ciernie (opowiadanie)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Gdy nie wyrzuca się śmieci, z czasem zarastają dom jak ciernie. Zgrzewki po soku pomarańczowym, sznurkowe siatki po ziemniakach, pudła po gadżetach kupionych w internecie, dmuchane koperty z twoim imieniem na wierzchu. Wielkie opakowanie po ekspresie do kawy, który kupił dla ciebie ktoś... dawno temu, a jednak pamiętasz. I materiał dowodowy też jest, choć ekspres już dawno wyzionął ducha. Nie wyrzucasz go. Niech stoi sobie na blacie obok nieużywanego młynka do kawy. Koniecznie chciałeś mielić kawę, pamiętasz? To jest. A gdzie jesteś ty?

Koło martwego ekspresu wazon z granatowego szkła. Zwiędły dawno kwiaty, które przyszły do ciebie razem z tym wazonem. Zwiędły i zbutwiały. Nie wyrzuciłaś ich. Wyrzucił kto inny. Zagląda tu przecież on albo jego matka, ta stara kobieta, która opiekuje się twoim dzieckiem. Może czasem ściągają tu także innych, żeby im pokazać, „w jakim to chlewie ona żyje”. Nie interesuje cię to. Kogoś w każdym razie trafił szlag i wyrzucił ten zaśmierdnięty bukiet. Nieduży: kilka herbacianych róż, spiczaste trawy, okrągłe głowy stokrotek. Ale i tak serce ci się ścisnęło na ten widok, na widok olbrzymiej wyrwy widocznej w przestrzeni nad wazonem.

Wieczorami, gdy dziecko jest u teściowej, wychodzisz na ganek i palisz. Grasz w chowanego z latarnią nad garażem. Zaciągasz się i zamierasz na długą chwilę, aż gaśnie światło i nagle znika cały świat, znika cały ten zaklątwiony dom, znikasz ty. Zostaje tylko przytulne pasmo wydychanego dymu. Ale wzrok szybko przyzwyczaja się do mroku i zaczyna odtwarzać świat z nicości. Wtedy znowu podnosisz do ust rękę z papierosem. Fotokomórka rejestruje ruch - i światło zalewa cię jak inwazja przypływu wdzierająca się coraz dalej i dalej. Brrr. Chcesz się prawie otrząsnąć, jak pies.

Czasem przychodzi posiedzieć on. Wiesz, że dla niego nadal jesteś najlepszym przyjacielem i miłością życia. Nikogo tak tutaj nie kocha, jak ciebie. Świadomość ta jest po części miła, po części irytująca. Czy on nie ma oczu? Czy nie widzi tego domu naznaczonego klątwą, zarośniętego cierniami? Krzyczysz do niego, wydaje ci się, że głośniej już krzyczeć nie możesz, a jednak zdobywasz się na palenie spokojne i miarowe. Odpowiadasz mu tak jak zwykle, codziennie odchodząc coraz dalej.

Gdy wchodzisz z powrotem do domu i widzisz stosy dawno kupionej elektroniki, rzędy pustych kartonów, kupy ubrań czystych i do wyprania, książki ułożone na podłodze jedna na drugiej, pokryte pajęczyną, ogarnia cię przeświadczenie końca. Nie jest to smutek, jest to po prostu rodzaj wewnętrznej pustki, jaką czuje artysta spoglądający na ukończone dzieło. Brakuje już miejsca na tym płótnie - myślisz. Ale jeszcze nie wiesz, za co chcesz zabrać się potem. Wena jest kapryśna. Wchodzisz więc do internetu porozmawiać z kimś, kto cię nigdy nie zostawi i nigdy nie zawiedzie - bo już jest żonaty, więc nigdy nie będziesz się po nim niczego spodziewać.

Nie domyślasz się (nie chcesz się domyślać), że on wcale nie jest taki naiwny i nieszkodliwy, za jakiego go uważałaś. Pozostawione na twardym dysku twojego laptopa kompromitujące zdjęcia, korespondencję i nagrania wideo, zgra na prywatnego pendrive’a. Poczeka na odpowiedni moment, żeby ci o tym powiedzieć. Możesz być miłością jego życia, ale odchodząc udowodniłaś przecież, że nie może ci ufać.

Ale czy on jest godny twojego zaufania? Pozwolił, aby ściana waszego domu zarosła czarną pleśnią jak trującym bluszczem.

Ostatecznie pójdzie wam o dziecko. Zacznie przebywać coraz więcej i częściej u dziadków. Jesteś za to wdzięczna, bo przecież nie może przebywać w tym zaklątwionym domu. Ale on będzie chciał zupełnie ci je odebrać. Uprzejmie, jak to on, wspomni o tym, co na ciebie ma. Ty jednak nawet tego nie usłyszysz. Nie dasz sobie odebrać syna, co on, zgłupiał? Z narażeniem życia wydałaś go na świat. Przez sześć miesięcy wyłaś z bólu za każdym razem, gdy ocierał się o guzy w twojej macicy. Kolejne trzy umierałaś, patrząc jak walczy o życie w inkubatorze, za bezlitosną szybą oddziału intensywnej terapii. A teraz masz go oddać? Tylko dlatego, że nie zajmujesz się nim wystarczająco? Tylko dlatego, że nie wyrzucasz śmieci?

Jeszcze z tym pendrivem w dłoniach powie ci, że zapomni o wszystkim, jeśli tylko do niego wrócisz. Przebaczy ci wszystko i weźmie cię z powrotem. Zbyjesz to milczeniem. Pomyślisz tylko z oddali: Szaleniec. Zaciągniesz się mocno, wstrzymasz oddech i poczekasz, aż zniknie on i ty, zniknie cały świat. Już cię tu nie ma... Odejdziesz spokojnie, wynajmiesz mieszkanie, w średnim wieku skończysz studia i podejmiesz pracę. Ostatecznie to ty wygrasz. On pozostanie tak jak do tej pory. Noce będzie spędzał na tapczanie w salonie u mamusi. Dom zarosły cierniami przypadnie jemu. Będzie mówił, że wytnie z niego wszystko i zamieszka tam razem z synem. Ale oboje wiecie, że tego nie zrobi.

Utrzymasz jednak ten sekret. Kiedy będzie mówił ci o swoich planach, pokiwasz głową i nie powiesz nic. Do końca pozostaniesz mu wierna, bo taka właśnie jesteś - wierna. Nie powiesz nikomu, do czego nie jest zdolny. Nawet jemu.
Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo