Mąż pyta: „Jeśli kupię ci parasol, będziesz używać?” „Nie” - odpowiadam bez zastanowienia i kategorycznie.
„Ciepły deszcz”, na który tyle się naczekałam w dzieciństwie. Wbrew moim płomiennym chęciom, w polskiej strefie klimatycznej zdarzał się rzadko. Raz, kiedy przebywaliśmy z rodziną na wczasach w Radości, było tak ciepło, że Mama pozwoliła nam wyjść na deszcz w kostiumach kąpielowych. Esencja szczęścia. Mały człowiek niemal goły, przewiązany tylko kawałkiem rozciągliwego poliestru, wszechświat na skórze, dobra, ciepła, kochająca obecność, a wokół solidne trwanie masywnego pachnącego lasu. „Cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa...” - pytał Staff. Panie Staff, wysokie drzewa i deszcz prosto w źrenice, ot co.
U mnie na parkingu jest teraz brzydota. W ogóle całe to miasteczko jest brzydkie i brzydki jest cały ten okropny świat, w którym horyzont przysłaniają płaskie pofałdowane dachy ogromnych, sztucznie oświetlonych supermarketów. Mam nadzieję, że tego okresu brzydoty w moim życiu w ogóle nie będę pamiętać. Któregoś dnia obudzę się do karmelowego świtu sączącego się przez płócienne zasłony i uświadomię sobie, że to był tylko bardzo długi, bardzo męczący sen. Ale kiedy spada deszcz, na parę chwil jakoś tę brzydotę w moich oczach odkupuje. Stoję sobie na tym deszczu przy samochodzie, bo za bardzo nie mam dokąd pójść, a z nieba chlusta na mnie odkupienie.

Brak komentarzy
Prześlij komentarz