jesienne klisze
z Bled

poniedziałek, 9 listopada 2015

W weekend wyrwaliśmy się z Lublany do Bled na kremówki.

Znajomy Słoweniec, słysząc to, zawyrokował kpiąco: Nie mogliście sobie wybrać bardziej słoweńskiej kliszy.

Ale czy człowiek zawsze musi być taki alternatywny? Bez przesady

Pojechaliśmy.


Gdy tylko przebiliśmy się przez porannie zamgloną Lublanę, na autostradzie nagle okazało się, że oto otacza nas inny świat. Intensywnie błękitne niebo i alpejskie szczyty, fioletowo-białe, zupełnie jak z reklamy Milki. Jakąż to chustą to wszystko nakrywacie? - pytam znajomych. Wzruszają ramionami. Dlatego Lublana buzuje tylko w dni tygodnia. W weekend wszyscy tubylcy uciekają poza miasto, do małych górskich miejscowości, skąd zwykle też pochodzą. (Wszyscy Słoweńcy pochodzą ze wsi - kolejna mądrość zasłyszana w rozmowie). A na ich miejsce spadają rozcykani turyści biegający po mostach Lublany z kijkami do coraz lepszych selfików.


Bled to przede wszystkim nazwa miejscowości. Ale i nazwa romańskiego zamku, osadzonego - jak do obrazka - na bladej (blednej?) skale. A także nazwa kurortu, bo jezioro otoczone jest pasmami ekskluzywnych hoteli, restauracji, klinik, uzdrowisk i domków wypoczynkowych za kilka milionów euro. Tu właśnie, w białym kwadratowym budynku, dokładnie naprzeciw zamku, za czasów socjalistycznej Jugosławii miały swoją siedzibę władze ówczesnego reżimu. Tak więc trochę wysoki kicz. Ale kicz przepiękny, więc co tam.


Mimo że jedziemy na kremówki, to okazuje się, że trzeba było zabrać chleb. Ile kaczek i łabędzi! I wszystkie bardzo terytorialne. Widowiskowo współzawodniczą o okruchy chleba. Po jeziorze - bardzo apropos - pływają gondole z łabędzimi szyjami. Woda jest lodowata - i tak przejrzysta, że widać żółte boje biegnące dnem w poprzek jeziora. (Do południa na jeziorze odbywały się zawody kajakarskie).



Pośrodku jeziora - mała wysepka, a na niej - ukryty wśród wysokich drzew - kościółek z bijącym nieustannie dzwonem. To niezmordowani turyści pociągają za sznur. Według legendy, zapewnia to łaskę Matki Bożej: patronki kościoła, która spełni życzenia bijącego.




To już niemalże koniec jesieni. Załapujemy się na jej przykurzony ogon, niespieszną wylinkę, pozbywanie się wyschłych na wiór łusek. Coraz więcej gołych gałęzi, coraz bardziej zima.




Wolnym dniem cieszyliśmy się tak zapamiętale, że ostatecznie, gdy po siedemnastej dowlekliśmy się zmęczeni do poleconej nam kawiarni w Radovlijcy, okazało się, iż słoweńskich kremówek (kremšnic) już nie ma... Przerzuciliśmy się więc na prekmurską gibanicę, tradycyjny przekładaniec z opium... tak przynajmniej tłumaczyła nam to ekspedientka; zapomniała, jak po angielsku mówi się mak. (No i co: poradziła sobie całkiem zgrabnie). Przekładańcem z opium wyłamaliśmy się trochę ze słoweńskiej kliszy. Nad kotliną zaczynała już unosić się wieczorna mgła.

Share /

2 komentarze

  1. Piękne zdjęcia! Naprawdę czarująca i zaskakująca ta Słowenia! Wiesz, też mnie to zastanawia jak to jest, że niektóre miejscowości są jakby przykryte wielką płachtą chmur, które nad nią wiszą i wiszą, a wystarczy odjechać tylko na parę kilometrów, a pogoda zmienia się diametralnie. Zwiedzaj :) I wpadnij do Włoch! To przecież teraz tak niedaleko!
    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładne miejsce a do Włoch rzeczywiście niedaleko. Ja bym skorzystała:)

    OdpowiedzUsuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo