„Młodszy bracie, i jak? Jesteś zadowolony?”.
„Nie, zdecydowanie nie. Ludzie, których stworzyłeś, mówią tym samym językiem, a nie można przecież walczyć z kimś, kto mówi twoim językiem! Powinna być wojna, powinna być nienawiść”.
„A po co niby wojna?”.
firmowe rozkminki
Przeglądając mity pod kątem cyklu „indiańskie bajanie”, natykam się na historię stworzenia świata, opowiadaną przez plemię Kruków. Stwórcą jest Stary Człowiek Kojot, któremu towarzyszy młodszy brat, Cirapé. Poniżej rozmowa, która odbyła się między braćmi po stworzeniu człowieka i obdarowania go narzędziami do pracy.
Mex w Tex
San Antonio
W niedzielę zrobiłam sobie chwilkę odpoczynku od notatek z Albuquerque (notatek trochę mentalnych, trochę zapisywanych idiolektycznymi skrótami na marginesie materiałów szkoleniowych, trochę wypunktowanych na hotelowych bloczkach, które namiętnie zbieram). W ciągu ubiegłego miesiąca zaliczyłam cztery amerykańskie miasta: Albuquerque, Houston, Austin (króciutko, Piotrze!) i San Antonio. Natomiast w przerwie między wojażami zdołałam najwyraźniej sprowokować gniew wszystkich mocy piekielnych, bo ilość awarii i nieszczęsnych splotów okoliczności przeszła wszelkie ludzkie pojęcie: siadł klimatyzator, spontanicznie ciekła woda w zlewie łazienkowym, na pięć dni padł samochód, fochy strzelał komputer, niebacznie upgrejdowany do Windows 10, i tak dalej. A to tylko złośliwość rzeczy martwych, bo tej od ludzi wcale nie brakowało.
historie prawdziwe
Nowy Meksyk
„On, zdaje się, już nie poluje tak często, jak kiedyś. Teraz głównie tropi. Jak się okaże, że zwierz jest mniejszy od tych, które ustrzelił wcześniej, to przestaje mu zależeć” - tak mi ktoś o Calebie powiedział.
W wielkim, pustym salonie, ze ścian patrzą na mnie jelenie, kozice i barany. Blisko dwadzieścia różnych zwierząt i gatunków. Ze zdziwieniem rozpoznaję dwa afrykańskie: brodatą owcę z długimi, półokrągłymi rogami, a także oryksa o niemal idealnie prostym porożu. Oba sztucznie rozpowszechnione na kontynencie amerykańskim. Za owcą chodził bardzo długo, zwierzak niebywale zwinny, płochliwy, wspina się na niemal pionową skałę. Ustrzelił ją w końcu, leżąc płasko na brzuchu i celując w dół urwiska. Mnóstwo czasu mu zajęło odnalezienie padłego zwierzęcia.
W wielkim, pustym salonie, ze ścian patrzą na mnie jelenie, kozice i barany. Blisko dwadzieścia różnych zwierząt i gatunków. Ze zdziwieniem rozpoznaję dwa afrykańskie: brodatą owcę z długimi, półokrągłymi rogami, a także oryksa o niemal idealnie prostym porożu. Oba sztucznie rozpowszechnione na kontynencie amerykańskim. Za owcą chodził bardzo długo, zwierzak niebywale zwinny, płochliwy, wspina się na niemal pionową skałę. Ustrzelił ją w końcu, leżąc płasko na brzuchu i celując w dół urwiska. Mnóstwo czasu mu zajęło odnalezienie padłego zwierzęcia.
Albuquerque
Nowy Meksyk
wojaże
„Ten odcinek drogi to dla kierowców prawdziwa zasadzka” - wyjaśnia Eric, wskazując palcem kolejny samochód zatrzymany na poboczu. W pierwszej chwili nie kojarzę, o co mu chodzi. Eric zabiera mnie do biura kilka razy w tygodniu i już nie pierwszy raz zauważam, że na wysokości Islety wyraźnie zwalnia. Z komfortowej stówki nagle zaczynamy ślamazarzyć się sześćdziesiątką, i to gdzie: na trójpasmówce, na terenie kompletnie niezabudowanym, wśród czerwonawych nowomeksykańskich wzgórz, przez dobre kilkanaście kilometrów. O dziwo, większość samochodów cierpliwie wlecze się z nami. Kurtuazyjnie powstrzymuję się od komentarzy, ale moja irytacja emanuje chyba ze mnie w sposób bardzo wymowny, bo za którymś razem Eric wreszcie decyduje się mnie oświecić. „Robili to od zawsze. Nie ma żadnego powodu, by jechać tu sześćdziesiątką, to aż nienaturalne. Ale dla nich to po prostu kolejny sposób zarobienia pieniędzy dla plemienia”.
mieszkanko blues
W tym domu nie ma światła. Wnętrza oświetlane jedną zaćmioną żarówką są jeszcze bardziej przygnębiające niż egipski mrok. Zastanawiam się, czy ja też będę tak mieszkać, kiedy będę starsza i stawanie na stołku z rękami nad głową będzie dla mnie wyczynem dnia, przyprawiającym o palpitacje serca bardziej niż gorący seks. Czy ja też będę do żyrandola na cztery żarówki wkładać jedną-dwie, najniższy wat, najniższy koszt. Migoczący telewizor też przecież rozpędza mrok.
Albuquerque
Nowy Meksyk
wojaże
Początkowo sądzę, że suchość zauważam tylko ja, że tylko ja budzę się w środku nocy z mózgiem wyschniętym na wiór. Ale gdy swoim zwyczajem zaczynam zadawać tubylcom pytania, odkrywam, że jest to pierwsza rzecz, na jaką się uskarżają, bez żadnych sugestii z mojej strony. Po kilku dniach upału, niebo nad Albuquerque zaciąga się chmurami i tak sobie trwa przez cały kolejny tydzień. Znajomy marszczy czoło, patrzy w górę i macha ręką. „To właśnie są burze w Albuquerque” - mówi ze zniecierpliwieniem. - „Chmurzy się cały dzień, spadną trzy krople i ot, cała nasza ulewa”. Wracamy właśnie do domu i na przedniej szybie pojawiają się sporadyczne maźnięcia. Trzy dosłownie, jakby na zamówienie niebo zesłało argument do jego tezy. Potem znów nic: śluzy zawarte, luźna śrubka na powrót przykręcona. Znajomy posiada piękny ogród, który codziennie rano i wieczorem podlewają automatyczne zraszacze. Bez nich zamiast ogrodu miałby krajobraz pustynny, porosły niskimi, okrągłymi krzewami i kaktusem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
