mężna kobieta liczy coup

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Liczenie coup: zwyczaj powszechny wśród Indian prerii. Polegał na liczeniu gestów odwagi wobec wroga przy jak najbardziej minimalnych stratach dla siebie. Za najwyżej oceniane coup uchodziły akty bezkrwawe, np. dotknięcie wroga specjalną pałeczką i umknięcie cało.

Mężna Kobieta była jedyną córką swego ojca, wodza Siuksów Hunkpapa. Jej ojciec był nieoceniony w bitwie i w radzie, szanowany jako dawca dóbr, szczodry gospodarz i rozsądny zarządca. Poza Mężną Kobietą miał jeszcze trzech synów. Ci starali się iść w ślady ojca, ale nie było to takie proste. Próbowali tak zapamiętale i z takim oddaniem, że w końcu jeden za drugim zginęli w walkach z wrogim plemieniem Wron. Ich siostra została sama u boku ojca.


Powiedzmy sobie szczerze: poza granicami stanu, opinia o Teksasie nie jest najlepsza. Teksas uchodzi za stan ultrakonserwatywny, ultrarepublikański i ultrazacofany, taki amerykański odpowiednik krainy moherowych beretów, tyle że oczywiście w Teksasie każdy moher posiada broń! Jest to trochę przykre, ale też trochę zabawne. Pamiętam, jak raz w nowojorskiej restauracji miałam nieszczęście usiąść przy stoliku obok grupy rozchełstanych, rozemocjonowanych garniturów. W pewnym momencie jeden z podchmielonych panów zaczął opowiadać o nieobecnym koledze: „Wiecie, gdzie on się urodził? W jakiejś zapadłej dziurze na Południu, w Teksasie!” – tu przerwał dla efektu i ściszył głos, jakby zdradzał zebranym jakąś fantastyczną zbrodnię. Poza tym, nikt w Nowym Jorku nie wierzył, że jesteśmy z Teksasu. Wyglądaliśmy chyba zbyt normalnie: ani kapelusza, ani kowbojek, ani transparentów z Sądem Ostatecznym; gęby też w miarę inteligentne, więc skąd Teksas? Po chwili dezorientacji padało pytanie: „Aha… pewnie z Austin?”. Bo gdzieś tam w skołowanej nowojorskiej łepetynie mrygała lampka, że Austin, stolica Teksasu, to ostoja liberalizmu i hipsterskości pośród morza „republikańskiego uwstecznienia”. No ale to jest Nowy Jork: nieprzeciętnie brudny, wręcz plugawy, głośny, prostacki i prowincjonalny. Zwłaszcza dla kogoś, kto przyzwyczaił się do klimatu Południa, gdzie ludzie, chociaż może i „zacofani”, może i „konserwatywni”, może i głosują, o zgrozo, prawicowo, ale odnoszą się do innych z szacunkiem i nie zapominają o dobrych manierach. No i zawsze cię nakarmią.

Symbole partii republikańskiej i demokratycznej. Barwą republikańskiej jest czerwień, demokratycznej: błękit.
By DonkeyHotey, CC BY 2.0. Źródło

plyndze w Schilo's

czwartek, 2 czerwca 2016

O Tex-Mex wiedzą wszyscy – nawet podłe poznańskie pseudorestauracje, które sądzą, że jeśli podgrzeją w mikrofali puszkę fasolki po bretońsku, zmieszają z wczorajszymi mielonymi i wyślą talerz przez kościstą kelnerkę w falbaniastej spódnicy z polyestru, to będzie chili Tex-Mex. A Niemcy w Teksasie? O tym już mniej wiadomo, choć też można by ukuć jakiś chwytliwy skrót na zbyt zagraniczny, Teuto-Tex, na przykład, sprzedawać etos porządku, jałmużny i sałatki ziemniaczanej.

„Podczas burzliwych dziesięcioleci między rokiem 1830 a 1860 do Teksasu przybyło około dwudziestu tysięcy Niemców. Z ojczyzny wygnała ich bieda, a do Teksasu przyciągnęła ich dostępność wielkich działek taniej ziemi. Wystarczyło za symboliczną sumę zakupić sobie tytuł własności – i każdy imigrant już mógł się poszczycić szmatem ziemi większym niż posiadłości niejednego niemieckiego księcia. Pierwsza fala imigrantów osiedliła się w dolinach rzek Brazos i Colorado… Ich pobratymcy założyli miasta New Braunfels i Fredericksburg i rozprzestrzenili się po całym Hill Country… Przybysze przynieśli ze sobą swój język, swoje zwyczaje i swoje zamiłowanie do muzyki. Większość niemieckich osiedli w Teksasie miała Stadtkapelle, miejską kapelę, albo Gesangverein, miejski chór”. (Lonn Taylor w Texas Monthly, „The Great Pyramide”, grudzień 2015, s. 88).

samochód
od meksykańskiego kartelu

poniedziałek, 30 maja 2016

Uwaga, będzie trochę prywaty. Kupiliśmy samochód od meksykańskiego kartelu. Tak przynajmniej podsumował to Mężczyzna po podpisaniu papierów. Nie zabrał mnie ze sobą, bo stwierdził, że osiedle jest złe. Ale i tak wszystko mi dokładnie opisał. Naprzeciw małego dilera H&H – mały bar z dużym ogródkiem. Godzina późna, mieszkańcy wracają z pracy, zwykle fizycznej, zwykle ciężkiej, zwykle brudnej, zwykle bez klimatyzacji, i zaglądają do baru na piwo albo agua fresca z prądem, zastygają na stołkach umorusani, w lśniących od smaru wycieruchach. Z szerokich kapeluszy leci zmierzwiona słoma. Rzędy kolorowych, kwadratowych chorągiewek, rozpostarte nad ogródkiem w kilku warstwach, trzepoczą na wieczornym wietrze. Wąska droga między dilerem a barem wysypana jest ubitym żużlem. Raz po raz przechadza się po niej kura, majestatycznie, niefrasobliwe, a to coś tam sobie dziubiąc pro forma, a to przyszpilając Mężczyznę badawczym spojrzeniem czerwonego oka. Mężczyzna, choć Meksykanin, odcina się od każdego tłumu, coś jakby Latynos, coś jakby Arab, coś jakby izraelski komandos; w każdym razie wszyscy wiedzą, że nie stąd.

królowa tejano,
królowa serc

poniedziałek, 23 maja 2016

Szesnasty kwietnia, dzień urodzin królowej tejano, został przez ówczesnego gubernatora Teksasu, George’a W. Busha, ogłoszony Dniem Seleny. (Decyzja nie przeszła bez lokalnych histerii: najwyraźniej niektórzy Anglosi byli tym faktem oburzeni, bo szesnasty kwietnia przypadał w Niedzielę Palmową, a poza tym, kim była Selena? Słuchali jej „tamci ludzie”, a nie my). Od tragicznej śmierci Seleny mija obecnie ponad dwadzieścia lat, ale miłość fanów wcale nie słabnie, przeciwnie. Jej piosenki śpiewają tacy artyści, jak Gloria Estefan, Jennifer Lopez, Shakira, Bruno Mars czy Selena (!) Gomez. Doczekała się pomników, biograficznego filmu (z Jennifer Lopez w roli głównej, bo Salma Hayek z szacunku odmówiła), musicalu i oczywiście niezliczonych festiwali, koncertów, murali, piosenek i programów telewizyjnych na swoją cześć, a niedługo - trasy koncertowej z udziałem hologramu.

Mural na cześć Seleny w stolicy Teksasu, Austin. Źródło
Ta nowelka – niewiele ponad sto stron – to jedna z książek dla mnie najważniejszych. Czytałam ją zaraz po wydaniu, czyli sześć lat temu. Dopiero niedawno, na potrzeby tego cyklu, przejrzałam nieliczne, krążące w internecie recenzje i z pewnym zaskoczeniem odkryłam, że nowela Chang uważana jest powszechnie za książkę „o pisaniu poezji”. Jakoś tego wąskiego czytania nie kupuję – ale może to moje zboczenie. Nie potrafię poważnie potraktować idei studiów magisterskich, na których rozintelektualizowani młodzi gniewni uczą się pisać poezje i dyskutują bez ironii o tym, kim jest „prawdziwy poeta”. Być może jest to przepaść kulturowa; uniwersytety amerykańskie oferują takie i podobne studia jak najbardziej poważnie. Ale ja natychmiast uznałam, że realia opisywane przez Chang to tylko i wyłącznie pretekst do medytacji o czymś innym, głębszym. Jeśli mam rację i Chang faktycznie analizuje mit najdroższy amerykańskiemu sercu – mit sukcesu – to poezja, w której ćwiczą się główni bohaterowie, jest dla autorki tylko metaforą. Metaforą bardzo celną, bo świetnie podkreśla efemeryczność całego przedsięwzięcia. Co sprawia, że osiąga się sukces, a William Carlos Williams to kultowy amerykański poeta? Nikt nic nie wie. Talent. Warsztat. Nastrój. Wyczucie czasu. Ciężka praca. Subiektywna reakcja odbiorców. Układ gwiazd. Tabaka w rogu. W języku greckim poieo, słowo, od którego wzięła się nasza „poezja”, to po prostu „czynię, robię”. To tylko świat zachodni z biegiem czasu uznał poezję za szczyt niepraktyczności.

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo