dzieci ciotki Hagar

czwartek, 28 kwietnia 2016

Przyciągnął mnie tytuł. Do teraz nie wiem, czy „wszystkie dzieci ciotki Hagar” to idiom powszechnie na Południu znany, czy też jest to po prostu barwne określenie należące do idiolektu cioci Penny, jednej z postaci opisywanych przez Jonesa. Tak czy inaczej, powinno dać do myślenia, że dla rozmówców Penny znaczenie tej frazy jest oczywiste. Motywy biblijne są na Południu przejrzyste nawet dla niepraktykujących. „Dzieci ciotki Hagar”: dzieci tej gorszej, dzieci niewolnicy. Oczywiście, są traktowane jednakowo. Oczywiście, nie mogą się równać z tym obiecanym, wyczekiwanym synem prawowitej żony. Oczywiście, gdy sięgną po to, co nie dla nich, prosto z przyjęcia zostaną wygnane na pustynię z jednym bukłakiem wody. Aksjomaty.

Bohaterami czternastu opowiadań Jonesa są mieszkańcy Waszyngtonu – miasta, w którym i sam autor urodził się i wychował. Wszyscy są czarni, ale nie wszyscy są tak samo sytuowani, nie wszyscy również należą do tych samych epok. Wielu to południowa biedota, miejska podklasa, która ściągnęła do stolicy za pracą i chlebem podczas wielkiej migracji w pierwszej połowie XX w. Do północnych stanów wywędrowało wówczas około sześciu milionów czarnych południowców. Niektórzy zostali, choć pracy być może nie znaleźli, a i chleba tylko byle aby. Inni szczęśliwie się wydźwignęli. Sprzedawali w stolicy węgiel, roznosili lód, pakowali sprawunki w sklepie, pieczołowicie oszczędzali, skończyli w przyzwoitym domostwie – i naraz odkryli, że cały wszechświat – „tysiąc żyć” – wdarł się między nich a resztę poprzedzającego ich pokolenia.

Babka, która „widziała tylko ranek, popołudnie i wieczór nad polem bawełny”. Ojciec, który „w ciągu całego życia nie przeczytał nawet dziesięciu książek”. Matka, która siłą zawlekła dzieci do dobrej szkoły, gdzie nie potrafiła nawet wypełnić papierów rejestracyjnych. Ciotki, które uciekły do Waszyngtonu z Alabamy przed pewną karą śmierci, gdy pewnego dnia biały mężczyzna próbował zgwałcić jedną z nich i przestraszone nastolatki wspólnymi siłami pobiły go do nieprzytomności. Wujek, „zlinczowany w Georgii, bezbronny mężczyzna niewinny jak Jezus Chrystus”. I oni. Może jeszcze nie z tytułem – w końcu „syn węglarza nie wespnie się wszędzie” – ale już ich dzieci pokończą dobre szkoły, zajdą jeszcze dalej, zamieszkają na białym osiedlu, zaczną z góry spoglądać na czarnych, którzy w mowie połykają „g” w gerundiach, „bo nie potrafią inaczej”. Awans społeczny wręcz zawrotny. (Amerykański?). Nieważkość potężna.

Waszyngton D.C. na początku XX wieku, widok od Dupont Circle. National Photo Public Collection (Library of Congress), PD US. Źródło
Rasa jest w tym zbiorze oczywiście obecna, ale nie jest – na szczęście – sama; towarzyszy jej bogactwo innych wątków, tak że miejscami w tym gobelinie niknie. Szczerze mówiąc, zauważyłam ją dopiero na początku drugiego opowiadania, gdzie dziewczyna, która „mogła uchodzić za białą wśród białych, choć czarni swoją rozpoznawali”, wchodzi dla żartu do sklepu odzieżowego „tylko dla białych”. Towarzyszy jej jej chłopak, bardzo czarny, w czapce lokaja, niosący puste pakunki owinięte w sklepowy papier.

Opowiadania Jonesa są pełne podobnych smaczków. Wiele z nich pojawia się niejako na przydechu, bo Jones ma styl polifoniczny; miesza czasy, porzuca wybraną fabułę, żeby nam przedstawić jakąś przygodną postać do kilku pokoleń wstecz, wyprzedza fakty, zostawia nas w jakichś pobocznych chaszczach w nieznośnym zawieszeniu, aż chce się nim chwilami potrząsnąć. Ale dobrze, mnie się to akurat podoba. Do takich wyskoków trzeba mieć porządne literackie cojones, nie że ot tak nagryzmoliłem sobie na serwetce do margarity, bo kelner przyślamazarzył z jedzeniem. U Jonesa rozciąga się luneta; jest panorama, jest głębia. To jest atut.

To byłby koniec tej notki, gdyby nie to, że szperając w internecie natknęłam się na informację, że All Aunt Hagar’s Children tworzy całość z wcześniej wydanym zbiorem opowiadań Jonesa, Lost in the City (1992). To mnie zaintrygowało. Niepotrzebnie, jak się okazało; All Aunt Hagar’s Children ma pewne odniesienia do wcześniejszego zbioru, ale są one znikome. Ot, poboczna postać z Lost in the City doczekuje się w późniejszym zbiorze własnego opowiadania; nic poza tym. Zbiór Lost in the City jest w porównaniu do swojego następcy zdecydowanie ponury. Wybitny – ale ponury. Jedyną nadzieją dla Czytelnika jest świetny warsztat autora i autorytet, z jakim porusza się on po po przygnębiających zakamarkach amerykańskiej stolicy. Tu nie ma mowy o tym, by rasy niedowidzieć, bo tłumaczy ona cały zbiór. Autor rozlicza się nim, być może, ze swoim dzieciństwem, spędzonym w skrajnej biedzie, zawsze o włos od domu dziecka, w mieszkaniach wynajmowanych jak w kalejdoskopie w różnych częściach stolicy (18 mieszkań w 18 lat). Jeden z właścicieli za niezapłacenie czynszu zabierał z mieszkania okna.

All Aunt Hagar’s Children to tomik spokojniejszy, bardziej litościwy. Również pojawiają się w nim patologie, ale nie figurują one w kadrze jak zdjęcia w kartotece policyjnej, samotne i niefotogeniczne. Autora interesuje w nim więcej niż tragedia: matematyka przeżycia. Ta nieznośna odporność na zadane człowiekowi ciosy, to, co sprawia, że znajduje on w sobie wolę, aby wielokrotnie zbierać się z podłogi, zaczynać i upadać od nowa. Co prawda miejscami zdarza się autorowi zabrzmieć moralizatorsko, ale można mu to wybaczyć. (Trudno tak programowo zachowywać neutralność wobec opisywanego zła). Opowiada historie, zdradza przykre topsekrety miasta, kraju i świata.

***

Edward P. Jones (ur. 1950) jest laureatem wielu nagród literackich. W 2004 r. otrzymał nagrodę Pulitzera za powieść Znany świat (The known world). Jest to jak dotąd jedyne jego dzieło przetłumaczone na polski. Powieść być może przeczytam, choć o amerykańskim niewolnictwie czytałam już tyle, że być może czas odpocząć. Póki co, czekam raczej na kolejny zbiór opowiadań.

Edward P. Jones. 2006. All Aunt Hagar’s Children. New York: HarperCollins e-books.

Szczegóły biograficzne: Neely Tucker. 2009. „The known world of Eward P. Jones”, w: Washington Post (15 listopada), tutaj.
Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo