Babeczka w szortach mieszka w mieszkaniu po przekątnej z małą córeczką i wspomnianym już psem. Obok niej mieszka Rick, właściciel czerwonego pickupa, który zawsze parkuje tyłem w teoretycznie niedozwolonym miejscu zamazanym liniami. Howard pożycza Rickowi na noc swojego psa, rozkosznego kilkumiesięcznego buldoga. Jego suczka miała niedawno młode i Howard obdzielił szczeniakami kilku sąsiadów w okolicy. Po cichu sądzę, że ta dobroczynność jest po trosze jego sposobem na utrzymanie kontroli w stadzie.
mieszkanko blues
Siedzę sobie na antresoli Bogu ducha winna, a tu z mieszkania piętro niżej wychodzi babeczka z psem. Wynalazca bikini powiedział kiedyś, że dobre bikini powinno dać się swobodnie przesunąć przez średniej wielkości pierścionek; wydaje mi się, że szorty tej babeczki też spełniłyby to kryterium. Babeczka stara się je co prawda od czasu do czasu trochę obciągnąć, ale bardziej pro forma niż z przekonania, bo co się dzieje, każdy widzi. To znaczy każdy udaje oczywiście, że nie widzi, ale i tak łypie oczkiem w odpowiednim kierunku.
Babeczka w szortach mieszka w mieszkaniu po przekątnej z małą córeczką i wspomnianym już psem. Obok niej mieszka Rick, właściciel czerwonego pickupa, który zawsze parkuje tyłem w teoretycznie niedozwolonym miejscu zamazanym liniami. Howard pożycza Rickowi na noc swojego psa, rozkosznego kilkumiesięcznego buldoga. Jego suczka miała niedawno młode i Howard obdzielił szczeniakami kilku sąsiadów w okolicy. Po cichu sądzę, że ta dobroczynność jest po trosze jego sposobem na utrzymanie kontroli w stadzie.
Babeczka w szortach mieszka w mieszkaniu po przekątnej z małą córeczką i wspomnianym już psem. Obok niej mieszka Rick, właściciel czerwonego pickupa, który zawsze parkuje tyłem w teoretycznie niedozwolonym miejscu zamazanym liniami. Howard pożycza Rickowi na noc swojego psa, rozkosznego kilkumiesięcznego buldoga. Jego suczka miała niedawno młode i Howard obdzielił szczeniakami kilku sąsiadów w okolicy. Po cichu sądzę, że ta dobroczynność jest po trosze jego sposobem na utrzymanie kontroli w stadzie.
mieszkanko blues
Człowiek z jednej strony chce, żeby wszystko układało się po jego myśli, a z drugiej narzeka, że życie ma nudne i nic ciekawego mu się nie przytrafia. (Oczywiście mówiąc „człowiek”, mam na myśli siebie, bo reszta świata mnie za bardzo nie obchodzi, mnie obchodzi to, że mnie but uciska!). A życie: „Ty mi tak, to ja też tobie tak”, i proszę bardzo: Idę wyrzucić śmieci i przy okazji zamaszystym łukiem wrzucam do wielkiego kontenera, razem ze śmieciami, pęk moich kluczy. Kluczy do wszystkiego, absolutnie do wszystkiego. Bez nich jestem nikim, jestem bezdomna i bezrobotna, w położeniu o wiele gorszym niż panowie pod mostem, bo oni wożą ze sobą zwykle furę swoich rzeczy, a przynajmniej reklamóweczkę lub dwie, a ja nie mam ani komórki, ani samochodu, ani szczoteczki do zębów. Ni toch! Jeno co mi się te okulary słoneczne na nosie ostały i T-shirt w paseczki na grzbiecie. Dodam, że jestem w stanie przedmakijażowym i przedprysznicowym, więc nie ma co się łudzić, że ktoś mi pomoże, bo wiadomo, tylko ładnym i zgrabnym, a ja nawet szortów seksownych nie mam, tylko jakieś workowate, obzęzane porcięta. Umarł w klapkach!
mieszkanko blues
Tata miał rację. Tata miał rację! Ja nawet nie muszę do niego dzwonić, bo i tak znam jego zdanie w niemal każdej sprawie, i to na wyrywki, jak tabliczkę mnożenia. Oczywiście miał rację kpiąc sobie z plastikowych złączeń na mojej pięknej metalowej etażerce. Plastikowe złączenia to zło i barachło. Oto bowiem po kilku tygodniach przeciętnego użytkowania etażerka zaczyna przekrzywiać się dość znacznie w lewą stronę. Na dodatek tuż obok, po lewej stronie, pyszni się cud-ekran iluśtam calowy, wielki że ho ho, oczko w głowie Mężczyzny i pewnie projekcja jego męskiego ego. Połączenie to nie nastraja optymistycznie. A że ustawiłam etażerkę dokładnie naprzeciw naszego łoża, przed snem mam idealny widok na nadchodzącą katastrofę.
W ramach romantycznych rozmów pościelowych pytam Mężczyznę, czy etażerka się przewróci. On na to: „Ostatecznie...”.
W ramach romantycznych rozmów pościelowych pytam Mężczyznę, czy etażerka się przewróci. On na to: „Ostatecznie...”.
mieszkanko blues
W mojej łazience straszy. Pierwszego dnia wyłażę spod prysznica, a na zaparowanym lustrze wielki, dziecięcy napis: „Kocham Cię, Mamo!” z uśmiechniętą buźką i koślawym serduchem.
Nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Nie zmazałam jednak, bo odkrycie to wydało mi się krzepiące.
Od tamtego pierwszego razu po każdym zaparowaniu napis jest ciut bledszy, ale nadal uporczywie broni się przed całkowitym zniknięciem. Trochę mi tego znikania żal, ale nie mogę zapobiec stracie. Po wyprowadzeniu się każdego lokatora Carlos z grupą robotników pieczołowicie zamazują ślady cudzego istnienia. Robią to akurat w sąsiednim budynku, więc widzę, co się dzieje. Wszelkie pozostawione graty są wywożone w wielkiej klatce, niczym na niedźwiedzia, owiniętej srebrzystą siatką. Zrywana jest wykładzina. Kładzione jest nowe linoleum. Wymieniane są listwy przypodłogowe. Wszystko jest malowane na bezosobowy beż. Nie ma plam na ścianach, nie ma dziur po obrazach i figurkach, nie ma nalotu na wywietrzniku nad kuchenką, który zdradziłby mi, czy mieszkańcy pochodzili z Indii czy z Meksyku, czy preferowali curry i kolendrę czy kmin rzymski i chili. Mieszkanie jest bezlitośnie sterylne. Pachnie farbą i klejem. Tylko ten napis na lustrze...
Nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Nie zmazałam jednak, bo odkrycie to wydało mi się krzepiące.
Od tamtego pierwszego razu po każdym zaparowaniu napis jest ciut bledszy, ale nadal uporczywie broni się przed całkowitym zniknięciem. Trochę mi tego znikania żal, ale nie mogę zapobiec stracie. Po wyprowadzeniu się każdego lokatora Carlos z grupą robotników pieczołowicie zamazują ślady cudzego istnienia. Robią to akurat w sąsiednim budynku, więc widzę, co się dzieje. Wszelkie pozostawione graty są wywożone w wielkiej klatce, niczym na niedźwiedzia, owiniętej srebrzystą siatką. Zrywana jest wykładzina. Kładzione jest nowe linoleum. Wymieniane są listwy przypodłogowe. Wszystko jest malowane na bezosobowy beż. Nie ma plam na ścianach, nie ma dziur po obrazach i figurkach, nie ma nalotu na wywietrzniku nad kuchenką, który zdradziłby mi, czy mieszkańcy pochodzili z Indii czy z Meksyku, czy preferowali curry i kolendrę czy kmin rzymski i chili. Mieszkanie jest bezlitośnie sterylne. Pachnie farbą i klejem. Tylko ten napis na lustrze...
mieszkanko blues
Dzisiaj w nocy miałam mój pierwszy facebookowy sen. Śniło mi się, że brat zostawił mi wiadomość na facebooku: „Co my się tak bawimy w te odległości. Porozmawiajmy jak ludzie. Zadzwoń.” Obudziłam się szczęśliwa. Komórka wskazuje piątą nad ranem. Świt uporczywie wciska się do sypialni przez stłoczone żaluzje. Brzeżkiem świadomości rejestruję rzężenie śmieciarki. Obracam się na drugi bok. Chcę zaliczyć jeszcze przynajmniej z godzinę dobroczynnego snu.
Kiedy wstaję rano, nie pamiętam o tym śnie. A raczej, nie pamiętam, że to był sen. Mam tylko poczucie nieodwracalnej straty, niezbywalne przeświadczenie, że coś jest nie tak. Niepokój wskakuje mi na plecy niczym ciężki, złośliwy troll. Nie potrafię go z siebie strząsnąć, taszczę go ze sobą jak winę.
Kiedy wstaję rano, nie pamiętam o tym śnie. A raczej, nie pamiętam, że to był sen. Mam tylko poczucie nieodwracalnej straty, niezbywalne przeświadczenie, że coś jest nie tak. Niepokój wskakuje mi na plecy niczym ciężki, złośliwy troll. Nie potrafię go z siebie strząsnąć, taszczę go ze sobą jak winę.
mieszkanko blues
Mężczyzna kupił mi pickupa. Stwierdził, że dla swojego komfortu psychicznego musi wiedzieć, iż jestem bezpieczna na drodze i nie zagrożą mi „szaleni amerykańscy kierowcy” (cytat). Jak dotąd, nie natknęłam się na przedstawiciela tego gatunku; jeżdżę od kilku miesięcy i nikt nawet na mnie pipnął. Nie wiem, czy to kwestia moich niesamowitych umiejętności drogowych, czy też po prostu kurtuazja tutejszych kierowców. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatnio słyszałam tu klakson.
Nikt nawet nie pisnął, kiedy, włączając się do ruchu (całkiem ożywionego) na wstecznym, pomyliłam następnie biegi i z wielkim rykiem silnika próbowałam ruszyć na luzie (nie da się). Tyle jeśli chodzi o moje niesamowite umiejętności jako kierowcy.
Nikt nawet nie pisnął, kiedy, włączając się do ruchu (całkiem ożywionego) na wstecznym, pomyliłam następnie biegi i z wielkim rykiem silnika próbowałam ruszyć na luzie (nie da się). Tyle jeśli chodzi o moje niesamowite umiejętności jako kierowcy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

