W ramach romantycznych rozmów pościelowych pytam Mężczyznę, czy etażerka się przewróci. On na to: „Ostatecznie...”.
No super. Na widok mojej paniki Mężczyzna z filozoficznym spokojem wyjaśnia mi, że etażerka obładowana jest niewspółmiernie, ponieważ ubrania wiszące po lewej stronie są razem wzięte cięższe niż torby, szuflada z bielizną i stosik poskładanych spodni, zalegające stronę prawą. Jego zdaniem stronę prawą należy odpowiednio dociążyć, najlepiej dziesięciokilogramowym workiem z piaskiem. Nic nie odpowiadam, ale po cichu uważam, że bardziej uzasadniony byłby zakup kilku dodatkowych toreb z włoskiej skóry, które nie tylko uratowałyby sytuację, ale także wydatnie przyczyniłyby się do ilorazu mojego szczęścia.
Ponieważ jednak na kolejną Pradę obecnie mnie nie stać, następnego ranka wybieram jedyne prawidłowe rozwiązanie dylematu, to znaczy zdejmuję wszystko z etażerki i przestawiam ją tak, że jej lewy, przekrzywiony bok jest teraz solidnie wsparty o ścianę. Po czym załadowuję ją na nowo. Polak potrafi.
Ogarnia mnie cudowna pogoda ducha. Zażegnałam nieszczęście, odwróciłam zły los, uratowałam iluśtam calowy cud-ekran, a z nim miłość własną Mężczyzny. Ach, czego ja to jeszcze w tym życiu nie zrobię! Czekajcie no, już ja wam wszystkim, siłom zła, pokażę!

Brak komentarzy
Prześlij komentarz