miłosz

czwartek, 2 kwietnia 2015

„Dzień taki szczęśliwy.”

Wstaję wcześnie, staję w psie, staję na głowie, staję na rękach, wstawiam wodę w pękatym fajansowym czajniku. Kroję cebulkę na poranną jajecznicę. Do szeleszczącego filtra wsypuję kawę o zapachu amaretto. Rozwieram szeroko żaluzje. Szyba zimna aż strach, słońce ciepłe i wiosenne. Dzień, jakby powiedział Tata, idealny na odkurzenie całego mieszkania: powietrze pełne świetlistego pyłu. Zapatruję się. Wdycham głęboko pył: oskrzeliki budzą się jak ukwiał. Zastygam w oczekiwaniu na świst. Najpierw zażenowany oddech astmatyka stojącego w kręgu modlitewnym. Potem gwizdanie na palcach, tryumfalne i zbuntowane, które wwierca się w powietrze jak dłuto. Czajnik młodnieje mi w uszach. Przywołuję go do porządku. Zalewam kawę i owsiankę.

Filter popuszcza, cicha woda, kap kap kap kap kap.

Kiedy Amerykanie uczą się języka polskiego, zwykle mocno go kaleczą. Pewnych głosek nie odróżnią chyba nigdy. „Wejść” i „wyjść” brzmi dla nich tak samo, ta sama przecież schwa. „Cieszę się” i „czeszę się” to inny radosny przykład. I „miłość”. Zawsze brzmi jak „miłosz”. Noblista ucieszyłby się (uczesiłby się) chyba. W takie rzadkie, ukojone dni na usta ciśnie mi się jego wiersz, jakbym sama go sobie wymyśliła. (Badania wykazały, że gdy pokażą nam fotografię, w której rozpoznamy siebie, to zaczniemy pamiętać okoliczności zrobienia tej fotografii, choć jest ona stworzona sztucznie - jest sztuką):

„Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.”

***

Mężczyzna zaczyna się budzić. Broni się przed słońcem jak marudzące dziecko. Stara się postawić grubą kapę w sztorc i ułożyć się w jej cieniu. Jajecznicy nie chce, chce owsiankę. Wkładam cebulkę do pojemnika i wstawiam do lodówki. Akt wiary w kolejny szczęśliwy (błogosławiony = szczęśliwy) poranek. Pięć walizek stoi w salonie jak awangardowa kolekcja z Black Red and White. Dwa wyładowane plecaki jak nietypowe pufy. Zamiast stołu pudło po odkurzaczu. Sprawdza się całkiem nieźle. I jak ekologicznie.
Share /

3 komentarze

  1. To prawda, język polski w ustach obcokrajowców brzmi uroczo. A do tego te nasze "mi", "mnie", "ci ", "cię". Pamiętam jak kiedyś znajomy (swoją drogą Meksykanin ;)) chciał zapytać się mnie czy podoba mi się miasto i zamiast "...i podoba ci się?", urodziło się "...i podobam ci się?". No bo jedno m w tą czy w tą, komu robi różnicę?
    Wiosenne poranki też uwielbiam. Jeszcze zimowy chłód szyb w oknach i już wiosenne ciepło promieni słońca. A do tego poranna kawa i dumanie (jeśli ma się w zanadrzu te 10 minut na "niebieskomigdałowanie" :))

    I..i.. i...! Piękna zmiana na blogu! Bardzo podobają mi się tego typu szablony, też się nad nimi zastanawiałam :) Jest klasycznie i elegancko. Pozdrawiam Cie wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, wesołych Świąt!! Musiałam napisać, zanim zapomnę :) Jutro rano wyjeżdżam, więc nie wiem, kiedy będzie szansa dopaść Cię przed godziną zero. (Ale może uda mi się zajrzeć do neta. Nastawiam się pozytywnie).

      Bardzo się cieszę, że podobają Ci się zmiany na blogu... potrzebowałam czegoś, co bardziej wyeksponuje tekst i chyba się udało :) Jestem zmęczona, ale szczęśliwa!!! To chyba te wiosenne porządki :) Pozdrawiam bardzo ciepło, jedną nogą w Las Vegas! Życzę Ci dużo pięknych poranków pełnych niebieskomigdałowania :)

      Usuń
    2. Dziękuję! I nawzajem :) samych radosnych dni i dużo dużo "miłoszci" ;) Las Vegas mówisz? Oczekuję po tej jednej nodze ciekawego i szalonego wpisu! Pozdrawiam :))

      Usuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo