Jak zwykle gdyby nie kalendarz, to dałabym sobie rękę uciąć, że w Polsce byłam ponad rok, a nie ledwie ponad miesiąc.
Angielskie słowa wadzą mi w buzi jak mazurski knedel wciśnięty w jadaczkę tak na jeden chaps. Samogłoski wybrzmiewają pod dźwiękiem, nie jak w głowie. Łapię się na ciągłych fałszach. Zapominam kolejnych warstw smalltalku: How are you? How have you been? What did I miss? Been a long time! My, but you look nice! So what’s new? Cold, isn’t it? Utykam gdzieś na wysokości pierwszego zwrotu i nie pamiętam, jak ciągnąć tę spiralę dalej, aby wreszcie po kilkunastu oględnych zakrętach zbliżyć się do żywego mięsa.
(Mój polski zresztą też z upływem czasu nabiera nieznośnych kantów. Chyba tylko ja to słyszę, ale zdecydowanie mam wrażenie, że zaczynam seplenić przy zbitkach szczelinowych, nawet tych niby banalnych, zmiękczonych. Pójść. Przyjść. Odejść. Śśśśśśś. Ććććććć).
Kiedy człowiek był młodszy, wydawało mu się, że czasoprzestrzeń jest z jakiejś cudownej plasteliny. Można było bezkarnie chcieć wszystkiego. (Ech... qu’il est loin l’âge tendre...). Strata była abstrakcją. A teraz? Świat wywinął numer i okazał się dwuwymiarowy. Na lotnisku czułam tym razem wyraźnie, że zostawiam za sobą wielką pustkę w kształcie mnie (wysoki pamperek z długimi rękami i nogami i nastroszoną czupryną półzapuszczonych włosów). Uderzyła mnie ta oczywistość: że gdzieś mnie na amen nie będzie. W stopach poczułam delikatne mrowienie: łaskotanie przypływającego strachu.
![]() |
| Pamperek, którego już tam nie ma. Na pewno. |
Może niepotrzebnie czekam na skończenie nieskończenie
Opowieści bez zakończenia może nie potrzeba zmieniać
Każde niedopowiedzenie jest dopowiedzeniem czegoś
Może wcale nie jest źle
odwrócić się
i odejść
...
Może musiałam zgubić to marzenie, by iść dalej
Zostawić książkę w autobusie przerwaną na tym rozdziale
Może zmiany zostają niezmienne pod skórą, warstwami
Może wcale nie jest źle
odwrócić się
i odejść ...
[Mieszkańcy (lub stali bywalcy) Poznania mają również możliwość posłuchać innych piosenek mojej siostry w kawiarni Sweet Surrender na ulicy Krasińskiego. Najbliższy koncercik już 20. lutego].


Na wstępie: super zdolna rodzina, fajnie, że każdemu z rodzeństwa dostał się talent :) Po wstępie, wywody. Twój post wpisał się idealnie w dzisiejszy mój nastrój. Odszukałam moje notatki, przemyślenia pisanie lat temu (boże drogi) 8. Uważam , że z biegiem czasu markotniejemy. Przestrzeń nieskończona wydaje nam się dziwnie skończoną, a my jacyś tacy inni niepodobni. Nie wiem czy tez tak masz, ale za każdym razem gdy wsiadam do samolotu (bez znaczenia skąd i dokąd lecę) to nie do końca jestem pewna czy chcę. Jakaś dziwna samoistna, podświadoma obawa przed kontynuacją tego co już jest w ruchu.
OdpowiedzUsuńO kobieto! Mam dokładnie tak samo, i to nie tylko przed podróżami. Nie wiem, z którego jesteś rocznika, ale ja załapałam się jeszcze na zabawy w berka (lub "gonitwo") na osiedlowym podwórku. Kiedy chciało się z jakiegoś powodu przerwać zabawę, krzyczało się: STOP ZABAWA!!! Teraz też chce mi się bardzo często rzucić takie hasło... wydłużyć czas pozostały do podjęcia decyzji lub wykonania kroku, po którym już nie będzie odwrotu, albo po prostu posiedzieć sobie i pomachać nóżką. Ech...
UsuńJa również miałam szczęście przeżyć moje dzieciństwo jeszcze w czasach bez internetu, w czasach realnych kontaktów międzyludzkich, podwórkowych zabaw, STOP zabawy i masz-być-w-domu-jak-zapalą-się-latarnie. I bardzo chciałabym wejść do pudełka,w którym wszystkie te "stare zabawki" zostały upchnięte. Jak człowiek dojrzewa to śpieszy mu sie do dorosłości, a gdy staje się "kalendarzowo" teoretycznie dorosły to zdaje sobie sprawę, że fajnie byłoby włączyć pauzę, posiedziec w ciszy, zamyślić się, pomedytować, poleżakować i, jak na dobre wino przystało, dojrzeć. Także tak. Zgadzam się. Mam tak samo jak Ty.
OdpowiedzUsuń