do przodu na okrętkę

czwartek, 12 lutego 2015

Po prawie trzech latach kulania się z moim prasowaniem od hotelu do hotelu, kupiłam żelazko. Nagłe chcenie i szybkie wykonanie zamysłu zaskoczyło mnie samą. Żelazko powiesiłam na drzwiach spiżarki, w koszyczku zakupionym specjalnie na ten cel. Potem nabyłam ręczny mikser. Potem elektryczną szczoteczkę do zębów. Co też ja dobrego wyrabiam? (Poza tym, że oczywiście pnę się w górę hierarchii społecznej. Żelazko stacjonarne, no no no). Zmęczenie prowizorką czy orbitowanie wokół akceptacji?

Żuję wędzidło. Zastanawiam się, czy mi się podoba taki układ, w którym wszystko mogę sobie ustawić niby pode mnie.

***

Ostatnio w moje ręce trafiła przypadkiem wielka zgrzewka wody o nazwie Icelandic. Została w sali konferencyjnej, a że nikt nie był nią zainteresowany, to zgłosiłam się ja. Okazało się, że była to bardzo dobra decyzja, a na moje konto wpłynął bardzo dobry uczynek. Woda Icelandic pochodzi bowiem z prastarego źródła, gdzie filtrowana jest w sposób naturalny przez liczne warstwy skały wulkanicznej. To jednak nie koniec: każda butelka jest także neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla. Oznacza to, że ilość dwutlenku węgla wyemitowanego przy jej produkcji została zneutralizowana poprzez utworzenie odnawialnych źródeł energii i/lub wykupienie kwot CO2 od odpowiednich instytucji w Europie.

Taki, powiedzmy, odpust w ekologicznym plastiku.

Gdy kilka miesięcy temu kupowałam bilet lotniczy do Polski, na ekranie pojawiło się okienko z pytanie, czy chcę zneutralizować mój „ślad w atmosferze” poprzez wykupienie konkretnej ilości sadzonek w odległych tropikach. Mogłam nawet wstukać dane mojego lotu w specjalny kalkulator i zobaczyć, ile krzywdy zamierzam światu wyrządzić. Niewiarygodnie szkodliwy taki jeden lot. Aż wstyd.

Oczywiście, jako cuchnący cynik nie wierzę w żadne odpusty. Wierzę w nieuchronność splotu przyczynowo-skutkowego i w zasadność zdrowego poczucia winy. W prawidłowość ludzkich wzlotów i upadków, które zostawiają na piasku serpentynowate ślady jak po przechodzącym wężu. (Niby ukosem się wije gadzina, a jednak jakoś przewrotnie do przodu. Choć na wielką okrętkę).

Mimo tych solidnych przekonań, uderza do głowy ta myśl, że w sumie nieważne, co zrobię, byleby dało się to później odpowiedzialnie zneutralizować.

Wodę oczywiście piję. Jest jej dwadzieścia butelek. Muszę teraz obliczyć, na jakie wyskoki mnie stać po jej przerobieniu.
Share /

2 komentarze

  1. brawo z żelazkiem ! .. ja bardzo lubię prasować .. prasuję sobie i myślę sobię tak jakbym gdzieś szedł czy pielgrzymował ...
    fajnie z Icelandic http://en.wikipedia.org/wiki/Icelandic_Glacial ...i z tym CO2 ale mimo wszystko taką zacna woda musi tu przybyć statkiem jeśli nie przylecieć :^) ... ale to i tak lepiej niż z Fiji :^)) .. bardzo ciepło pozdrawiam z A :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paradoksalnie też bardzo lubię prasować i lubię rzeczy, które wymagają prasowania, np. koszule. Ale dotąd zawsze jakoś udawało mi się użyć cudzego żelazka :)

      Ech, no i właśnie, musi przylecieć! I takie to właśnie braki carbon-neutral... Usiłować jednak zawsze można...

      Usuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo