jeżycki technicolor

czwartek, 18 grudnia 2014

O poranku, w mój sen wślizguje się jakieś stłumione nagranie Deana Martina. Mambo Italiano gra w klasy z budzącą się świadomością. Śnię zawsze w technicolorze, wielowątkowe pacnięcia rozemocjonowanej farby. Czasem mnie to niepokoi, czasem absorbuje tak dalece, że nie mam ochoty wstawać, bo rzeczywistość wydaje mi się niemożliwie szara w porównaniu do mojego prywatnego Hollywood. Zima w Polsce tym bardziej operuje ograniczoną paletą barw. Wygrzebuję się z wojskowego śpiwora. Patrzę w dół przez okno kamienicy; nawierzchnia ulicy lśni od wilgoci. Pada? Szukam kręgów na kałużach, ale większych brak; jakieś podłużne miniaturowe lusterka błyskają między fałdami w asfalcie. Siostra już wstała; pijemy porannego szatana do rytmu Martina i okazjonalnego tramwaju. Obie ścieżki dźwiękowe szumią na swój sposób. Patrzymy na kamienne balkony sąsiadów z naprzeciwka. Na balustradach siedzą zmarznięte gołębie. Nastroszone w kształt kanciastej kulki, chowają główki w siebie, jak rosyjskie damy w wielkich napuszonych paletkach.

Drewniana klatka schodowa, moje obcasy robią wielkie bum bum bum, sąsiadom na pohybel.

Jak ten ogromny perkusyjny kocioł, uderzany nożnym pedałem.

Na dworze w powietrzu wilgoć. Stosunkowo ciepło, kilka stopni. Tylko słońca nie ma. Idę w rozpiętym prochowcu po potłuczonym jeżyckim bruku. Od kamienic pachnie goździkami i gotowaną kapustą z dużymi kulkami jałowca. Gospodynie widać chętnie uchylają lufciki w nabuzowanych, niemożliwie aromatycznych kuchniach. Czyżby już nastawiały kompot z suszu? (Uwielbiam z niego wyjadać falbaniaste małżowiny suszonych gruszek).

Ktoś powiedział o Jeżycach: jądro wszechświata. Jakiś młody człowiek w rurkach, wychodzi sobie na papierosa na kamienny balkon. Opiera się o balustradę, zaciąga się z roztargnieniem, patrzy na trzeszczący tramwaj jadący środkiem ulicy. Starszy mężczyzna z długimi siwymi włosami zebranymi w cienką kitkę, zagubiony w swoim własnym rytmie, idzie wolno przy ścianie kamienicy, patrzy w przestrzeń. Inny zatrzymuje się przy znaku drogowym, żeby wyjąć z kieszeni wielką kraciastą chustkę i z namaszczeniem wydmuchać nos. Wyprzedza mnie jakaś babeczka w tlenionych włosach i kusej puchowej kurteczce; jej kozaczki na cienkim obcasiku ze znawstwem nawigują potłuczony i zasrany bruk; w swój telefon krzyczy: „Ale ile ty dałaś za te karpie? Strasznie dużo, nie oszwabili cię aby?”. Przed przejściem, zamiast przechodzić na pasach, para wychudłych wyrostków w czułym objęciu, przeżywa chwilę swojej małej radości. Ona śmieje się ze szczęścia, patrzy mu w oczy, dotyka jego twarzy. Po prawej stronie mijam piekarnię, w oknie wystawione ciastka francuskie, ptysie, gniazdka, pierniki, biszkopty, muszelki, szneki z glancem i z budyniem żółtym jak żółtko, żonkile i kaczeńce. Przed piekarnią stoi pani w długim, jaskrawoniebieskim, wełnianym płaszczu, w wieku już zaawansowanym, z twarzą pogniecioną jak kłąb bladego materiału, w filuternym mechatym bereciku. W skupieniu maluje sobie usta szminką w kolorze fuksji, korzystając ze swojego odbicia w wystawie. Jest absolutnie zaabsorbowana własnym szykiem. Wydaje mi się to czymś naprawdę pięknym. 

[Dean Martin tutaj].
Share /

6 komentarzy

  1. Ale pięknie opisujesz codzienność. Mogłabyś pisać Dziennik Niecodzienny, czytałabym go do porannej kawy i nastrojona Twoją treścią rzucała się w wir mojej codzienności i przeżywała ją nieco inaczej. Fajna ta nasza polska, zwłaszcza przedświąteczna, rzeczywistość, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Karolino :) To prawda... Lubię tak magicznie przetwarzać rzeczywistość. U nas jesteśmy już w wirze ostatnich przygotowań :) Wczoraj znowu pierniki, bo sporo ich u nas idzie. Tylko na dworze straszna plucha. Więc trochę niezimowo, ale klimat jest, zwłaszcza że śpimy na strychu, a deszcz jest mocno akustyczny :)

      Pozdrawiam Cię serdecznie w ten świąteczny czas!! Dużo wypoczynku i bezcelowego machania nóżką przy kolędach!!

      Usuń
    2. Dziękuję i wzajemnie! Odpoczywaj! Tak wiesz, z przytupem, po polsku :)

      Usuń
  2. pięknie napisane .. przeniosłem się na chwilę na Jeżyce :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Piotrze... Jeżyce zawsze mnie urzekały... lubię też Wildę i Górczyn, ale chyba Jeżyce zajmują w moim sercu szczególne miejsce... Lubię te stare kamienice i gwar rynku, i sprzedawców skórzanych toreb i rękawiczek, i małe piekarnie, i malutkie sklepy, w których czasem trudno się obrócić, by czegoś nie potrącić: true story :) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie w ten świąteczny czas! Smakowitych pierników i pięknej Pasterki!

      Usuń
  3. Wygląda na to - że tu wszystko jest piękne:) Kiedy przyjechałam dawno temu z kamienistej Chorwacji z dymami płonących oliwek i spojrzałam na na nasze bujne pokrzywy to pomyślałam: " O Boże jak tu pięknie. U nas nawet pokrzywy są takie dorodne a tam pusto jak na księżycu:)

    OdpowiedzUsuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo