kufer audiowspomnień

środa, 24 czerwca 2015

Kiedy z blokowiska na Grunwaldzie przeprowadziliśmy się za miasto, przez pierwsze miesiące trudno mi było zasnąć. Było tak cicho! Cisza wypełniała szczelnie wszystkie kąty jak miękki zamszowy izolator. Na jej tle odzywało się od czasu do czasu stłumione szczekanie okolicznych psów. Nad ranem piał kogut, bo jeszcze wtedy przy pętli autobusowej było takie quasi-gospodarstwo. W wietrzne dni w pokoju odzywały się przeciągłe tąpnięcia: to wiatr zasysał niedokończone listwy przypodłogowe.

Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, długi czas miałam wrażenie, że jestem nad morzem. Choć mieszkałam na Woli, a więc mocno w bok od centrum, to i tak nieprzerwanie dobiegał mnie szum. Jednostajny, niby neutralny, ale jednak męczący - podkład muzyczny dla moich dni. Wczesnym rankiem zaczynały dodatkowo zgrzytać tramwaje. Znowu mieszkałam w niewyciszonym bloku i dyskretnie podsłuchiwałam żywoty obcych świętych: melodię rozmów i sprzeczek, perkusję przygotowywanych posiłków, mocne akordy zamykanych drzwi.


W brazylijskiej Paripirandze okna były stare, jedno w ogóle się nie domykało; słyszałam wszystkie odgłosy z zewnątrz zupełnie tak, jakbym spała pod gołym niebem. Bladym świtem na krętej uliczce zaczynały kursować zmęczone motorynki, rzęziły samochody. Solidne drzwi frontowe często się zacinały, a żelazną furtkę trzeba było zamykać na wielką kłódkę, bo języczek wbudowanego zamka majtał z boku luźny i zdezelowany. Około godziny siódmej przez ulicę przetaczał się powolutku sprzedawca lokalnego supermarketu. Na ogołoconej motorynce zainstalował system stereo i chlustał na ulicę rześkim rytmem lokalnego forró. A potem witał nas grzecznie przez wielki megafon: „Bom dia, Paripiranga! W tym tygodniu nie przegapcie wielkich przecen w waszym ulubionym Bompreço! Cukier granulowany, $1.50! Mleko w proszku, $4.50 za kilogram! Ryż biały, $1.50! Wszystkie marki własne! Do zobaczenia w Bompreço!”.

W Salwadorze, dla odmiany, mój pokój był cichutki. Tak cichutki, że słyszałam szum Zatoki Wszystkich Świętych, której wody kląskały sobie leniwie raptem kilometr ode mnie. Nocą budziło mnie bzyczenie komarów; latałam wtedy po pokoju z wielką elektryczną rakietą, która zabijała je z mściwym trzaskiem. Rankiem słyszałam robotników i służące, wchodzących na piętra schodami przeznaczonymi dla służby. Ich śpiewny portugalski przypominał mi świergot. (Zresztą, gdy pierwszy raz usłyszałam portugalski w sambie João Gilberto, byłam przekonana, że to nie język, a improwizacja scatowa). Na dźwięk głosów, wychylałam się ochoczo z okna, bo pokój wychodził prosto na ich antresolę, i krzyczałam: „Bom dia, bom dia!!”. Patrzyli na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, bo przecież osobne schody, osobne wejścia i osobne windy przyzwyczajały ich do bycia niewidzialnymi.


Na amerykańskim Południu, pogoda pogrywa sobie na drewnianych domach jak na egipskich Kolosach Memnona, jęczących pod wpływem wiatru. Nawet gdy wiem, że jestem w domu sama, słyszę jakieś kroki, szurania, wzdychania, tąpnięcia, świsty, huki - człowiek siedzi i zastanawia się, czy już ma do czynienia z wizytacją jakiegoś ducha, czy powinien zasadzać się ze strzelbą na włamywacza, czy to po prostu któryś z domowników już wrócił i robi swój własny mętlik. Poza tym klimatyzacja to standardowe źródło białego hałasu. Zauważa się ją, gdy klimatyzator milknie, i potem, gdy się z namysłem rozkręca.
To miało być ogłoszenie z gatunku parafialnych, ale okazało się, że za dużo mam tych audiowspomnień, aby poświęcić na nie tylko kilka słów. (A i tak nie doszłam nawet do tych audiowspomnień najskrytszych, leżących na samym dnie kufra, najbardziej osobistych, najintymniejszych. Tych, które koją, i tych, które nawiedzają, upiorne i niechciane).
W sumie nie spodziewałam się też, że tak szybko przyjdzie mi popełnić takie ogłoszenie, bo bloga założyłam bez żadnego planu, bez myśli o współpracach z kimkolwiek, raczej - przepraszam - ze skrajnego egoizmu: uświadomiłam sobie, że jeśli nie postawię nad sobą jakiegoś bata, to zawsze będę jak te tabuny pracoholików, dla których sport jest taki ważny, a gdy się ciut podrąży, to okazuje się, że żadnego nie uprawiają. Przytyk jest oczywiście do mnie: pisanie zawsze było dla mnie ważne, najważniejsze. Ale uwielbiam też moją pracę i moje projekty, które z roku na rok okazują się coraz bardziej absorbujące. Blog miał mnie po prostu zmobilizować do regularnego pisania, nie odkładania tego na poręczną „półkę jutra” (na której i bez tego zalega sporo niezrealizowanych pasji).

Taki był plan. Ale przypadkiem (lub, jak to mówią bajarze, nie całkiem przypadkiem), natknęłam się na wieść o projekcie Audio-blog i zalała mnie fala nostalgii. Kiedyś bardzo chciałam pracować z mikrofonem i mieć własną jazzową audycję. Życie potoczyło się jednak dość linearnie: zabrakło czasu na jakieś tam poboczne esy-floresy. Na fali tego niespełnionego marzenia napisałam do twórców Audio-bloga i wirtualnie rzuciłam się im na szyję. Chyba nie mieli innego wyboru, jak tylko wariatkę przygarnąć. Bo jeszcze przyleci i zacznie wyć pod oknem, wstydu narobi na całą dzielnicę. I tak oto zaczęłam nagrywać własne posty! Tak, naprawdę strasznie się z tego cieszę.

Słów kilka o samym projekcie: Audio-blog to aplikacja dla miłośników tego niezwykłego wynalazku, jakim jest słuch. W sensie bardziej pragmatycznym, stanowi odpowiedź na myśl nurtującą wielu Czytelników:
„Tak wiele blogów, tak mało czasu!”.
Rozwiązuje również problem tych białych plam na mapie naszego dnia, tych godzin, gdy tkwi się w metrze, autobusie, tramwaju, pociągu czy samochodzie, gdy błądzi się po mieście, gdy czeka się w przychodni, kancelarii, ZUSie lub na poczcie, w smętnej kolejce anonimowych numerków. Aplikację Audio-blog można sobie ściągnąć na telefon lub tablet, zupełnie za darmo, i słuchać sobie wybranych wpisów ulubionych blogerów. Teraz również mnie. (Oszołomienie: jestem blogerem? Wychodzi na to, że tak, jakoś psim swędem stałam się blogerem!). Co miesiąc będę wybierać dwa-trzy wpisy i czytać je Wam prosto do ucha. Mam nadzieję, że razem uda nam się utworzyć kolejne dobre audiowspomnienia. Tych przecież nigdy za wiele!

Moje audiowpisy będą się w Audio-blogu pojawiać w czwartki. A więc już dzisiaj możecie posłuchać posta „medytacja o sieci”, czytanego przeze mnie. (Czytanego z duszą na ramieniu, bo byłam wtedy w Nowym Orleanie i dręczyło mnie przeświadczenie, że za chwilę przejdzie mi pod oknem jakaś głośna orkiestra. Zdarza się to w tym mieście bardzo często). Znajdziecie mnie w zakładce Lifestyle i Kultura (albo Najnowsze). Zapraszam Was również do posłuchania innych ciekawych wpisów w aplikacji: naprawdę warto!

https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.audioexpress.audioblog&hl=pl

https://itunes.apple.com/us/app/audioblog/id994818651?mt=8

https://www.youtube.com/watch?v=kLoXTKsChs0&feature=youtu.be

A poza tym zapraszam, by okazać Audio-blogowi trochę ciepła: polubić go na facebooku czy twitterze, podać wieść dalej znajomym. Audio-blog to ciekawa, rodzima inicjatywa. A tworzenie czegoś nowego - fundacji, zespołu, własnej firmy - wymaga pary solidnych cojones. Jest to oczywiście wielka frajda, ale ile to przedsięwzięcie zżera miejsca w systemie operacyjnym: kto przeżył, ten wie.

Tymczasem pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i do usłyszenia na Audio-blogu! Zapełnijmy ten kufer pozytywnymi audiowspomnieniami.

Aha! Wiem, że wielu z Was prowadzi blogi, bardzo piękne blogi. Jeśli podoba Wam się pomysł i chcielibyście uczestniczyć w projekcie, wyślijcie maila na aplikuj@audio-blog.pl.

Share /

6 komentarzy

  1. Pelargonio,
    zdaje się, że nowoczesne wynalazki nie dotarły jeszcze do mnie w takim stopniu, żebym mogła sobie słuchać tych blogów - ćwieczkowy telefon w ogóle nie obsługuje takiej funkcji, a Kindle niby opiera się na Androidzie, ale chyba jego Amazońskie pochodzenie nie wpuszcza niektórych aplikacji (co mi się już nie pierwszy raz zdarza). ALE TO NIC! Cieszę się, że grzebiąc w Audio-blogu trafiłam na cały szereg ciekawych ludzi, dorzuciłam ich sobie do listy podglądanych i będę podczytywać ich zapiski.
    Co się zaś tyczy dźwięków... fajnie, że otwarłaś taki kufer, bo ciekawie jest tak posłuchać różnych miejsc czyimiś uszami i zastanowić się potem nad własnymi wspomnieniami. Przyszły mi do głowy noce na kampingach, gdzie czasem jest trudno zasnąć właśnie ze względu na obcy zestaw odgłosów. Wymyśliłam sobie na takie noce pewną strategię, coś jak liczenie baranów: wsłuchuję się jak najgłębiej i bardzo świadomie sortuję, rozdzielam brzęczący warkocz na pojedyncze niteczki. Przeważnie pomaga - chyba że śpi się pod Norfolk i akurat odbywają się nocne ćwiczenia samolotów latających bardzo nisko i sprawiających wrażenie, że któryś rozwiąże nam skrzydłem kokardkę na czubku namiotu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu: skąd ja to znam! Gdyby mój brat nie dał mi swojego smartfona (sam przerzucił się na nowszy model), do teraz chodziłabym z metalową Motorolą, która jest nie do zdarcia :) Ale i tak cieszę się, że dokonałaś ciekawych odkryć na Audio-blogu. Platforma istnieje dopiero niecały rok, więc ma tę zaletę, że jest jeszcze niszowa. Z czasem na pewno się rozwinie, ale te "dni małych początków" mają swój niezaprzeczalny urok!

      Dzięki, że podzieliłaś się kilkoma audiowspomnieniami ze swojego kufra. Dawno nie spałam pod namiotem, ale opisujesz to tak fajnie, że znowu mi się zachciało!! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

      Usuń
  2. O! Bardzo chętnie Cię posłucham! Jeśli słucha się Twoich postów tak samo dobrze jak się je czyta to będę pewnie częstym gościem audio - bloga :) fajna sprawa, może sama się odważę choć zawsze miałam problem z odsłuchiwaniem samej siebie.
    Tez mam różne "dźwiękowe" wspomnienia z różnych miast ,w których miałam okazję pomieszkać. I najciszej jest zawsze w domu u rodziców. Wiadomo, dom rodzinny, cicha bezpieczna przystań :) pozdrawiam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino!! Dziękuję Ci za miłe słowa, jak zawsze :) Tak, to prawda, jest coś w tym rodzinnym domu, że sypia się jak w uchu... jakby znów było się dzieckiem :) A co do audio-bloga, to bardzo zachęcam: czemu nie spróbować. Nic się nie traci, a praca z mikrofonem jest baaaaardzo terapeutyczna. Pozdrawiam, mam nadzieję, że wypoczywasz choć troszkę!

      Usuń
    2. Próba nie strzelba w zasadzie ;)) wypoczywam, wypoczywam, na dobrą książkę zawsze znajdę czas! Mam nadzieję, że Ty też :)

      Usuń
  3. Dziewczyny, strasznie mi miło przeczytać te wszystkie emanująe obrą energiąpochwały.
    W takich chwilach myślę, że projekt ma sensI choćy było nie wiem jak ostro pod górkę, w takim towarzystwie jak wasze czuję się bardzo zmotywowana:))
    Dodam tylko, że słuchanie blogów miało być w pierwotnym założeniu formą relaksu dla zmęczonych długimi godzinami pracy przy komputerze oczu.Wypróbowałam także aplikację na bliskich w warunkach szpitalnych i kiedy położyła ich banalna infekcja. Sprawdziła się:) Marzę aby do końca roku w aplikacji znalazła się 100 ambitnych autorów. Priorytetem jest także rozwój sekcji anglojęzycznej oraz blogów pisanych z kraju innego niż Polska.Jeśli czyta to jakiś niezdecydowany jeszcze autor, dysponujący wnikliwym poczuciem humoru, dobrym stylem i zamiłowaniem do eksperymentowania w nowych mediach, zachęcam do poszerzenia grona fanów o uzyetkowników audio:)) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo