istnienie nie do zbicia

środa, 3 września 2014

Howard jak Duch Święty: wszechobecny i wszędobylski. Drzwi wejściowe ma zwykle otwarte na oścież, bo jego bujna, wyrazista osobowość nie zna widać żadnych granic; on (On?) żyje na całym osiedlu, nie można go zamknąć w czterech ścianach! Tak więc czy człapię do skrzynki po listy, czy do pralni z kłębami błękitnej jak Najświętsza Panienka pościeli, czy od samochodu z wiechciami jarmuża, kolendry, boćwiny i pietruszki, zawsze usłyszę donośne: „Dzień dobry, pani Karolino!!!”.


I Howard wydycha chwalebnie ku niebu dym z papierosa, bo ma właśnie taki uduchowiony, przekonujący sposób palenia, który nadaje się na reklamę Marlboro. Zwłaszcza rano w okolicach siódmej, gdy siedzę na antresoli z herbatą, on chyba też właśnie wtedy spędza intymny cichy czas ze swoim nałogiem. Pali w stronę chmur z namaszczeniem, w zadumie. Czarna łza, którą ma wytatuowaną przy oku, nabiera wtedy wyjątkowo doniosłego znaczenia. (Choć Bogiem a prawdą może być tylko świadectwem osobliwego gustu Howarda, a nie znakiem dokonanego morderstwa lub pobytu w więzieniu. Trudno stwierdzić).

Myślę sobie, że gdyby nie Howard i jego czujne, wszędobylskie oko, Mężczyzna zamiast zadbanej dziewoi miałby w domu górskiego trolla, bo niestety zdarzają się dni, gdy chce mi się po prostu odwrócić kuprem do całego świata i szkoda mi wysiłku na ekstrawagancje typu prysznic czy mycie włosów. O makijażu to już w ogóle nie mówmy; ja tu się rozpadam egzystencjalnie, a mam dopieszczać idealnie prostą kreskę na linii powiek?? Co za masochista zaczynałby dzień od takiego studium daremności?? No ale jest Howard, więc gdy cały zastęp ważkich motywacji bierze solidnie w łeb, istnienie Howarda okazuje się nie do zbicia.

A teraz, cytując reklamę jednej z sieci komórkowych, dzięki osiągnięciom współczesnej technologii, z Howardem łączy mnie coraz więcej! Znalazłam bowiem na dworze w trawie paragon po zamówieniu telefonicznym z Pizzy Hut, na którym widnieje imię i nazwisko Howarda i numer jego telefonu (a także nazwę zakupionej pizzy: pepperoni). Nie powiem, ucieszył mnie ten skrawek papieru; włożyłam go do skrzynki po dominikańskich cygarach razem z baterią szminek i innych życiowych niezbędników. Kto wie, kiedy przyda mi się as w rękawie lub wytatuowany motywator do pomocy.
Share /

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo