w tym domu nie ma światła

niedziela, 6 września 2015

W tym domu nie ma światła. Wnętrza oświetlane jedną zaćmioną żarówką są jeszcze bardziej przygnębiające niż egipski mrok. Zastanawiam się, czy ja też będę tak mieszkać, kiedy będę starsza i stawanie na stołku z rękami nad głową będzie dla mnie wyczynem dnia, przyprawiającym o palpitacje serca bardziej niż gorący seks. Czy ja też będę do żyrandola na cztery żarówki wkładać jedną-dwie, najniższy wat, najniższy koszt. Migoczący telewizor też przecież rozpędza mrok.

patrol świtu, mordownie

środa, 2 września 2015

Początkowo sądzę, że suchość zauważam tylko ja, że tylko ja budzę się w środku nocy z mózgiem wyschniętym na wiór. Ale gdy swoim zwyczajem zaczynam zadawać tubylcom pytania, odkrywam, że jest to pierwsza rzecz, na jaką się uskarżają, bez żadnych sugestii z mojej strony. Po kilku dniach upału, niebo nad Albuquerque zaciąga się chmurami i tak sobie trwa przez cały kolejny tydzień. Znajomy marszczy czoło, patrzy w górę i macha ręką. „To właśnie są burze w Albuquerque” - mówi ze zniecierpliwieniem. - „Chmurzy się cały dzień, spadną trzy krople i ot, cała nasza ulewa”. Wracamy właśnie do domu i na przedniej szybie pojawiają się sporadyczne maźnięcia. Trzy dosłownie, jakby na zamówienie niebo zesłało argument do jego tezy. Potem znów nic: śluzy zawarte, luźna śrubka na powrót przykręcona. Znajomy posiada piękny ogród, który codziennie rano i wieczorem podlewają automatyczne zraszacze. Bez nich zamiast ogrodu miałby krajobraz pustynny, porosły niskimi, okrągłymi krzewami i kaktusem.

Kanion Frijoles położony w paśmie Jemez, ok. godziny drogi od Albuquerque. Kształtowany rzeką, która latem, jak widać, znajduje się w stanie agonalnym, choć przy ulewnym deszczu potrafi wezbrać gwałtownie i wyrządzić wiele zniszczenia. Suche drzewo wyrwane z korzeniami (po prawej) to właśnie skutek takiej błyskawicznej powodzi.

wstęp do ziemi bezwodnej

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Strasznie miło być na blogu ponownie. I ponownie pisać!!!
Tu moje notatki z pierwszych dni spędzonych w Nowym Meksyku.

Jest gorąco. Bardzo gorąco. Gorąco z tego paradoksalnego powodu, że w Nowym Meksyku wcale gorąco nie bywa. Wysokie temperatury, na jakie natrafiam podczas mojego pobytu w Albuquerque, są pewną anomalią. Trzydzieści stopni - można powiedzieć, co to dla mnie? W teksaskie lato normą jest ponad trzydzieści pięć, co w połączeniu z wysoką wilgotnością powietrza działa jak chloroform. Tylko że w Nowym Meksyku, w przeciwieństwie do Teksasu, niewielu mieszkańców inwestuje w centralny system chłodzący za kilkanaście tysięcy dolarów. Po co? Na te kilka dni w roku, gdy robi się naprawdę gorąco, wystarczy mały klimatyzator za dwie setki, który wstawia się w okno i cześć. Ba, u ciepłolubnych uciągnie nawet stary dobry wiatrak. Gdy tylko chowa się słońce, w Albuquerque robi się chłodno, choćby dzień był najgorętszy. Po co więc wydawać pieniądze?

koniec świata w Houston

czwartek, 13 sierpnia 2015

Jest cisza. Niebo rozciera się cukierkowo, suchymi pastelami. Iglica kościoła prezbiteriańskiego wyraźnie się odcina od tego taniego, pudrowego koloru. Tyle w tym kraju kościołów. Po kilka w każdej dzielnicy. W Polsce są katolickie, w Brazylii zielonoświątkowe, w Stanach protestanckie. To okolica się zmienia, ja stoję ciągle w jednym miejscu. To tylko planety wirują wokół mnie, nieruchomej. Zachód słońca na chwilę jest, a zanim zdążę dojść na koniec parkingu, gdzie zaparkowana jest moja półciężarówka - już go nie ma.

słońce w Glenwood

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Jest cisza. Dzieje się u mnie sporo dziwnych rzeczy. Taki to wolny kraj, że nie mogę ich tu dosadnie opisać. Taki to kraj ludzi odważnych, że na dopuszczenie krytyki odwagi już nie starcza.

Na marginesie.

Wychodzimy ze szklanego biurowca w skwar teksaskiego lata. Wydaje mi się, że powoli osiągamy poziomy upału pozwalające na smażenie jajek na betonie. Zapaleńcy wypróbowują również, czy białko zetnie się na trawniku, rozgrzanym od południowego słońca. Zaparkowaliśmy w rogu parkingu, w cieniu rozłożystego dębu, który stoi na sąsiedniej posesji i przytula się do metalowej siatki okalającej parking. Zaglądam ciekawie przez bluszcz i widzę nagrobki na estetycznie przystrzyżonym wzgórzu. Cmentarz?

„Czekaj” - mówi Mężczyzna, zatrzymując się wpół gestu przy drzwiach do pickupa. - „Czy to nie jest ten cmentarz, na którym pochowany jest Howard Hughes?”.

indywidualiści idą do nieba

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

[bajka plemienia Snohomish]

Ten-Który-Stwarza-i-Zmienia ukształtował świat na wschodzie. Potem powoli przemieszczał się na zachód, po drodze powołując do życia ludzi i rzeźbiąc teren tak, jak mu podpowiadała fantazja. Każdą grupę obdarzył innym językiem, bo taką miał akurat melodię. Wreszcie zaszedł na północny zachód, tam, gdzie wielka słona woda wrzyna się klinem w ląd i przeplata się z nim jak łyko z łykiem w rękach zręcznej koszykarki. Ten-Który-Stwarza-i-Zmienia tak się zacudował własnym dziełem, że postanowił zatrzymać się tam na dłużej. Zostało mu jednak sporo języków do rozdania. Zniecierpliwiony, opróżnił zanadrze na raz i rozsypał pozostałe języki po całej okolicy. Dlatego właśnie wokół słonego estuarium mieszka tyle plemion mówiących różnymi językami. Ten-Który-Stwarza-i-Zmienia wybrał sobie małą wysepkę, cieszył oko wielobarwnymi zachodami słońca i przyglądał się, jak w słonej wodzie baraszkują wielkie orki.

Słone estuarium wspomniane w micie to Puget Sound w stanie Washington. Tutaj „Zachód słońca nad Puget Sound” amerykańskiego fotografa Edwarda S. Curtisa. Pierwotnie wydane jako fotograwiura w dwudziestotomowym dziele Curtisa, The North American Indian (1907-1930).

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo