Fajne takie jabłko, które nie ciemnieje. Miłość, która nie słabnie. Twarz, która nie wiotczeje. Pupa, która nie opada.
Mówię Mężczyźnie: „Rozwiązali kolejną bolączkę świata.”
(Przed snem pytam go: „Ty nie umrzesz nigdy, prawda?”
„Pewnie że nie” - odkrzykuje mi przez ramię, bo już odchodzi w sen. - „Będę tu zawsze, zawsze”).
Obecnie, amerykańskie jabłka co prawda ciemnieją po rozkrojeniu, ale przed rozkrojeniem i tak nic się z nimi nie dzieje. W hermetycznych plastikowych opakowaniach wysyłane są do Afganistanu, do baz wojskowych i ambasad. Otwiera się je jak paczkę czipsów: trzeba chwycić za przeciwległe strony opakowania, pociągnąć i puf. Raz zatoczyło mi się takie jedno za łóżko. Kiedy trzy miesiące później znowu je tam odkryłam, jabłko było niezmienione i wieczne. Skórka gładka, żadnego sparszywienia, żadnych ciemnych plam. Potrzymałam je w ręku, a potem rezolutnie wrzuciłam z powrotem za łóżko. Szkoda było mi psuć taki dobry przebieg.

Jak ładnie wpleciony wątek z mężczyzną i snem.... A jabłko przypomina chiński czosnek- napromieniowany. Już dwa lata wisi u mnie w kuchni w warkoczu jak nowy. Wisi jako ozdoba, na co dzień używam tego "gorszego", który kiełkuje:)
OdpowiedzUsuńJabłko to o ile dobrze pamiętam kasja pomarańczowa, dawno temu miałam w ogrodzie, choć gdy tylko pojawiły się jabłka, już musieliśmy się wyprowadzać. Były właśnie takiego "czosnkowatego" kształtu, ale bardzo dobre, kwaskowate i chrupiące. Szkoda mi tej jabłonki, mam nadzieję, że nowi właściciele jakoś wzięli ją pod opiekę :)
UsuńO zgrozo. Zawsze będę wolała te co ciemnieją, gdzieniegdzie dziurawe, ze wsi od babci :)
OdpowiedzUsuńUlepszone jabłko to jak ulepszona pupa, ani to ładne (no może jabłko i tak), ani prawdziwe. Swoją drogą ciekawa jestem w czym zamoczono kupione przeze mnie przed miesiącem pomarancze. Ostaly sie 2 ciągle piękne i jędrne. Boimy się już je jeść, ale zdobią kuchnie.
Powtórzę za poprzedniczką: pięknie wpleciony wątek z mężczyzną! I tak bardzo mi znajomy :) widzę ,że nie jest Ci obca nie tylko wrażliwość na zapach powietrza ale i pytania o nieśmiertelność :)
Pozdrawiam!
Kogo nie trafiają pytania o nieśmiertelność - zwłaszcza tych rzeczy najpiękniejszych... :)
UsuńKiedy mieszkałam w Poznaniu, niedaleko nas była wśród pól taka "aleja jabłoniowa", wybieraliśmy się tam na papierówki. Specjalnie na tę okazję kupiliśmy wielki chwytak. Faktycznie, niektóre były dziurawe (głównie od dziobów ptaszków), ale co za szarlotka! No i raczej niczym nie ulepszane, bo niczyje. Tym sprzedawanym teraz już nie ufam. Przynajmniej ładnie wyglądają, jak Twoje pomarańcze :)
Aż boję się myśleć co będziemy jeść za kilka lat.. 5 letnie pomidory? Które wciąż wyglądają jak "zerwane prosto z krzaczka"
OdpowiedzUsuńNo właśnie. Pamiętam, że w liceum i na studiach potrafiłam jeść jedno jabłko dziennie, czasem nawet więcej. Teraz już nie pamiętam, kiedy ostatnie jadłam. Te polskie jeszcze przynajmniej ciemnieją, ale zdarza mi się wyczuć w nich chemiczny posmak, więc powoli tracę do nich serce...
Usuń