Mnie najbardziej podoba się w wersji Maughama:
Mieszkał w Bagdadzie pewien handlarz. Któregoś dnia posłał służącego na targ po sprawunki, ale ten wrócił przed czasem, drżący i biały jak ściana. „Panie” - powiedział - „tuż przed chwilą, gdy stałem wśród tłumu na targu, potrąciła mnie jakaś kobieta. Odwróciłem się i ujrzałem, że to wpadła na mnie Śmierć! Spojrzała na mnie i pogroziła mi. Panie, użycz mi swego konia, a umknę z tego miasta i uniknę mego losu. Udam się do Samarry. Tam mnie Śmierć nie znajdzie”.W tym momencie Salomon, który w Talmudzie jest jednym z bohaterów tej historii, podsumowuje: „Stopy człowieka poniosą za niego odpowiedzialność: zabiorą go tam, gdzie ma się znaleźć”...
Handlarz pozwolił słudze użyć swego konia, a ten dosiadł go czym prędzej, ścisnął go z całej siły piętami i pogalopował w dal tak szybko, jak tylko wierzchowiec zdołał go unieść...
Tego samego popołudnia na targ udał się sam handlarz i również ujrzał stojącą w tłumie Śmierć. Podszedł do niej i zapytał: „Dlaczego tak przestraszyłaś mojego służącego dziś rano? Powiedział, że mu groziłaś”. „Nie groziłam mu” - wyjaśniła Śmierć. - „Zdziwiłam się tylko, widząc go tu w Bagdadzie, bo już dziś wieczór mam z nim spotkanie w Samarze”.
Wszelki więc żal za decyzje i sprawy przeszłe, którym człowiek się tak chętnie zadręcza, okazuje się czystą sztuką dla sztuki.
A wysublimowane okresy warunkowe, tryb przypuszczający o wielu poziomach skomplikowania: uciechą dla koneserów masochizmu.

Czytałam to w innej wersji, ale nie pamiętam gdzie. Ciekawe, gdzie nas stopy zaniosą? Dawno Cię nie słyszałam i z przyjemnością zajrzałam:)
OdpowiedzUsuń