W Kolorado od półtora roku marihuana jest całkowicie legalna, zarówno na użytek rekreacyjny, jak i leczniczy. Wybieramy się więc w Denver do odpowiedniej „zielarni”. Schludna fasada, nowoczesna grafika na ścianach w środku. Ja, oczywiście, jak to ja, z głową w chmurach, w ogóle bym się nie zorientowała, że to tu. Wielki szyld z zielonym aptecznym krzyżem. Wchodzimy. Dziewczyna za kontuarem pyta: „Rekreacyjnie czy medycznie?”. „Orientacyjnie” - wyrywa mi się, bo chcemy głównie zobaczyć, co i jak.
Denver
wojaże
Mam słabość do dobrze napisanych reportaży - inteligentny reportaż uwiedzie mnie z o wiele większym powodzeniem, niż miałka powieść z listy bestsellerów. Do moich ulubionych pozycji tego typu należy „Among the Believers” (Wśród wierzących) noblisty V.S. Naipaula, zbiór zapisków z podróży po trzech bardzo różnych krajach, które uchodzą za muzułmańskie: po szyickim Iranie, ortodoksyjnym Pakistanie i progresywnej Indonezji. Polecam całą książkę, choć rozdział dotyczący Pakistanu jest dla mnie chyba najbardziej frapujący. Być może dlatego, że interesują mnie eksperymenty, a Pakistan jest - do pewnego stopnia - tworem eksperymentalnym, młodziutkim, powstałym dopiero w 1930 roku. Na dodatek, jako idea kraju dla prześladowanych indyjskich muzułmanów, narodził się w głowie poety. (Fakt ważki i niebezpieczny, bo coś w tym jest, że taki mózg jak Platon zakazał jednak artystom wstępu do swojego modelowego państwa).
indiańskie bajanie
Pewnego dnia stało się nieszczęście: mężczyzna pokochał kobietę. Kobieta była piękna, a on niepozorny; słowa stawały mu w gardle jak ości z nieoprawionej ryby, a więc nawet słowami nie potrafił jej zaczarować. Ona natomiast ze śmiechem parowała jego niezgrabne zaloty. Może nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, ile dla niego znaczyła: kobiety myślą o tylu rzeczach na raz, potrafią być takie roztrzepane. Chciałoby się czasem zamachać im ręką przed oczami: Posłuchaj, zobacz.
(opowiadanie z plemienia Czirokezów)
Nowy Orlean
wojaże
Śmierć w Nowym Orleanie to wyjątkowo kosztowna impreza. Tak kosztowna, że nasza pani przewodnik z całą powagą oświadcza nam, że od kilku lat stara się o miejsce w grobowcu, w którym spoczywają już szczątki kilkunastu obcych jej ludzi. Na nagrobku długa kolumna imion, a nazwisko jednej osoby jest takie same, jak jej. Być może to tylko przypadkowa zbieżność, bo Kari nie ma pojęcia, kim jest zmarła. Ale całkiem możliwe, że parafia opiekująca się cmentarzem uzna tożsame nazwisko za dowód pokrewieństwa i pozwoli Kari skorzystać z grobowca. To znacznie ograniczyłoby koszty pochówku. Niektóre osoby potrafią za rodzinny grobowiec zapłacić aż 200-250 tys. dolarów. Przy okazji zakupu, warto też szarpnąć się na opcję wiecznej opieki: parafia będzie dbać o grób przez teoretyczne wieki. Znacznie zwiększa to cenę grobowca, ale należy to traktować jako pewną inwestycję. Z zakupu może później korzystać cała rodzina, przez dobrych kilka pokoleń. Warto więc o tym pomyśleć.
Audio-blog
Kiedy z blokowiska na Grunwaldzie przeprowadziliśmy się za miasto, przez pierwsze miesiące trudno mi było zasnąć. Było tak cicho! Cisza wypełniała szczelnie wszystkie kąty jak miękki zamszowy izolator. Na jej tle odzywało się od czasu do czasu stłumione szczekanie okolicznych psów. Nad ranem piał kogut, bo jeszcze wtedy przy pętli autobusowej było takie quasi-gospodarstwo. W wietrzne dni w pokoju odzywały się przeciągłe tąpnięcia: to wiatr zasysał niedokończone listwy przypodłogowe.
firmowe rozkminki
Prawnik, który kilka lat temu zajął się naszą sprawą, załamał na tę informację ręce. „Żadnych zdjęć?” - powtarzał. - „Żadnych, naprawdę żadnych zdjęć?”. Wtedy mieliśmy chyba jedno wspólne, zrobione komórką przez znajomego. Musieliśmy go namierzyć z drugiego końca świata i prosić o wysłanie fotki w eter. Prawnik pokręcił nad nami głową, pocmokał z dezaprobatą i wreszcie zwrócił się do mnie z tą uprzejmą impertynencją, typową dla zawodów skazanych na pracę w warunkach wysoko nacechowanych emocjonalnie: „A może jest pani w ciąży? Bo to by mi bardzo ułatwiło zadanie”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
