Siedzę więc teraz w domu oszołomiona trochę tą siłą złego, w ramach rekonwalescencji piję piwo i pakuję się na Słowenię. A konkretnie staram się zaplanować to pakowanie zdalnie, bo sęk tkwi w tym, że od jakichś dwóch lat zaczęłam gromadzić rzeczy zimowo-jesienne tylko po jednej stronie oceanu, czyli po stronie wschodniej, europejskiej. Decyzja całkiem roztropna, aczkolwiek oznacza w praktyce, że przyjeżdżam do Europy goła i wesoła, jak zwykle w trampeczkach i kolejnym prochowcu odnalezionym w kącie lumpeksu. (Płaszcze kupuje się w Teksasie za bezcen, bo przecież gdzie w tym chodzić? I kiedy?).
Tak więc w niedzielę, w ramach przerwy od pakowania, planowania i odcyfrowywania notatek o Albuquerque, wyciągnęłam Mężczyznę do latynoskich barrios w San Antonio, żeby pooglądać murale. Dowiedziałam się z jakiejś darmowej gazetki turystycznej, że Westside pełne jest murali, i natychmiast zapragnęłam tam pojechać. Mieliśmy tylko godzinkę czasu, więc tyle co nic. Murali jest w tych okolicach blisko setka, i w sumie każdy jest niebanalny. Szkoda, że tak mało o nich słychać w internecie. Inicjatywa San Anto Cultural Arts organizuje wprawdzie wycieczkę po muralach, ale aby się ona odbyła, musi się najpierw zebrać minimum dziesięciu uczestników, a nie każdy może sobie czasowo pozwolić na to, by czekać na coś, co może, ale nie musi się odbyć. SACA podaje jednak na swojej stronie spis adresów murali, z którego można skorzystać samemu. Naszym zamiarem było zobaczyć pierwsze dziesięć (z wymienionych czterdziestu), ale znaleźliśmy też sporo innych ciekawostek po drodze - co oznacza, że spis ze strony bynajmniej nie wyczerpuje tematu.
Mężczyzna, oczywiście, podszedł do sprawy mało entuzjastycznie, bo Westside to zdecydowanie „miejsce złe”, do którego lepiej się samemu nie zapuszczać. Nasza wyprawa wyglądała więc tak, że ja radośnie krążyłam wokół znalezionego murala i cykałam zdjęcia, a Mężczyzna siedział w samochodzie z lornetką i pełnił rolę spottera i snipera w jednym. Niepotrzebnie. Była niedziela, upalne popołudnie, rozmemłana pora siesty: wąskie uliczki między szeregami drewnianych domów wypełniało tylko słońce. Ruch zamarł: w pewnym momencie Mężczyzna czekał na mnie na skrzyżowaniu na zielonym świetle. Tu i ówdzie siedział ktoś na zacienionym tarasie, tam i tu trafiło mnie ciekawe spojrzenie zza ogrodzenia albo z ganku, ale uprzejme kiwnięcie głową i rzucone półgłosem „Buenas tardes” zwykle załatwiało sprawę. Sami ciemnobrązowi mieszkańcy, same latynoskie biznesy. Domy łuszczące się płatami farby, z tanimi klimatyzatorami wetkniętymi w okna, opatrzonymi kratami i kłódkami.
Mieszkańcy Westside na pytania o bezpieczeństwo mówią, że jest to osiedle „prawdziwe” (barrio real). Ciężkie warunki życia w barrio, porachunki gangów i przemoc to motywy widoczne na wielu muralach. Truizmem jest gadanie, że ostrożnym trzeba być wszędzie. Nigdzie jednak, moim zdaniem, nie trzeba się bać. Powiedziałabym wręcz: im bardziej niebezpieczna sytuacja, tym mniej wolno się bać. Wierzę mocno, iż drugi człowiek wyczuwa nasz strach, nieufność i niechęć i reaguje odpowiednio, zwykle antagonistycznie.
A teraz, bez zbędnych słów: murale! (Ciąg dalszy nastąpi).
![]() |
| Educación. Ciemnoskóra Chciana dzięki edukacji wznosi się ponad śmiercionośne porachunki gangowe i wpisuje się w bogatą spuściznę swoich przodków. |
![]() | |
| Mural na ścianie lokalnej piekarni, Familia y Cultura es Vida. Trudno stwierdzić, czy rejestracja naprawianego samochodu to "pura vida" (samo życie) czy "puta vida" (kurewskie życie). |
![]() |
| La Gloria en los brazos de Guadalupe. Ukochana przez Latynosów ciemnoskóra Virgencita rozwiera ramiona w stronę barrio w geście opieki i zrozumienia. |









O rany! Uwielbiam murale! A te są wyjątkowo piękne.
OdpowiedzUsuńHihi, wyobraziłam sobie Twojego Mężczyznę z lornetką. Dobrze jest mieć takiego bodyguarda ;)
Jestem tego samego zdania: im bardziej niebezpiecznie, tym mniej powinno się bać. W ogóle uważam, że sam strach przyciąga to czego się boimy. Idźmy więc przez życie ostrożnie, ale bez strachu :) Pozdrawiam ciepło!!
Strach jest złym doradcą. Szkoda, że niewiele osób trzyma go na smyczy. (To jeszcze takie przemyślenia z posta o wojnie :).
UsuńTeż uwielbiam murale... naprawdę aż grzech było to fotografowanie porzucać po marnej godzinie, ale na pewno tam powrócę. W Twoich stronach malują na ścianach? Podobno w Ljubljanie są piękne malowidła, muszę koniecznie nałapać w kadr :) Serdeczności!!
Odpowiadam z opóźnieniem, ale zawsze pamiętam! W moich stronach malują na ścianach i piszą, ale niestety nie są to dzieła sztuki, a raczej przemyślenia poetów bez kartki papieru, gdy w głowie szumi wino ;)
UsuńKoniecznie! Uchwyć w kadrze jak najwięcej, chętnie pooglądam :)
Cudowne, piękne, niesamowite! Jakże wymowne, jeśli zna się choć trochę realia latynoskich imigrantów. W Chicago w niedalekiej meksykańskiej dzielnicy Pilsen (nazwa myląca!) podobnych murali jest w bród, jestem nimi równie zafascynowana i chyba właśnie zainspirowałaś mnie do podobnego posta. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń