Zima więc trochę przyślimaczyła, aż tej ostatniej soboty obudziliśmy się do odgłosów wody lejącej się z nieba. Przy naszym parterowo-piwnicznym mieszkaniu oznacza to kumulację hałasów rynien z całego budynku. Poprzedniego dnia harowaliśmy do późna, więc początkowo zjawiskiem zainteresowaliśmy się miernie. Dopiero po południu wysunęliśmy nosy na zewnątrz i wtedy okazało się, że z nieba sypie gęsto coś białego a lodowatego. Parasole sporadycznych, spłoszonych przechodniów pokrywała gruba biała czapa. Zima jednak nas dopadła.
Płatki topniały wręcz momentalnie, ale następnego dnia atmosferę wyraźnie zmroziło. Rękawiczki poszły w ruch. Nastała era podwójnych skarpetek, grzanego wina, wiecznie kapiącego nosa i parasoli pokrytych białym puchem.
Mimo zerowych temperatur, nie zanosi się na to, by z uliczek Lublany znikły ogródki i stoliki. Słoweńcy nadal z upodobaniem przesiadują na zewnątrz przy filiżankach espresso. Makalonica, nadrzeczny lokal specjalizujący się w naleśnikach, hamburgerach i domowych frytkach smażonych na maśle ghee, ani myśli zamykać swojego nadwodnego tarasu. Kierownictwo zadbało jedynie o to, by na każdym stojącym na zewnątrz krześle leżał ciepły flanelowy kocyk złożony w symetryczny kwadrat. Można sobie go rozłożyć na nogach i już ziąb mniej straszny. Ręce na klawiaturze co prawda trochę grabieją, ale chłodne powietrze działa bardziej orzeźwiająco niż kawnaa. Każdy oddech wręcz chrupie.
Zapada zmierzch, w gładkiej tafli rzeki odbijają się latarnie i świątecznie podświetlone budynki Starego Miasta. Moment zimowego spokoju przed kolejnym ostro przepracowanym tygodniem.

Ładna taka przed-zima, choć trochę uciążliwa.
OdpowiedzUsuńTutaj na początku listopada było jeszcze 25 stopni. Dziwna anomalia, wszyscy łapali się za głowę, a teraz już zgodnie przytakują, bo termometry w nocy pokazują 3 stopnie. Czekam na wieczorne migawki z Ljubljany, kiedy całe miasto oświetlą świąteczne światełka :) U nas w centrum już stoi dumna choinka. Pozdrawiam ciepło ciepło! :))