Amerykanie nie mogą przegrać

wtorek, 21 czerwca 2016

Doerrowi udało się w jednym celnym, kilkunastostronicowym opowiadaniu uchwycić fenomen amerykańskiej cywilizacji. Aż chce mi się go kopnąć! Nic tu po mnie, Doerr powiedział już wszystko, i to z taką lekkością, bez dogmatu. Opowiadanie „Fourth of July” (Czwarty lipca: święto niepodległości USA) to humorystyczny opis absurdalnego zakładu między amerykańskimi członkami elitarnego klubu wędkarskiego a ich brytyjskimi kolegami. Trochę karykatura karygodnej amerykańskiej naiwności, trochę metafora nieudolnej polityki zagranicznej, opowiadanie zachwyca przenikliwym humorem i bogactwem przekomicznych, przeautentycznych szczegółów.

W Helsinkach Amerykanie spędzają kilka nocy „pijąc koniak, dzwoniąc do Ameryki i płacąc za to jak za zboże… Pracownikom hotelu zlecają kupno zaopatrzenia na [wyprawę na ryby]: 13 kartonów szwedzkich batoników musli i 36 butelek norweskiej wódki”. W Wilnie „zamawiają w barze czipsy ziemniaczane, które obsługa dostarcza do pokojów w porcelanowych wazach”. Nad Jeziorem Popradskim odkrywają wreszcie „godne miejsce do wędkowania: luksusowy hotel w górach z wypchanym rysiem nad kominkiem, gencjanami w kryształowych wazonach, uśmiechniętymi słowackimi hostessami w białych fartuchach, które prowadzą ich do pokojów wyłożonych dywanami”. Kto miał kiedykolwiek okazję towarzyszyć Amerykanom za granicą, ten natychmiast rozpozna opisy ich Gore-Texowych wdzianek i pielgrzymek do McDonalda. Ale po całym tym śmiechu, jak by nie było, na amerykański koszt, Doerrowi i tak udaje się zakończyć na tryumfalnej nucie: „Nie przegrają, nie mogą przegrać; są Amerykanami, już wygrali”.

Ciekawe w tym zbiorze opowiadań jest to, że Doerr pisze o społeczeństwie amerykańskim tak, jakby sam do niego nie należał. Jego świat zapełniają outsiderzy zamieszkujący białe plamy amerykańskiego mocarstwa lub błąkający się poza jego granicami. Tytułowy kolekcjoner muszli to niewidomy naukowiec osiadły na jednej z wysp kenijskiego archipelagu Lamu. Inni bohaterowie to: tropiciel zwierzyny zaszyty w ostępach Montany i jego jasnowidząca żona – asystentka wędrownego magika; połykacz noży, córka latynoskich imigrantów szukających szczęścia w małym nowoangielskim miasteczku, uchodźca z rozdartej wojną domową Liberii, głucha córka pary zamożnych Os (białych anglosaskich protestantów), dziewczyna z Tanzanii przesiedlona z dnia na dzień z afrykańskiego buszu w jałowe suburbia Cleveland, Ohio. Ten bardzo nieamerykańskocentryczny punkt widzenia ma prawdopodobnie wiele wspólnego z podróżami autora: Doerr spędził kilka lat pracując w Nowej Zelandii i na kontynencie afrykańskim. Nieprzypadkiem w kilku opowiadaniach figuruje cyrk: Doerr skupia się na tym, co Stany zwykle uważają za wybryk natury, anomalię, i z tej pozycji chłodnym okiem ocenia amerykańską normę.

Jeden z krytyków książki Doerra cytowany na okładce napisał, że Shell Collector to nie zbiór opowiadań, a raczej zbiór mitów. I faktycznie, mam wrażenie, że Doerr tworzy w tym tomiku nowy gatunek literacki: nie tyle realizm magiczny, ale realizm metaforyczny, o wiele bardziej intuicyjny i o wiele bardziej urzekający niż ezoteryczne zawiłości realizmu magicznego. W świecie Doerra pościg za miłością to pościg fizyczny: maraton wymagający żelaznej formy. Ucieczka od kolein sztampowego amerykańskiego snu to faktyczna ucieczka: z domu i z siatki współrzędnych (off the grid). Empatia to realne współodczuwanie. Krok w nieznane to rzucenie się z krawędzi urwiska w ciemną otchłań nocnego morza. Miłość to urok, który trwa i trwa, niezniszczalny i niemiłosierny. Kto prowokuje sacrum, poniesie śmierć albo dozna uzdrowienia. Te obrazy oddziałowują tak mocno, że aż chciałoby się posądzić Doerra o tanie efekciarstwo. Ale nie. Autor handluje uniwersaliami, opowiada współczesne przypowieści. To starożytny, sprawdzony gatunek.

***

The Shell Collector. 2002. Scribner: New York.

Anthony Doerr ma na swoim koncie zbiory opowiadań Shell Collector (2002) i Memory Wall (2010, tomik równie godny uwagi, choć dla mnie nie tak zrównoważony jak Shell). Jest autorem powieści About Grace (2004) i Światło, którego nie widać (2014, wyd. polskie: Czarna Owca 2015, tłum. Tomasz Wyżyński).

Za Światło otrzymał w 2015 r. nagrodę Pulitzera, a portal LubimyCzytac.pl uznał polskie wydanie za Książkę Roku 2015 w kategorii Powieść historyczna.
Share /

1 komentarz

  1. Dobrze, że jest twój blog, Pelargonio. Bo właśnie odkryłam, że potrzebuję książkę w klimacie Doerr'a na prezent dl abliskiej osoby. Św. Mikołaj za pasem. Trzeba zacząć o nim myśleć już dziś:))

    OdpowiedzUsuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo