A dzisiaj rano CNN nie działa; zostałam zdana na Foxa. Dowiedziałam się przynajmniej, że jakiś haker włamał się do dziecięcego monitora. Krew zastyga w żyłach, te wyżyny ludzkiego zła i dziennikarstwa. Poza tym, z okazji bomby podłożonej w Jemenie, Fox zdecydował się nawet nieśmiało wspomnieć o reszcie świata, choć prezenter tłumaczył się gęsto, że Jemen to sojusznik amerykański, stąd ta nietypowa wzmianka.
Po południu mówię mężowi: „Rano oglądam Foxa, bo republikanie odłączyli mi CNN. Mówię ci, ułożyli się z tym hotelem, żeby CNN nie dało się oglądać. Pewnie znowu wydali na to pieniądze podatników.”
I odgrażam się, że w nowych wyborach zagłosuję na demokratów. Wieje grozą. Przez kolejny tydzień ciche dni i siedzimy na rękach, czyli tak jak w amerykańskim Kongresie.
Po wyborach prezydenckich w 2012 dowiedziałam się na przykład, że w elektronicznym systemie wyborczym domyślną opcją był Obama. „Zrobili to umyślnie; wiesz, ilu ludzi tego nie zauważyło i zagłosowało na opcję domyślną?”
Przy okazji komentarz do wyborów z 2008: „Wiesz, dlaczego Obama wygrał swoje pierwsze wybory? Bo jakieś czarnuchy głosowały na niego po kilkanaście razy. Dlatego trzeba zacząć ich legitymować.”
Z drugiej strony: Sprawdzanie tożsamości głosujących to oczywista próba pozbawienia ich praw obywatelskich i jawna dyskryminacja wszelkich mniejszości. („Oczywistość” i „jawność” to główna cecha wszelkich rozwiązań politycznych).
Poza tym: Zamykając pewne luki w systemie imigracyjnym, prezydent z premedytacją sprowokował tegoroczny kryzys na granicy. Dzieci, które tysiącami „atakowały” tę granicę, należały do kartelów meksykańskich, zwłaszcza te poniżej dziesiątego roku życia. Jak je wpuścimy do kraju, to siłą zaczną w nas, niewinnych i bezbronnych, te dragi wmuszać.
Tak w ogóle to granica z Meksykiem jest permanentnie nieszczelna. Nieważne, że od kilku lat saldo migracji meksykańskiej oscyluje koło zera, w mediach i polityce granica nadal jest „niezabezpieczona”. Ostatnio na przykład oświecił nas jeden z senatorów, że poza mułami narkotykowymi, przez granicę przechodzą nielegalnie terroryści szkoleni przez ISIS. Nie ma na to co prawda jakichkolwiek dowodów, ale co tam dowody. Drobnostka, wydrukujemy za chwilkę. Nie ma również znaczenia to, że większość wspomnianych terrorystów potrafi przekroczyć granicę Stanów Zjednoczonych najzupełniej legalnie, bo mają obywatelstwo, karty pobytu lub pochodzą z kraju, z którym Stany mają ruch bezwizowy. Nie, oni z narażeniem życia przedrą się przez pustynię właśnie po to, żeby było o co kogoś posądzać. A te osławione „kojoty”, czyli szabrownicy, którzy szmuglują ludzi przez pustynię, też nie robią tego dla pieniądzy. Nie, oni robią to tylko i wyłącznie po to, żeby Ameryka przestała istnieć. Taki jest ich główny motyw, cel i satysfakcja.
Nawiasem mówiąc, przez pustynię też po prostu przechodzi się tak, jakby to intensywny treking był. Meksykanie co i rusz ten sport uprawiają: śniadanie w Meksyku, lunczyk w Stanach, obiadek z rodziną w Mexico City. Przy okazji ze trzy miejsca pracy zabiorą przeciętnemu Amerykaninowi, bo przecież Amerykanie słyną z tego, że rzucają się chmarą na wszystkie najbrudniejsze, najwcześniejsze, najniewygodniejsze, najbardziej niewdzięczne prace. Każdy to wie!
Na pełne uszczelnienie granicy, czyli wydatek kolosalny, stricte polityczny i w ogóle niepotrzebny, cudem znajdą się pieniądze. Ale gdy prosi się o nie Kongres w innym celu, to nagle jest wielki rwetes. Na przykład teraz: oburzenie, że nie ma żadnych funduszy na leczenie eboli. Ale na uszczelnienie granicy? Jutro będą. Pesteczka.
Nie może też zabraknąć tej perełki, która wypływa przy każdej masowej strzelaninie, gdy odzywają się nieśmiałe głosy, że może by jednak nie rozdawać tej broni na prawo i lewo każdemu, kto wyciągnie rękę. Obama chce nas rozbroić jak Hitler przedwojenne Niemcy. Gdyby wszyscy w Europie mieli pozwolenie na broń, to nie byłoby Holokaustu. Jeśli zabiorą nam broń palną, to co zrobimy w przypadku ataku zombie? (Dla mojego rozmówcy jak najbardziej racjonalny argument). Wszelkie debaty o większej kontroli przy sprzedaży broni napędzają tylko popyt na nią; każdy chce zdążyć, zanim zapadnie potencjalne prawo; nikt nie chce zostać bez spluwy, jak wtedy, gdy przy graniu w „krzesła” ustaje muzyka!
I oczywiście: Grożą prezydentowi impeachmentem, bo jest czarny. (Osobiście podejrzewam, że impeachmentu nie będzie, bo jednak projekt ten kłóci się z etosem Kongresu, którym jest nicnierobienie).
Z drugiej strony, w odpowiednim kontekście nagle okazuje się, że prezydent w ogóle nie jest czarny, bo jego matka była biała. Nic to, że w przeszłości namiętnie stosowano naukowo idiotyczną zasadę jednej kropli; wiadomo, że nie odnosi się ona do osób na wysokich stanowiskach, a zwłaszcza do „przywódcy wolnego świata”. Wszyscy wysoko postawieni są de facto biali.
W tej atmosferze wzajemnego szacunku i zaufania, a przede wszystkim racjonalnego myślenia, czy naprawdę tak trudno uwierzyć w to, że to republikanie (umyślnie i z premedytacją) odłączyli mi CNN?

Eh, szkoda czasu na racjonalne podejście do tematu:) W zeszłym tygodniu jedna pani z kongresu USA zaczęła się głośno zastanawiać czy nie trzeba by zamknąć granicy z Kanadą z powodu eboli. Bo wiadomo, mało szczelna, nie ma wiz ani żadnych elektronicznych autoryzacji wjazdu... Do pani najwyraźniej nie dociera, że jak już do my powinniśmy zamknąć granicę, bo u nas eboli nie ma za to owszem, jest u naszych południowych sąsiadów:) Logika to strasznie trudna sprawa...
OdpowiedzUsuńDo tej pory spora część amerykańskiego społeczeństwa uważa, że terroryści z 11 września wjechali na teren Stanów z Kanady. Bzdura kompletna, ale walka z tym to jak walka z tymi, którzy wierzą, że Elvis żyje. Nie ma sensu.
E! A ja myślałam, że Elvis żyje wiecznie z Kurtem Cobainem i Jimmym Morrisonem! Proszę mi tych iluzji nie odbierać.
UsuńA granica z Kanadą to faktycznie nowe niebezpieczeństwo. Ja się nie dziwię, że w Stanach potrzebują tej broni palnej: ze wszystkich stron wrogowie, z każdej dziury wyłażą terroryści, nikt Amerykanów nie lubi, wszyscy knują ich upadek. Z paranoją jak z mitem: trudno się wygrywa. Oczywiście, oba plenią się tam, gdzie brak chęci sprawdzenia rzetelnych informacji. Są osoby w amerykańskim rządzie, które są święcie przekonane, że po Katyniu w Polsce nie ma już inteligencji. Coś tam zasłyszeli i tak im się na kliszy utrwaliło. Jakie decyzje podejmuje się na podstawie podobnych przesłanek? Chyba też sobie bunkier wybuduję, tak na wszelki wypadek.
Hm... ja się obawiam, że w Polsce są osoby, które żyją w przekonaniu, że po Katyniu i Powstaniu Warszawskim nie ma w Polsce inteligencji... ;)
UsuńJak bunkier to do Albanii, możesz mieć kilka...