„Do zobaczenia po drugiej stronie oceanu :)”. To ja? Może faktycznie ja. Brzmi jak ja lekkomyślnie. O którą stronę oceanu chodzi? Kiedy to wysłałam? Komu?
Pamięć niknie w białej plamie.
W środku nocy jadę do San Antonio. Nie lubię jeździć nocą po autostradzie. Wyprzedzać tirów na mostach, kiedy żołądek przysysa mi do żeber klaustrofobia i głód. Stresuje mnie fakt, że widzę tylko króciutki odcinek drogi, a zaraz potem otchłań. Zwykle staram się jechać tak, by zawsze mieć na horyzoncie czerwone punkciki tylnych świateł jakiegoś samochodu. Dzięki temu wiem, czy droga zakręca, czy nie, czy jedziemy w górę, czy w dół. Lubię też widzieć światła samochodów w tyle, za mną. W przeciwnym razie, gdy patrzę w lusterko i widzę w nim kompletną ciemność, przez jeden moment wydaje mi się, że straciłam wzrok i przeszłość.


A wiesz , że w niektórych kulturach to przeszłość mamy przed sobą (bo ją znamy i "widzimy") a przyszłość za sobą (bo jej nie znamy i "nie widzimy")? Może to być fajna refleksja na kolejną nocną wyprawę autostradą :) Dziwne to uczucie czytać własne wiadomości napisane lata temu, nie? Zupełnie jakbyśmy nie byli to my, albo kompletnie inni my. Pozdrawiam Cię słonecznie, w powietrzu (choć jeszcze chłodnym) czuć wiosnę, a u Was? :)
OdpowiedzUsuńO ja. Aż dreszcz mnie przeszedł. Wyprawa do przeszłości? Ach, faktycznie dobry temat na kolejną nocną podróż. Uff, nie wiem, czy sobie poradzę :)
UsuńA pogodowo, wyobraź sobie, było u nas ostatnio tak: ponad dwadzieścia stopni w zeszłym tygodniu, po czym dziś ledwo dobijamy do dwóch i wściekle wieje. Cóż, Teksas...