diabli wzięli espadryle

czwartek, 6 listopada 2014

Diabli wzięli espadryle. Najpierw się długo chmurzyło, tak że nawet się wstawać do takiej szarugi nie chciało, a teraz lunęło z cebra. Wreszcie. Kara boska dla robotników Carlosa. Rano położyli na trawie trzy wielkie bele wykładziny i linoleum, po czym chyba poszli sobie w długą, na wieczną mañanę. A teraz co. Moknie cały ten kram. Wsiąka w niego wieczna woda. Przyglądam się temu zniszczeniu przez żaluzje, z wielką ciekawością człowieka, którego nic to nie powinno, rzecz jasna, obchodzić. Rozmiękły kram sprzątnięto dopiero późnym wieczorem. No bo co w końcu. Spinki żadnej nie ma, żeby tak harować i harować dla samego harowania. Nie wszystko musi być na już na zaraz na wczoraj. Zwłaszcza że deszcz leje.

Ricky się wyprowadził i w związku z tym od dwóch dni w mieszkaniu pode mną rozlegają się odgłosy rwania, stukania i wiercenia. Podobny chyba wysiłek, co przy mojej ósemce, pan dentysta nieźle musiał się naharować, żeby wyrwać to coś z mojego dziąsła. Okopało się, sprytne. Carlos i jego robotnicy przygotowują mieszkanie pod nową osobę i teraz zawzięcie zamazują wszelkie ślady istnienia Ricky’ego. Trochę mi żal. Noga jeszcze mu się zupełnie nie zaleczyła, a już zniknął. Miły był w sumie, choć raz chciał się wprosić na zupę i ani razu nie zapytał mnie o to, czym się w życiu zajmuję; interesowało go tylko to, czym się zajmuje Mężczyzna. Kiedy zgłosiłam pretensje do Mężczyzny, ten odpowiedział: „No oczywiście. Chce wiedzieć, jak w hierarchii stoi twój obrońca.” A co ja? Ja ważne, że chodzę w szortach i obcasach. Dopóki szortów, dopóty kobiety idealnej. Ambicyjki i kwalifikacje pies mi lizał.

(Pamiętam, jak raz zdarzyło mi się pracować z jegomościem, który przez cały czas trwania projektu zwracał się do mnie per „urocza żono pana X”. Całe szczęście, że projekt zabrał tylko kilka dni, a roboty było huk, bo w przeciwnym razie urocza żona pana X, z wdziękiem przegryzłaby komuś aortę).

Nie ma zupy dla Ricka! Nie ma zupy dla nikogo, podkreślam. Nawet Mężczyzna zabiera ze stołówki ostatnie resztki sałatki, bo nie chce w nocy dostać szkorbutu. Tak przynajmniej mówi. Zupa jest raz kiedy, od wielkiego dzwonu, gdy zstąpi na mnie Duch, bo normalnie to u mnie się pracuje. Dniem i nocą, panie! Nie żeby kogoś to specjalnie obchodziło, rzecz jasna. Dopóki w mojej półciężarówce wyglądam słodko i nieporadnie, wszystko jest w porządku.

Ostatnio stoję sobie na parkingu i rozmawiam ze znajomym. Mieszka w moim budynku, jest z Kenii i regularnie mnie czaruje. Ja oczywiście regularnie go informuję, że jestem w związku, a on zapewnia, że wie i że nie ma to znaczenia, i dalej czaruje. Lubię go, rzecz jasna, choć też podejrzewam, że czaruje mnie głównie za minispódniczkę i za nic innego. Wracając jednak do sytuacji. Rozmawiamy sobie, a tu nagle koło nas zatrzymuje się samochód i wychyla się z niego biały pan. Patrzy prosto na mnie, Caleba ignoruje. „Wszystko w porządku?” - pyta z troską. - „Nic się nie dzieje?”

Trochę mnie to rozbawiło, nie ukrywam. Owszem, dzieje się, stoję na parkingu i rozmawiam z mężczyzną, którego rasa powinna mieć tu raczej jedynie rangę przypisu. Dodam, że był biały (!) dzień, w żadnym ciemnym (!) kącie się nie chowaliśmy, żeby nie było.

Dla równowagi opowiem także o tym, czym ostatnio żyje cała Ameryka, czyli pielęgniarką, która wróciła z Afryki od chorych na ebolę, po czym wielce obruszyła się po tym, jak narzucono jej kwarantannę. Najpierw się jej poddała, potem ją niby złamała, potem wystosowano do niej nakaz sądowy, potem się od niego odwołała, potem sąd ją wsparł, i tak dalej. Melodramat. Jak przystało na Amerykankę, pani stwierdziła bojowo, że kwarantanna łamie jej prawa obywatelskie. Streściłam to wszystko Mężczyźnie, bo choć nie sprawdzam się jako kucharka, to jestem świetna w roli codziennej prasówki. A on na to: „A ta pielęgniarka jest biała?” Potwierdziłam. „A to jak biała, to nie ma przecież praw obywatelskich.”

Że to takie zabawne. Po walce o prawa obywatelskie dla osób czarnych (w latach 60.), prawa obywatelskie kojarzą się głównie z nimi.

Co tu dodać? Deszcz leje. Espadryle naprawdę diabli wzięli, teraz to tylko japonki na te kałuże, i oczywiście znowu kilkakrotnie zdarzy mi się potężna wtopa błotna, która polega na tym, że z oczami w kosmosie pójdę sobie na skróty, po czym klapki ugrzęzną mi w rozmiękłych moczarach i będę musiała siłą wyrywać je żywiołowi, po czym szorować je w zlewie, który to zlew po chwili zacznie podejrzanie gulgotać i da mi w ten sposób do zrozumienia, że zatkałam go błotem i trawą i on bardzo dziękuje, ale jednak wysiada, a ja będę musiała go jakoś kreatywnie naprawić, bo nie chce mi się wzywać Carlosa do takiej drobnostki. Jesień w tropikach zapowiada się więc niezwykle obiecująco.
Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo