| Takie znalezisko, na parkingu w Houston. Właściciel autentycznie jeździ nim codziennie do pracy, więc to nie żaden muzealny eksponat, żeby nie było |
Oczywiście, większość eleganckich pickupów śmigających po autostradach Południa nigdy nie zajechała w prawdziwe ostępy, ale Teksańczycy zdają się czerpać niezwykłą przyjemność z myśli, że przecież mogłyby. Pickup wyciągnie kumpla z opresji, sprawdzi się na budowie, na rybach, na polowaniu, na podrywie, na randce i przy przeprowadzce. Przede wszystkim, pickup to wyjątkowo bezpieczna bestia. Rodzice, kupując dziecku pierwszy samochód (tak, wiem, szok kulturowy tych słów), bardzo często decydują się właśnie na pickupa. I nie oszukujmy się, jego konstrukcja na pewno przetrwa wszelkie zderzenia w o wiele większym stopniu niż na przykład łupinka cienkieciento. Zdarza mi się widzieć na drogach wielkie pickupy-widmo, w których nie widać kierowcy. Dopiero z boku zauważam, że w szoferce siedzi jakiś malec i usilnie zadziera głowę, która ledwo sięga nad kierownicę.
Poza tym oczywiście, pickupy to po prostu pewien styl życia i myślenia, jak to staram się przybliżyć niżej. Co zatem należy koniecznie zrobić w pickupie (względnie pickupem) w ramach Teksaskiego Paszportu?
- Znaleźć miejsce na zatłoczonym parkingu, stwierdzić, że przecież czemu nie, mogę się wcisnać, po czym po dwudziestu minutach ostrego kręcenia i cofania dać za wygraną i wyjechać, ku wielkiej satysfakcji kogoś, kto czeka nieopodal w małej toyocie, bo wie, że oczywiście nie zdołasz tam wjechać.
- Ewentualnie, zaparkować bardzo ładnie i z dala od ludzi, a po powrocie do samochodu stwierdzić, że ktoś nas bezczelnie zastawił z każdej możliwej strony; wejść do pickupa, trochę coś tam popróbować pokręcić, ale ostatecznie wyciągnąć książkę i przeczekać godzinkę lub dwie, aż wreszcie ktoś wyjedzie i można ruszać do domu. True story.
- Przerobić pickupa tak, aby pasował do naszych potrzeb: zalepić tył zadziornymi, bardzo politycznymi naklejkami, zainstalować na przednim zderzaku solidny ochronny stelaż (pierwotnie wymyślony po to, aby chronić auto przy kolizjach z bydłem); umieścić z tyłu skrzynkę z narzędziami, stojak na wędki albo (kiedyś) na broń; dokupić wielkie stereo; zawiesić wyżej podwozie (jak wspomniałam wyżej, ma to pewne zastosowanie praktyczne, ale w mieście służy jedynie do masowania ego i skutecznie uniemożliwia parkowanie na większości wielopoziomowych parkingów); pozbyć się tłumika, żeby silnik brzmiał tak władczo i potężnie... tak, z pewnością o czymś zapomniałam...
- Obowiązkowo należy ugrząźć pickupem w wilgotnej trawie; zdarza się to zaskakująco często, bo po teksaskich ulewach trawa jest zawsze rozmiękła i łagodnie się zapada, tworząc absolutnie zabójcze koleiny. Wystarczy, że na podjeździe znajomych nie ma miejsca, a tobie się zapomni, że wczoraj padało; zamiast w punciaku natomiast siedzisz w wielkim smoku, który idzie na dno jak kamień... naprawdę, trudno należycie opisać tragizm tej sytuacji. Jedyna nadzieja jest taka, że masz wśród swoich znajomych kogoś z jeszcze większym pickupem, kto przyjedzie o tej niecnej porze z wielkim łańcuchem i przy odrobinie szczęścia dosłownie wyciągnie cię z opresji. Można też szukać kogoś z traktorem; jak widać, wszystkie te przepychanki o to, kto ma większego, mają w Teksasie naprawdę praktyczne znaczenie.
- Oczywiście, można też ugrząźć gdzieś na bagnach i zaśmiać się losowi w twarz, bo jeśli jest się rasowym pickupowcem i myśli się jak pickupowiec, to zawczasu zainwestowało się w sprytne urządzenie typu automatyczna korba bądź wciągarka; instaluje się to-to na zderzaku, zaczepia o drzewo czy co tam w okolicy wygląda solidniej od ciebie, i voila! - można się wyciągać samemu. (Korba-wciągarka podobno dobrze się sprawuje jako ciągnik do pontonu, ale tego jeszcze nie zweryfikowałam).
- Warto też być tym właśnie większym kolegą, który zjawia się ciemną nocą niczym Zorro z napędem na cztery koła i wyciąga z opresji pickupowca-amatora, który ugrzązł niebacznie na trawniku u znajomych / ratując świat gdzieś na wiejskiej drodze.
- Rozłożyć materac z tyłu pickupa i spać pod gwiazdami; namiot rozkłada się tak długo, poza tym, zawsze trafi się jakiś zabłąkany kamulec albo korzeń, który wbija się nam w kręgosłup. Jeśli ma się zadaszenie (można je dodatkowo zakupić i nałożyć na tył pickupa), wówczas deszcz w ogóle nam niestraszny, nie musimy budzić się w nocy i nakładać na nic wielkiej płachty brezentu ani po omacku kopać saperką dookoła namiotu; gwiżdżemy sobie na wszystko i tyle.
- Należy urządzić piknik na opuszczonej klapie pickupa, najlepiej na przystadionowym parkingu albo w trailerhoodzie, przy dźwiękach country; zapaleńcy rozkładają również z tyłu całego grilla, a nawet basenik typu nadmuchiwany brodzik - i już można robić imprezę w kostiumach kąpielowych.
- Przewieźć z tyłu pickupa całą rodzinę (co tam pasy! Martwienie się o takie drobnostki jest ponoć w tym wypadku wysoce nieteksaskie).
- Przewieźć z tyłu pickupa nieuwiązanego psa, i to na autostradzie (tak, widziałam i nie wiem, jak to się skończyło: wyprzedziłam, żeby na tę rozpacz nie patrzeć).
- Otworzyć z tyłu pickupa jakiś mały biznes, na przykład przenośną ciuchbudę, taquerię albo lodziarnię. Zapewniam: wszystko się tam zmieści.
- Dość często widzę z tyłu pickupów rośliny i do teraz tego zjawiska nie rozgryzłam. Jedyne wytłumaczenie jest takie, że niektórzy Teksańczycy zamiast w ogrodzie uprawiają rośliny z tyłu swojego pickupa i w czasie teksaskich susz (czyt. w czasie od lipca do września każdego roku) jeżdżą po prostu gdzieś, gdzie akurat pada. Genialne rozwiązanie!

Fajny wpis. A ja się pobawię w adwokata diabła i wetrę trochę soli w rany amerykańskiej dumy. Wiadomo, że Amerykanie mają świra na punkcie aut i pickupów, ale... w Stanach pickupy są mniej rozpowszechnione niż u nas:) Jak podaje Globe & Mail, w Stanach pickupy to mniej więcej 25,7% rynku aut, w Kanadzie $30,6. Czyli prawie co trzecie auto na kanadyjskich drogach to pickup. I rzeczywiście, to widać. Są wszędzie, również w zakorkowanej i zatłoczonej metropolii Toronto. Powiem szczerze, że sam się kilka razy zastanawiałem, czy nasze następne auto będzie mini vanem czy może jednak pickupem:) Na pewno niczym mniejszym, bo po prostu nie ma sensu. Do pracy jeździmy metrem. A auto jest na wakacje, zakupy i wycieczki i wtedy diabelnie trudno jest się nam spakować. W tym kontekście pickup to świetna sprawa. Zwłaszcza, że można do niego podpiąc łódkę, wrzucić canoe albo rowery i tak dalej.
OdpowiedzUsuńA to ciekawe, w ogóle bym nie pomyślała, że nas wyprzedziliście! (Kurczę, inkluzywna liczba mnoga, to chyba jakiś przełom). Ale czy nie uważasz, że to nie pierwszy raz okazuje się, iż Amerykanie mają po prostu bardzo mocną siłę przebicia. Fakty po cichu są jakie są, a oni bardzo głośno potrafią się całkiem dobrze sprzedać. I bo kto by pomyślał, że jednak nie są najlepsi? Pozdrawiam serdecznie i dzięki za linka!
UsuńMiałem rzecz jasna na myśli 30,6% a nie $30,6:)
OdpowiedzUsuńWrrr.. mózg mi nie pracuje. Miał być link do źródła: http://www.theglobeandmail.com/globe-drive/news/industry-news/canadians-vs-americans-top-10-differences-in-auto-ownership/article18800449/
OdpowiedzUsuńHahah uśmiałam się przez ciebie dziś i przez te pickupowe historie! Ale pickup to dla mnie takie piękne auto! Najbardziej to mi się marzy żeby jechać na jego przyczepie gdzieś w Brazylijskim buszu! Ściskam :)
OdpowiedzUsuńSerio marzy Ci się Brazylia? No to mamy całkiem sporo wspólnego :) Paradoksalnie taniej jest tam pojechać z Polski niż ze Stanów, choć z Miami jest bliżej. Mam nadzieję wybrać się tam jeszcze raz w przyszłym roku, choć ostatnio życie przyspieszyło i w sumie nie wiem, czy znajdę na to czas. Ale kto raz tam był, zawsze wraca, jak mi to powiedział jeden Brazylijczyk... i mocno w to wierzę.
UsuńStrasznie mi miło, że mnie odwiedziłaś, bo przecież u Ciebie musi być teraz niezły młynek!! Bardzo się cieszę, że będziesz w Kalifornii i nie mogę się doczekać Twoich przekrzywionych zdjęć i innych gorących wrażeń! Gdybyś miała jakieś pytania albo po prostu chciała pogadać, napisz do mnie, to wymienimy się numerami. Email: pequeninha@kwiatpelargonii.com. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło.
Hhaha to już nie pierwsza taka rzecz! Ale ty z tego co widzę już to marzenie spełniłaś :) A ja myślałam że jak będę w US to będę miała ułatwiona sprawę żeby się tam wybyć, a tu się okazuje że łatwiej by mi było z Polski. bosko! :)
UsuńNie powiem że nie, jest dość intensywnie, ale warto było wpaść! Hahah o tak o przekrzywione zdjęcia się nie martw + mam zamiar zapisać się na kurs fotograficzny więc może w końcu będą one trochę bardziej profesjonalne. Będę pisać, a już na pewno jak kiedyś zjawię się w Teksasie, słyszałam że masz pickupa! :)
Ściskam.
Hah pickup to przyjaciel, ogród, namiot i duma w jednym :) jak kiedyś pewnie ścigano się kto ma szybszego i bardziej postawnego konia to teraz dowodem teksanskiej męskości (i kobiecości! :)) jest pickup :D tez bym pojezdzila, musi być fajnie mknąć nieskończenie prostą amerykańską drogą w nieznane i patrzeć z góry (czyli wnętrza pickupa) na mijajace Cię maloty :D pozdrawiam Cię! :)
OdpowiedzUsuńPewnie, że fajnie :) Wczoraj pojechałam gdzieś ze znajomą w jej nissanie i czułam się ogromnie oswojo mknąc po autostradzie. Co to za maleństwo, przecież tym to mogę niemal wjechać w całości pod tira! A jeśli na drodze będzie kawałek opony (na co trzeba tu bardzo uważać, bo opony pękają z powodu temperatury, a ich kawałki walają się później po autostradzie... bardzo niebezpieczna na sprawa). Zdecydowanie ten rozmiar uzależnia :) Pozdrawiam :)
Usuń