tymczasem

wtorek, 15 lipca 2014

Tak. Turkusowy odkurzacz nadal stoi, wyprostowany w pełnej gotowości, przy drzwiach mojego sąsiada. W półprzeźroczystym kanistrze widać nawet jakieś papierowe skrętki i drobny kurz, wciągnięte najpewniej podczas ostatniego porywu czystości. Rozbrajająca jest ta wiara w człowieka, bo jaką ma ten mój sąsiad gwarancję, że ja na przykład, w desperacji, której jestem bliska, nie zachachmęcę mu ukradkiem tego turkusowego cudeńka? Co prawda to Eureka, a więc półka raczej z tych niższych, ale zawsze to decyzja z głowy, a odkurzacz w kieszeni. W moim poszukiwaniu wciągacza idealnego dla moich potrzeb, doszłam bowiem do frustrującego impasu. Rozognione, acz sprzeczne dyskusje na Amazonie, idiosynkratyczne doświadczenia znajomych, a także przeżycia własne, stały się swego rodzaju hałasem w tle, szumem odległej autostrady. Tak bardzo mi zależało na znalezieniu ideału, że teraz jakoś już nie zależy. Tymczasem kurz osiada.

Zwłaszcza na wysokiej wykładzinie, jedynym minusie mojego nowego mieszkania. Ten fakt również staram się, zawzięcie wdychając roztocza, zignorować.

Odkurzacz jest prawdopodobnie zepsuty. Przyznaję, że ku takiemu rozwiązaniu zagadki odkurzacza skłania się logika. Ma to sens zwłaszcza w tym kraju, gdzie akceptowalne jest zostawienie zepsutego na amen samochodu na trawniku przed domem. Kopnął w kalendarz, to jego wina. Co mam się przemęczać, taskać grata na złomowisko, targować się o marne kilkadziesiąt dolarów. Jak kiedyś Duch mnie natchnie, to może go zreperuję. Tymczasem niech sobie zarasta trawą, chwastem i kwieciem. Podejrzewam (cyniczną częścią mnie), że turkusowa Eureka została podobnie spisana na straty. A mojemu sąsiadowi szkoda tarmosić kręgosłupa i dźwigać grata na śmietnik (wcale nie szaleńczo odległy, ale jednak kilka kroków trzeba zrobić). Kto wie, może przedstawia również dla niego jakąś wartość sentymentalną? Prezent, zakup wspólny z kimś, kto odszedł do osobistej historii? Mało prawdopodobne, ale nie o takich prezentach się słyszało. (Z własnego poletka: „Kochanie, zobacz co ci przywiozłem!” Otwieram podekscytowana bagażnik, a w nim zgrzewka wody Dasani, którą na dodatek, jako produkowaną przez Coca Cola Company, zażarcie bojkotuję. A tu mąż odgrywa łamistrajka. Ale nie o tym...). Odkurzacz jest zepsuty, uchwalam logicznie.

A jednak. Gdy wychodzę na moją antresolę i patrzę w prawo na sąsiednie drzwi, odczuwam rodzaj irracjonalnego pokrzepienia. Krzepiąca jest ta dziecięca ufność w dobro wszechświata. I co z tego, że cynik we mnie gada jak nakręcony: „Zepsuty, mówię ci! Zepsuty!”

„Bla bla” - ja mu na to. Bla bla. Ja tam swoje wiem.

Przy zamykaniu moich drzwi trzęsie się cała ściana. To tak apropos bezpieczeństwa.
Share /

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo