cieknący kran

piątek, 25 lipca 2014

W mojej łazience straszy. Pierwszego dnia wyłażę spod prysznica, a na zaparowanym lustrze wielki, dziecięcy napis: „Kocham Cię, Mamo!” z uśmiechniętą buźką i koślawym serduchem.

Nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Nie zmazałam jednak, bo odkrycie to wydało mi się krzepiące.

Od tamtego pierwszego razu po każdym zaparowaniu napis jest ciut bledszy, ale nadal uporczywie broni się przed całkowitym zniknięciem. Trochę mi tego znikania żal, ale nie mogę zapobiec stracie. Po wyprowadzeniu się każdego lokatora Carlos z grupą robotników pieczołowicie zamazują ślady cudzego istnienia. Robią to akurat w sąsiednim budynku, więc widzę, co się dzieje. Wszelkie pozostawione graty są wywożone w wielkiej klatce, niczym na niedźwiedzia, owiniętej srebrzystą siatką. Zrywana jest wykładzina. Kładzione jest nowe linoleum. Wymieniane są listwy przypodłogowe. Wszystko jest malowane na bezosobowy beż. Nie ma plam na ścianach, nie ma dziur po obrazach i figurkach, nie ma nalotu na wywietrzniku nad kuchenką, który zdradziłby mi, czy mieszkańcy pochodzili z Indii czy z Meksyku, czy preferowali curry i kolendrę czy kmin rzymski i chili. Mieszkanie jest bezlitośnie sterylne. Pachnie farbą i klejem. Tylko ten napis na lustrze...

Na ciężarówce zaparkowanej przed znikającym mieszkaniem leżą długie bele wykładziny, linoleum, blatów, wszystkie materiały zwinięte równiutko, jak w sklepie z tkaninami. Z tyłu przyczepy wystają niedocięte framugi i listwy. W głębi dostrzegam kojący miąższ płyt pilśniowych. Fascynuje mnie ten warsztat do znikania. Trzęsie się człowiek nad tymi swoimi czterema ścianami, kupuje, odkurza, odświeża, maluje, naprawia... a tu proszę bardzo, szpachelka, farba, wykładzina, deseczki, silikon, szast prast, puff - już cię tu nie ma.

Z mieszkania na piętrze w budynku obok wychodzi Howard. Dostrzega mnie na antresoli, podnosi w górę ręce w dramatycznym geście i zaczyna skargę: „Naprawiałem u sąsiadów cieknący kran. Nawet ten tutejszy mechanik nie był w stanie tego naprawić. Ja nie wiem, co jest z tym osiedlem nie tak. Całe to osiedle jest popieprzone!”.

Niedawno było to ponoć najlepsze miejsce pod słońcem, ale uprzejmie ten fakt przemilczam. Dobrze, że jest Howard, który ocala mnie przed całkowitym osiąściem na sentymentalnej mieliźnie. Cieknący kran, proszę państwa! U mnie też w łazience coś tam kapie...
Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo