czekam na włamanie

środa, 20 sierpnia 2014

Mężczyźni mojego życia zgodnie uważają, że jestem nieodpowiedzialna, nieostrożna, impulsywna i ogólnie gdyby nie oni i ich nadopiekuńcza paranoja, na pewno zginęłabym efektowną śmiercią opisaną smakowicie na pierwszych stronach podrzędnych brukowców. Fakt, rozmawiam z bezdomnymi, uśmiecham się do ponurych przechodniów i ośmielam ich do rozmowy; na dodatek, o zgrozo, jeżdżę z opuszczonymi szybami, chlustam muzyką jak pospolity burak i owszem, wystaję tak na długich czerwonych światłach mojego miasteczka. Ale szyby i tak nie są kuloodporne, więc raczej nie pomogą mi zbytnio w przypadku strzelaniny, a rozbryzgujące się szkło może uczynić organizmowi więcej szkody niż pożytku. A tak, to przynajmniej sobie pogadam. Więzy międzyludzkie pozacieśniam, spaliny powdycham, układ immunologiczny poćwiczę. Tak się zdrowo odżywiam, że przed czym on tam ma się bronić? Pompeczki, panie immunologiczny, pompeczki! Filtrować, ćwiczyć kondycję, bronić komórki przed ołowiem! I każdy wygrywa.

Ostatnio na przykład miły pan w pickupie, który stał obok mnie na światłach, zaproponował mi okazyjne malowanie mojego autka, promocyjna cena tylko dla pani. Dał mi swój numer. O! Lokalna inicjatywa. Z kolei pan rozdający ulotki na parkingu poinformował mnie o kościele ulicznym, którego działalność reprezentuje; jest z Kamerunu, rozpoznałam go po akcencie. O! I świat jest ciut bliższy. Co do osób, które dosiadają się do mnie w parku albo zaczepiają mnie na przystanku autobusowym, to nie ja rozmawiam z nimi godzinami; ja zwykle mam oczy w kosmosie i rozwiązuję problemy świata, na przykład kryzys rządu Dilmy w Brazylii. To raczej one opowiadają mi historie swego życia i dzielą się opiniami o (braku) działalności Kongresu. Ja tylko uprzejmie słucham. Moje upodobanie do obcasów i szpilek zapewnia ponadto, że przeważnie mam pod ręką (a raczej pod stopą) parę solidnych sztyletów, a jak pokazują ostatnie doniesienia prasowe, w razie czego da się nimi napastnika skutecznie zadziabać. Jakoś więc utrzymuję głowę nad powierzchnią wody i nawet, o dziwo, dobijam do trzydziestki ze wszystkimi kończynami, dziękuję.

Tak więc gdy późnym wieczorem kilka dni temu ktoś zapukał do drzwi, moim pierwszym odruchem było otworzyć. Przy zachowaniu środków bezpieczeństwa, oczywiście, ale i tak różnię się tu wydatnie od Amerykanów, których pierwszym odruchem jest strzelać. Właśnie w listopadzie zeszłego roku 55-letni pan w Detroit zastrzelił przez drzwi wejściowe kobietę, która zapukała do jego drzwi wczesnym rankiem, prawdopodobnie szukając pomocy po samochodowej stłuczce. No ale kobieta była czarna, więc na pewno miała złe intencje, poza tym jechała po pijanemu, a więc należało się jej, i czy wspomniałam, że była czarna i z gangu, na pewno? Kto, pytam, kto by w takiej sytuacji nie strzelił? (Ja, ale ja ponoć żyję na krawędzi, więc moja niepoprawna naiwność psuje dane statystyczne). Tak więc zapalam światło na ganku, patrzę przez wizjer i ufna w dobro wszechświata otwieram drzwi, a tam mój mityczny sąsiad: „Zostawiła pani klucze w zamku.”

Faktycznie. Patrzę na niego i czuję się bardzo głupio. Klucze (klucze do wszystkiego, podkreślam) musiały tkwić w zamku przez pół dnia. Nie ma to jak czuć się bezpiecznie, ale wszechświat najwidoczniej jest za mną. Kto przeciwko mnie?

Oczywiście, Mężczyzna uważa, że klucze zostały zduplikowane. Cóż, jeśli tak, to przekonamy się niedługo. Podejrzewam jednak, że trudno byłoby się złodziejom obłowić; biorąc pod uwagę eksploatację naszej elektroniki, najcenniejszym sprzętem jest odkurzacz bezworkowy (prawie nowy) i drewniane pudełko od dominikańskich cygar, które kupiłam w ciuchbudzie za pięć dolarów i które na pewno, na pewno, jest warte fortunę. (Przynajmniej będzie, za jakieś kilkadziesiąt, kilkaset lat). Może przydałoby się jakoś je ubezpieczyć?
Share /

2 komentarze

  1. Jednak skąd bierzesz czas na rozmowy z tak wieloma osobami...? Dziś zadzwoniłam do pięciu osób, których nie widziałam od kilku lat choć mieszkają blisko i nie są mi obojętne. Jednak taki luksus jak czas na rozmowę zdarza się rzadko. Moja koleżanka, która wierzy, że jest z planety Smoka mówi, że czas się kurczy, że nasze urządzenia kłamią. Jednak nie wierzę jej specjalnie:) Pozdrawiam ciepło.
    ps.

    Mam w szafie piękne, pudełko cygar sprzed wielu lat. Służy mi do przechowywania bardzo starych listów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym raczej powiedziała, że nasze urządzenia mówią prawdę, to wszyscy wokół wmawiają nam, że czas się kurczy. Czasem wydaje mi się, że bycie zajętym to dla wielu ludzi taki fetysz. Zobacz, robię to, to, to i jeszcze podyplomówkę co drugi weekend, na nic nie mam czasu, a to znaczy, że na pewno pójdę do nieba, bo nikt nie jest w stanie mi powiedzieć, że się nie starałam.

      Skąd biorę czas? Zwykle w przerwach, które nadarzają się samoistnie. W alejce supermarketu, na parkingu, czekając na kawę w kawiarni, w taksówce, w samolocie. Oczywiście, nie będę udawać: zdarzają się dni, gdy afgańska burka wydaje mi się wyjątkowo dobrym pomysłem. Albo czapka niewidka. Do niczego się nie zmuszam, bo bardzo potrzebuję chwil wyciszenia. Ale bardzo lubię również te momenty relacji. W końcu podobno po to są te wszystkie gadżety i egzystencjalne ulepszenia, żebyśmy byli ze sobą trochę bliżej :)

      PS. Ja na razie w moim trzymam szminki :)

      Usuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo