Odcinek pierwszy: Czy czuje pani przynależność do rasy białej? Jak odczuwa pani swoją biel?
Wzrastałam w Europie Środkowo-Wschodniej, na początku lat 90. W kraju, w którym przedstawiciele ras innych niż kaukaska nadal stanowią znikomy procent mieszkańców, trudno mówić o świadomości rasowej w sensie przynależności czy znacznika. Świadomość rasowa kształtuje się raczej negatywnie: dość szybko wiedziałam, że nie jestem ani czarnoskóra, ani czerwonoskóra, ani nawet ciemnoskóra. Chodziłam do podstawówki w epoce supermodelek: koleżanki zachwycały się Naomi Campbell. Ja się nie zachwycałam, bo Mama nigdy nie kupowała telewizyjnych gazetek; natomiast razem z siostrą uwielbiałyśmy bawić się w Indian. Z blokowiskowego podwórka przynosiłyśmy gołębie pióra i wtykałyśmy sobie w opaski; w lesie skakałyśmy po bezdrożach, czatowałyśmy na wrogie plemiona, uprawiałyśmy zapasy i wydawałyśmy dzikie okrzyki. Ach, ci Indianie to mieli życie! Później przyszła fascynacja Romami. Chciałam jak Esmeralda tańczyć z bębenkiem na ulicach Paryża. Rzeczywistość była jednak nieubłagana: w lustrze normalność i absencja koloru (choć jeszcze nie biel. Biel była dużo później. Kto wie, być może nigdy jej do końca nie przyjęłam).

