbyt szczerze, jak się okazało) do sporadycznego użycia tego epitetu. Nie zaszkodziło jej to na Południu; przeciwnie, mimo że straciła wielu swoich partnerów i dystrybutorów, popularność jej książek i restauracji tylko wzrosła. Wstawiło się za nią także kilku czarnych pracowników. Na próżno: percepcja poszła w eter.
***
Zmiana. Czy kiedykolwiek nastąpi? Czasem wydaje mi się, że coś drga, że coś konsekwentnie idzie do przodu, po pół piaseczka wprawdzie i opornie, ale idzie. A później trafia się takie pół roku. Odechciewa się pisać, odechciewa się myśleć. Odechciewa się walczyć z wyuczonymi algorytmami. Analitycy i komentatorzy ostatnich zamieszek gadają o „fundamentalnym braku zaufania” między władzami a społecznością protestującą. Wniosek raczej oczywisty, ale o czym innym tu pisać? Co stało się naprawdę, nikt nie wie. Słowo policjantów przeciw słowu obserwatorów. Percepcja policjantów przeciw percepcji obserwatorów. Ale nie o prawdę chodzi, rzecz jasna. Chodzi o to: „Jeśli wydaje ci się, że jesteś chory, to jesteś chory”. Mamę mam lekarza, więc wiem.
***
Inna rzecz, że nikt tak naprawdę nie wie, co by zrobił w momencie zagrożenia życia. Lub tego, co uważa za zagrożenie życia - ponownie, w praktyce to samo. Już tu pisałam: jedna z tych paskudnych rzeczy, na którą nie ma egzaminu próbnego. „Strach jest złym doradcą”: każdy to wie. Ale kto tak naprawdę, metodycznie odsiewa emocje od decyzji? Popiół od grochu. W tym jednym momencie przestają się liczyć frazesy i szkolenia. Cyngiel naciska się na golasa. A potem - kurtyna.
Słucham sobie „A Change Is Gonna Come”, w wykonaniu Seala, bo Henry go bardzo lubi. Za każdym razem, gdy pokazują go w telewizji, Henry mówi do mnie z podziwem: „Ten facet to ale potrafi śpiewać”. I kiwa głową z namysłem. Rozbraja mnie to, rzecz jasna. Nie każdy album Seala lubię, ale „Soulu” mogę słuchać i słuchać. „Urodziłem się nad rzeką, w małym namiocie, i tak jak prąd tej rzeki uciekałem od tamtej pory, nieprzerwanie... Zmiana zwleka z przyjściem bardzo długo, ale wiem, że przyjdzie”. Jest to niby hymn ruchu o prawa obywatelskie, a jednak jest w tej piosence coś zupełnie apolitycznego, przystępnego. Uciekinierzy wiedzą, o co chodzi.

Czasem zastanawiam się skąd w ludziach tyle gniewu, bo to chyba o gniew chodzi. Gniew wewnętrzny który mówi im "zrób to, on na to zasługuje, to śmieć". Podobno tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono, ale wolę myśleć ze większość z nas w chwili "sprawdzenia" darowałaby życie. W ogóle wiele rzeczy nie mieści mi się w głowie. Niby cywilizacja goni do przodu a my, nie raz, jakby ciągle mniej cywilizowani.
OdpowiedzUsuńWiesz co, napisałaś to tak trafnie, że nawet nie chcę tego banalić dodatkowym komentarzem. Zdecydowanie. Dzięki :)
Usuń