kotek!

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Na naszym osiedlu zatrzęsienie kotów. Zatrzęsienie! I to nie takich słodkich koteczków z różową kokardką na szyjce, jakich pełno w internecie, ale drapieżników. Bezpańskich, szczwanych, nieufnych, chudych i żylastych jak soliści baletu moskiewskiego, tak że żebra można policzyć, ale gołym okiem widać, że z życiem się tak łatwo nie rozstanie. Włóczą się watahami, jak wilki. Czają się wokół śmietników i w nocy, kiedy ustaje ruch na parkingu, wychodzą plądrować. W nocy słychać czasem ich wrzaski, gdy walczą o odpadki. Nagłe, rwane miauknięcia, pełne furii i świętego przekonania, że to moje, nie rusz! Zagryzę!

Raz, kiedy wracałam do domu pod wieczór, natknęłam się na stado zgromadzone przy śmietniku; akurat niedługo przedtem oglądałam odcinek „Kości”, w którym zdziczałe koty pożarły na parkingu dobre pół ciała zamordowanego dyplomaty, więc poczułam się bardzo nieswojo. Na dodatek na mój widok zwierzęta wcale się nie rozbiegły, tak jak tego oczekiwałam. Spojrzały tylko na mnie chłodno i bezczelnie znad swoich resztek, jakby oceniając, ile na mnie można obgryźć. Nieruchome, intensywne gapienie się istot tak wychudłych, że zaczynam być bardzo niekomfortowo świadoma tego, ile na mnie tego jedzenia jest. Na parę dobrych dni! Moja pisanina, aktywność, wyższe cele, ambicje, ideały i tak dalej, swoją drogą, ale na pewnym szczeblu jestem przecież solidną górą mięsa, i to jak najbardziej zjadliwą.

Stwierdzam, że parking nie jest więc dobrym miejscem do skręcenia sobie kostki lub okazywania innego rodzaju słabości, jak np. rozkminianie dotychczasowych dokonań życiowych czy beczenie w rękaw, względnie w słuchawkę. Szczerze mówiąc, im człowiek starszy, tym wyraźniej sobie uświadamia, że słabość okazuje się w zaciszu własnego kibla i pod odkręconym prysznicem. Tak gdzie indziej, to potknę się, nie daj Boże, upadnę, zemdleję, i już mnie nie ma. Obudzę się bez nosa i policzków, wciśnięta w kręte korytarze czyichś miluśkich jelit, oblepiona włosami i śliną.
Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo